Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
21 maja 2019
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 12-07-2012

USA v. Richard Nixon, Prezydent US sygnatura  418 U.S. 683/1974 - z cyklu fakty i mity o Ameryce...

38 lat temu, w lipcu 1974 r. Sąd Najwyższy USA wydal jeden z najważniejszych wyroków ubiegłego stulecia w sprawie Stany Zjednoczone v. Nixon. Dwa tygodnie później Nixon wsiadł do helikoptera na lądowisku w Białym Domu. Opuszczał to miejsce na zawsze jako pierwszy prezydent USA, który zrezygnował z urzędu.  

Ale najpierw musimy się cofnąć do czerwca 1972r, kiedy to 5 mężczyzn zaopatrzonych w aparaty fotograficzne i pluskwy do podsłuchu aresztowano wewnątrz centralnej kwatery Komitetu Wyborczego Partii Demokratycznej w kompleksie biurowym Watergate w Waszyngtonie. Szybko okazało się, że włamywacze pracowali, bezpośrednio lub pośrednio, dla Komitetu Wyborczego prezydenta Nixona.  Sam prezydent i przywódcy jego kampanii wyborczej zaprzeczyli, aby mieli jakikolwiek związek z “niefortunnym” incydentem.  

W 1973 roku Komisja Senatu rozpoczęła dochodzenie i okazało się, że najwyżsi członkowie administracji Nixona byli zaangażowani w zamiatanie pod dywanik i włamania i wielu innych działań niezgodnych z prawem. Stwierdzono również, że Nixon zainstalował w kilku pomieszczeniach Białego Domu, w tym w Oval Office system nagrywający audio, który automatycznie zapisywał wszystkie jego rozmowy z doradcami i innymi osobami.  

Specjalny prokurator Archibald Cox. wyznaczony do badania afery Watergate wystąpił z wnioskiem o zabezpieczenie i przekazanie mu taśm audio z systemu nagrywającego w Białym Domu. Nixon odmówił wydania nagrań, twierdząc, że są one chronione z mocy przywileju prezydenckiego (executive privilege) i zwolnił Coxa.  To wywołało burzę w Waszyngtonie i doprowadziło do rozpoczęcia przez Kongres procedury impeachment przeciwko prezydentowi.  

Nixon ostatecznie wydał kilka taśm, następnemu specjalnemu prokuratorowi Leonowi Jaworskiemu, ale część nagrań została z nich  usunięta. Jaworski zwrócił się do sądu o nakazanie prezydentowi wydania nagrań.  Distric Court nakazał prezydentowi oddanie nagrań Jaworskiemu. Nixon odwołal się. Sąd II instancji podtrzymał decyzję I instancji.  Nixon nie dał za wygraną i sprawa znalazła się w  Sądzie  Najwyższym  Stanów Zjednoczonych.  

W imieniu USA występowali specjalni prokuratorzy Leon Jaworski i Philip Lacovara.

W imieniu prezydenta Nixona,  James st. Clair, adwokat z Bostonu.

Jaworski i Lacovara stali na stanowisku, iż uprawnienia prezydenta do powoływania się na przywileje władzy wykonawczej - executive privilege – jest w tej konkretnej sytuacji bezprawne, albowiem przywileje te nie są absolutne, a nagrania stanowią ewidencję w toczącej się sprawie karnej. Prezydent nie może powoływać się na żadne prawa i przywileje, jeżeli wiąże się to z pozbawieniem sądu dostępu do dowodu w postępowaniu karnym. Jest to spór konstytucyjny i winien być rozstrzygnięty przez sąd.  

St. Clair twierdził, iż z konstytucyjnego trój-podziału władz wynika  uprawnienie prezydenta do decydowania, czy podzieli się informacjami, które posiada z innymi władzami, czyli z władzą ustawodawczą – Kongresem i Senatem i władzą sadowniczą. Ponadto,  St. Clair twierdził iż ten przywilej jest absolutny, a co najważniejsze - to prezydent i tylko prezydent determinuje, jak istotne są te informacje dla bezpieczeństwa państwa i zachowania ich  w tajemnicy, lub też nie. Spór ten powinien być rozwiązany w ramach władzy wykonawczej, a nie przez sądy.  

8 lipca 1974r., Przewodniczący Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Warren Burger otworzył sprawę. Publiczność koczowała pod sądem od trzech dni, mając nadzieję na dostanie się na salę i uczestniczenie w tej historycznej rozprawie, którą nazwano ‚Sprawą nagrań Watergate“. Ale w historii SN USA  jej poprawna nazwa to - Stany Zjednoczone Ameryki  versus Richard Nixon, Prezydent Stanów Zjednoczonych sygnatura  418 U.S. 683/1974.  

Sędziowie słuchali argumentów o uprawnieniach i obowiązkach  konstytucyjnych i obywatelskich prezydenta. Z jednej strony Jaworski i Lacovara stali na stanowisku, iż prezydent jest jak każdy inny obywatel i jest zobowiązany jak każdy obywatel udostępnić sądowi ewidencję w sprawie karnej. Z drugiej strony St.Clair argumentował, iż konstytucja daje prezydentowi uprawnienia na mocy przywilejów władzy wykonawczej - executive privilege -  do odmowy udostępnienia tej ewidencji tak sądom jak i Kongresowi i Senatowi.  

Pierwszy przedstawiał argumenty Leon Jaworski, legendarny adwokat z Texasu, były przewodniczący American Bar Association.  

Jego zdaniem cała sprawa sprowadza się do jednej fundamentalnej kwestii – kto jest upoważniony do interpretowania zapisøw w Konstytucji?

Odmawiając wydania ewidencji w sprawie kryminalnej, prezydent powołuje się na Konstytucję. Oczywiście prezydent może mieć rację w swojej interpretacji prowizji Konstytucji, ale też może być w błędzie. I jeżeli jest w błędzie, kto ma prawo powiedzieć mu, że jest w błędzie? I jeżeli jest w błędzie i nie ma nikogo, żeby mu to powiedzieć, to będzie on kroczył błędną drogą. Co wtedy się stanie z naszym rządem, z Konstytucją i z państwem?

Jego zdaniem, konstytucyjne podstawy formowania rządu są śmiertelnie zagrożone, jeżeli prezydent, każdy prezydent może powiedzieć, że to co Konstytucja mówi to jest to co on mówi i robi,  i nawet Sąd Najwyższy nie może mu powiedzieć, że jest inaczej.  

Sędzia Potter Stuart przerwał Jaworskiemu:  

Stuart - Zgodnie z prawem, jeżeli (prezydent) ma rację, to on jest jedynym arbitrem  i zwraca się do sądu o potwierdzenia jego interpretacji.  

Jaworski  - Tak, ale mój argument jest inny - jeżeli ( prezydent) jest uważany za jedynego sędziego i jest w błędzie w swojej interpretacji, to będzie ten błąd kontynuował.  

Stuart – No dobrze, to wtedy ten sąd powie (prezydentowi), że jest w błędzie.  

Jaworski – Myślę, że to jest właśnie sedno tej sprawy, czy nie tak?  

W tym miejscu zabrał głos sędzia Burger  

Burger – Czy nie jest prawdą, że prezydent  oddał tę sprawę w nasze ręce, podobnie jak ty?  

Jaworski – Jak tak tego nie widzę. Panie Przewodniczący, moim zdaniem mówiąc uczciwie, pozycja prezydenta jest taka, że mówi  „ Konstytucja tak mówi i nikt mi nie będzie interpretował Konstytucji“. Jak dotąd prezydent twierdzi, że tylko on jest odpowiednim i jedynym interpretatorem Konstytucji.  

Następnie Jaworski przypomniał sądowi o reakcji społeczeństwa i Kongresu na zwolnienie specjalnego prokuratora Coxa przez Nixona. I dalej w swojej argumentacji doszedł do punktu, kiedy sędzia Stuart przerwał mu ponownie.  

Stuart – Czy chcesz nas teraz przekonać, że w ogóle nie istnieje coś takiego jak executive privilege?  

Jaworski – Nie,  

Stuart – Tak też myślałem.  

Jaworski – Nie, ale chciałem podkreślić, że taki przywilej nie ma żadnego umocowania w Konstytucji.  

Stuart – Czy w takim razie, jeżeli w ogóle, uważasz, iz ma gdzieś umocowanie, może umocowanie w zwykłym prawie.

Jaworski – tak proszę Wysokiego Sądu, Co więcej, uważam, że nawet na zwykłe przywileje obywatela nie można powoływać się w tej sprawie. I nigdy, nie przyszło nam nawet do głowy, że ta odmowa ma jakąkolwiek podstawę konstytucyjną. Podsumowując swoje argumenty Jaworski podkreślił:

Sprawa ta dotyczy przywilejów i podkreślam, że przywilejów w bardzo wąskim zakresie, sprowadza się do bardzo wąskiego i bardzo istotnego problemu. …czy prezydent w toczącej się sprawie karnej może odmówić udostępnienia sądowi ewidencji, powołując się  tylko na fakt, że jest to tajemnica komunikacji wynikająca z uprawnień konstytucyjnych…Nie sugerujemy, że executive privilege nie powinien byç brany pod uwagę. Uważamy, że wręcz przeciwnie, iż jest to problem,  który Wysoki Sąd powinien rozstrzygnąć. Ale końcowa decyzja nie będzie zależała od tego czy jest ten przywilej absolutny, czy ma umocowanie w Konstytucji, czy nie daje komuś jakiś praw,  czy nie upoważnia kogoś, czy nie upoważnia nawet Wysokiego Sądu do pochylenia się nad tym. Ponieważ, jeżeli to sądy są upoważnione do ostatecznej i wiążącej interpretacji zapisów Konstytucji i mogą zmusić nawet Kongres do działania zgodnie z zapisami Konstytucji, to jest oczywistym, że nie powinny mieć mniejszych kompetencji orzekając o konstytucyjnych prawach prezydenta.  

James St.Clair  - Mój kolega (dosłownie - learned brother) widzi sprawę z bardzo tradycyjnego punktu widzenia, to znaczy jest to próba specjalnego prokuratora  uzyskania czegoś, co uważa on za ewidencję w postępowaniu karnym i jego obowiązkiem jest uzyskanie tej ewidencji. Przy czym, ani razu nie wspomniał o bardzo istotnym szczególe... związku tego żądania z procedurą impeachment prowadzoną w Izbie Reprezentantów.

Dalej St.Clair argumentował, że jest oczywistym, iż nagrania te będą użyte  w tej procedurze. A przecież sądy są wykluczone z udziału w procedurze impeachment. Tymczasem specjalny prokurator wciąga sąd w tę procedurę, żądając udostępnienia nagrań.  

Sędzia Thurgood Marshall – Co jest na tych taśmach, co może być użyte w impeachment?  

St. Clair – Jeżeli Wysoki Sąd pozwoli, Kongres wnioskował o te nagrania.  

Marshall - ja nie wiem co te taśmy zawierają. Domniemam, że ty wiesz?  

St.Clair – Nie, nie wiem.  

Marshall – Ty też nie wiesz. W takim razie skąd wiesz, że powinny być objęte przywilejem odmowy?  

St.Clair – Wiem, że są to nagrania rozmów prezydenta z jego doradcami.  

Marshall  - Czyli, ( dla ciebie) nie ma znaczenia czego dotyczą?  

St.Clair – Nie ma znaczenia czego dotyczą.

Tutaj wtrąca pytanie sędzia Burger.  

Burger – Czy specjalny prokurator nie twierdzi, że dotyczą one wszystkie jednego tematu?  

St.Clair – Tak twierdzi, ale przecież nie może tego dowieść. Nie może dowieść, że dotyczą one kwestii Watergate. Ja twierdzę, ze prezydent powinien decydować i jest to polityczna kwestia – co udostępnić Izbie.  

Marshall – oh!? Więc Kongres może je ewentualnie otrzymać, prezydent może je posiadać, a jedyni ludzie, którzy nie mogą ich zobaczyć to są sądy?  

St.Clair-  Sąd  ma rozpatrzyć, kwestię żądania przez specjalnego prokuratora ewidencji. ...  

Sędzia Mrshall chciał się dowiedzieć, czy prezydent zastosuje sie do decyzji tego sądu.  

Marshall – A więc jednak pozostawiasz  decyzję temu sądowi?  

St. Clair – W jakimś sensie.  

Marshall – A w jakim sensie?  

St. Clair – W takim sensie, iż sąd jest zobligowany przestrzegać prawa. Dobrze? Prezydent ma natomiast konstytucyjny obowiązek wypełniania swojej funkcji.  

Marshall –Zwracasz się więc do tego sądu, aby zdeterminował czy przywileje mogą być zastosowane w tej sprawie czy nie?  

St. Clair -  Dobrze... pytanie jest jeszcze bardziej zawężone. Czy przywilej, co mój kolega podważa  -  jest absolutny?  

Marshall – Ja się pytałem o „tę sprawę“! Czy można to jeszcze bardziej zawężyć?  

St.Clair – Nie, Wysoki Sądzie.  

Marshall – Dobrze, zgadzasz się więc, że to jest kwestia, którą sąd ma rozważyć, czy więc oddajesz tę sprawę sądowi do rozpatrzenia?  

St.Clair – Ta sprawa została przedstawiona temu sądowi do rozważenia zgodnie z prawem. Prezydent natomiast jest zobligowany zapisami Konstytucji.  

Marshall – Czy zwracasz się do tego sądu o wydanie orzeczenia?  

St. Clair – Jeśli chodzi o literę prawa – tak.  

Tu nie wytrzymał Przewodniczący  SN.  

Burger – Gdyby tak nie było, nie bylibyśmy tutaj, czy nie tak?  

St. Clair – Ja nie jestem tutaj z własnej woli... To jest sprawa do rozwiązania przez władzę wykonawczą ( prezydenta). Nie było żadnej  umowy pomiędzy władzą wykonawczą  (prezydentem),  a władza ustawodawczą  ( Kongres) jeśli chodzi o ewidencję  ( St. Clair  usiłuje przekonać sąd, że specjalny prokurator L.Jaworski nie miał nawet podstaw – brak uzgodnień z prezydentem – aby żądać udostępnienia nagrań, jako ewidencji) Jeśli chodzi, o tę ewidencję  - nie jest rolą sądu, aby decydować, jaka ewidencja ma być zaprezentowana w postępowaniu przed władzą ustawodawczą.  

Sędzia Stewart – Więc twój argument jest taki – to jest  interesujący i ważny  problem do rozwiązania przez politologów, a także interesujący i ważny problem prawa konstytucyjnego i w ogóle prawa, tyle tylko, że twój klient sam pozbawił się tych argumentów w momencie powołania specjalnego prokuratora.  

St. Clair – Być może jest to prawda, z wyjątkiem faktu, że nie upoważnił specjalnego prokuratora do decydowania, czy jego ( nagrane)  rozmowy są tajemnicą czy też nie. Ten sąd nie ma jurysdykcji w rozstrzyganiu sporu, czy ta ewidencja powinna być wydana czy nie, ponieważ zaangażowanie sądu byłoby zaangażowaniem po stronie prokuratora.  

Adwokat sprowokował sędziego Marshalla ponownie.  

Marshall – Czy ten sąd może ocenić co jest ewidencją w postępowaniu karnym, czy też nie?  

St. Clair – Może, proszę Wysokiego Sądu, jeżeli to dotyczy trzeciej strony, ale nie powinien być zaangażowany w procedury oskarżania przez władze ustawodawczą.  

Marshal – Moje pytanie dotyczyło tylko kwestii czy wniosek taki może być rozpatrzony przez sąd. I wniosek ten był rozpatrzony przez sąd niższej instancji. Prawda?  

St.Clair – Tak, proszę Wysokiego Sądu.  

Marshall – (rozpatrzony) troszkę zgodnie z prawem?  

St. Clair – całkowicie zgodnie z prawem.  

Marshall – O czy więc ma decydować ten sąd?  

St. Clair – Ale ja wystąpiłem o skasowanie tej decyzji.  

Marshall – Więc, o czym ma decydować ten sąd?  

St. Clair – Odmowa skasowania tej decyzji  prze sąd apelacyjny jest jedną z kwestii, którą ma rozpatrzyć sąd.  

Marszall –Nie jest to jedna z kwestii, ale jedyna kwestia – czy wniosek o wydanie ewidencji powinien być uznany czy nie?

St. Clair – Pytanie jest, czy ten wniosek jest zgodny z prawem.  

Marshall – Racja  

St. Clair – Sędziowie popełniają błędy, tak jak i prawnicy i nawet prezydenci. Moje stanowisko jest takie, że władza wykonawcza ...  

Marshall – Rola władzy wykonawczej,  jak ja rozumiem twoje argumenty, to tutaj - czy wydać dobrowolnie specjalnemu prokuratorowi ewidencję. Ale my już jesteśmy dalej. Prezydent nie wydał dobrowolnie ewidencji. Jesteśmy teraz w punkcie, kiedy specjalny prokurator zwrócił się do  sądu, żeby orzekł, czy prezydent ma wydać nagrania, czy nie jest to trochę dalej, niż rozważania czysto polityczne, co może prezydent?  

St. Clair – Uważamy, że sąd nie miał prawa pomagać ( Jaworskiemu) i decydować co prezydent zaoferuje jako ewidencję.  

Dalej argumentując, twierdził jeszcze raz, iż prezydent został wybrany i w oparciu o zapisy Konstytucji i jego prawa, obowiązki i odpowiedzialność mają umocowanie w Konstytucji i powtórzył argumenty przytoczone powyżej.  

Ostatnie słowo po stronie Stanów Zjednoczonych wygłosił Philip Lacovara.  

Lacovara - Założenie, że ponieważ w Kongresie toczy się procedura impeachment,  to „jakoś“ czyni nasze żądanie nie podlegającym jurysdykcji sądów – a politycznym żądaniem – jest niesamowite i oburzające. Nie jest ono poparte żadnym konstytucyjnym przepisem, ani żadnym orzeczeniem tego sądu.  

To jest postępowanie sądowe w sprawie kryminalnej, przed sądem federalnym. Wniosek dotyczy ewidencji, która będzie wykorzystana w sądzie, podczas procesu, który rozpoczyna się 9 września. (ten) Sąd, nie może uchylić się od przyznania, że jest to sprawa sądowa o doniosłych konsekwencjach dla kraju. I sprawa ta nie ma nic wspólnego z procedurą impeachment. To jest konstytucyjny proces, który trwa. A tutaj chodzi o zastosowanie zwykłego, tradycyjnego i wręcz prozaicznego wniosku  o uzyskanie ewidencji w sprawie karnej.  

Następnego dnia  cały skład Sądu Najwyższego, (oprócz chorego najmłodszego członka – sędziego Wiliama Rehnquista) ośmiu sędziów, zebrało się na naradę. Pod gmachem sądu tysiące Amerykanów oczekiwało na decyzję.  

Sędziowie zgodzili się z St. Clair, iż Konstytucja daje prezydentowi przywileje. Ale zgodzili się też z Jaworskim, ze te przywileje są limitowane, a nie absolutne i muszą być, jeżeli zachodzi taka potrzeba, poddane weryfikacji władzy sądowniczej. Decyzja była jednogłośna – prezydent musi oddać wszystkie taśmy sądowi.  

Sąd zadecydował, ale czy prezydent będzie respektował tę decyzję – pytali Amerykanie. Nixon po usłyszeniu decyzji SN wybuchł i zapowiedział, że nie uznaje wyroku SN i nie odda nagrań. Było jednak już za późno. Trzy dni później  Komisja Sprawiedliwości Kongresu głosowała za impeachment prezydenta - „utrudnianie wymiaru sprawiedliwości“.  8 sierpnia prezydent złożył swoją rezygnację.  

Uzasadnienie  decyzji SN USA napisał Przewodniczący Warren Burger.  

W uzasadnieniu podkreślił, iż ani doktryna trój-podziału władzy, ani potrzeba objęcia tajemnicą komunikacji prezydenta z jego doradcami nie może być podstawą absolutnego i arbitralnego immunitetu prezydenta przed jakimkolwiek postępowaniem sądowym w jakichkolwiek okolicznościach. Generalne powoływanie się na powyższe musi ustąpić przed przed zademonstrowaną, konkretna potrzebą ewidencji w toczącej sie konkretnej sprawie karnej.  

Pięciu mężczyzn zostało skazanych za włamanie w budynku Watergate, wraz z nimi E. Howard Hunt, Jr, były doradca Nixona i G. Gordon Liddy, adwokat Komitetu Wyborczego. Nagrania z Białego Domu były ewidencją w sprawie.  

AP

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe redagowane jest przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres:
afery@poczta.fm
- Polska

aferyprawa@gmail.com

Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

 

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~marek
27-02-2015 / 18:57
Tajne armie NATO, czyli kto jest prawdziwym terrorystą. rzytaczam skrót, a raczej opis artykułu Stephena Lendmana, publikującego m.in. na znakomitym portalu prof. Michela Chossudovsky’ego www.globalresearch.ca. Artykuł jest podsumowaniem książki Danielle Ganser „Tajne armie NATO – operacja GLADIO i terroryzm w Zachodniej Europie”. www.countercurrents.org/lendman150910.htm Temat jest raczej nieznany polskiemu czytelnikowi, choć przecież od kilkunastu lat i my jesteśmy członkiem Paktu Północnoatlantyckiego. „Armie” działały w Europie Zachodniej w czasie tzw. „zimnej wojny”, a cała operacja zostala ujawniona w sierpniu 1990 roku we Włoszech, kiedy to premier tego kraju Giulio Andreotti potwierdził ich istnienie przed komisją senacką badającą terroryzm. Zgodnie z tajnym dokumentem wojskowym z 1959 roku, tajne armie miały podwójne zadanie (stąd nazwa operacji – GLADIO – po łacinie miecz z podwójnym ostrzem, obosieczny): – jako grupy zaplecza na wypadek sowieckiej inwazji i prowadzenie wojny partyzanckiej na terenach okupowanych przez Sowietów – prowadzenie specjalnych operacji wewnętrznych na wypadek sytuacji nadzwyczajnych. Jak się później okazało, serie zamachów bombowych, zabójstw czy nawet masakr w krajach europejskich, którym autorstwo przypisywano bojówkom lewicowym były de facto wykonywane przez osoby powiązane ze strukturami wywiadu wojskowego USA. Afera wyszła na jaw przy okazji przesłuchań w sądzie w srawie terroryzmu gdy sędzia Felice Casson zaczął się dokładniej bojówkom prawicowym. W jednym przypadku, w 1972 roku, bomba podlożona w samochodzie zabiła trzech Carabinieri. Winę początkowo przypisywano Czerwonym Brygadom, jednak okazało się, że zamachu dokonał Vincenzo Vinciguerra – skrajnie prawicowy fanatyk. W 1984 roku podczas procesu ujawnil on, że włoskie służby specjalne stały za zleceniem tego zamachu. Z zeznań wynikało, że we Włoszech istnieją tajne siły specjalne, równolegle do służb wojskowych, które się składają zarówno z cywili jak i wojskowych, a ich zadaniem jest przeciwstawienie się Sowietom oraz organizowanie ruchu oporu na terenie Włoch w przypadku inwazji wojsk sowieckich. Vinciguerra dodał też, że wszystkie zamachy i masakry dokonane przez tegrupy miały na celu zastraszenie opinii publicznej, która w reakcji na terror miała się zwrócić do rządu o działania specjalne w celu poprawy bezpieczeństwa, a to z kolei wprowadziłoby represje wobec lewicy. Były dyrektor CIA William Colby (później zabity w podejrzanej kraksie samolotowej) w swoich pamiętnikach przyznał, że tajne armie były kreacją CIA i powstały niedługo po II wojnie światowej. Składały się z jak najmniejszych grup zaufanych ludzi. Parlament Europejski w specjalnej rezolucji ostro skrytykował te organizacje, które funkcjonowały i prawdopodobnie nadal funkcjonują kompletnie poza prawem, gdyż ta działalność nie podlega kontroli parlamentarnej. To z kolei rodzi „potrzebę pełnego dochodzenia na temat ich natury, struktury, celów i innych aspektów” - czytamy w rezolucji PE. Takie dochodzenia zostały przeprowadzone tylko we Włoszech, Belgii i Szwajcarii. Amerykańska administracja G.W. Busha nie komentowała wyników tych dochodzeń z obawy, że moglo by to skłócić sprzymierzeńców w planowanej wojnie z Irakiem. Operacja Gladio jest kontynuacją tzw. CCWU – Clandestine Committee of the Western Union (Tajny Komitet Unii Zachodniej) powołanego po powstaniu NATO w 1949 roku, który w 1951 roku został zastąpiony przez Clandestine Planning Committee (Tajny Komitet Planowania). W 195 7 roku została powołana druga tajna armia o nazwie Allied Clandestine Committeee (Zjednoczony Tajny Komitet) powołaby przez Głównodowodzącego NATO w Europie. Trzonem tej armii byli zatwardziali antykomuniści, głównie prawicowi, ale byli także i naziści, których celem było zapobieżenie inwazji ze strony Rosji Sowieckiej, co jak wiadomo było bardzo mało prawdopodobne. Autor artykułu dodaje na końcu: „Ameryka do dnia dzisiejszego jest czołowym światowym czynikiem sponsorowanego terroryzmu państwowego zarówno w kraju jak i za granicą. W procederze wiodą prym agenci CIA, FBI i Homeland Security, a ich działalność ma niewiele wspólnego z poszanowaniem prawa czy też wartości takich jak wolności demokratyczne, prawa człowieka, wolność osobista i równość wobec prawa. Ta niekorzystna działalność może zostac powstrzymana tylko przez świadomą zagrożenia opinię publiczną.” Tajne armie NATo działały i być może nadal działają w takich krajach jak Dania, Finlandia, Norwegia, Luxemburg, Szwajcaria, Austria i Holandia – tam miały za zadanie obronę kapitalizmu przed komunizmem i lewicą. Natomiast w takich krajach jak Turcja, Niemcy, Francja, Hiszpania, Portugalia, Belgia, Szwecja i Grecja, brały aktywną rolę w zamachach terrorystycznych, kóre miały na celu zastraszenie społeczeństwa. Do spektakularnych zamachów które były dziełem tych „tajnych armii” można zaliczyć np. masakrę 38 uczestników obchodów 1-Majowych w istambule w 1977 roku, udział w puczu w Grecji w 1967 roku, podczas którego aresztowano 10,000 ludzi, spośród których wielu torturowano i zabito, liczne zamachy terrorystyczne w Europie Zachodniej itd. Ciekawe jest to, że wielu politków lewicy wiedzialo o tych organizacjach i nie podejmowało żadnych działań. Można więc wyciągnąć wniosek, że „tajne armie” to nic innego jak narzędzie do wprowadzania praw totalitarnych i zamordyzmu, a to z kolei ma być gwarantem do zaistnienia tzw. „rządu światowego”, który nie tolerowałby opozycji politycznej w jakiejkolwiek postaci. Jak obecnie jest wiadome, zagrożenie ze strony Związku sowieckiego było raczej iluzoryczne, wywiad zachodni musiał o tym wiedzieć, jednak mimo to tworzono pozory zagrożenia poparte indoktrynacją medialną, a to z kolei uzasadniało istnienie tajnych armii. Należałoby zapytać czy możliwe jest by i w Polsce istniały „tajne armie” NATO cz też jakichś innych struktur. Sądząc z tego co się dzieje można mieć wrażenie, że tak jest – są bowiem ludzie działający na różnyc frontach, od polityki poprzez media, sądy, edukację po służbę zdrowia, którzy realizują wspólną politykę niszczenia społeczeństwa polskiego i niekorzystne dla niezawisłości państwowej działania. Niedawna katastrofa samolotu prezydenckiego, a także podobna sprzed 2 lat katastrofa samolotu CASA z 16 wysokiej rangi oficerami, każe przypuszczać, że w naszym kraju może być od lat prowadzona cicha wojna z udziałem tajnych struktur terrorystycznych, które mają swojego sponsora – choć niekoniecznie w NATO.