Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
26 października 2021
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI

PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI

   NR. 131   1. XI. 2005 r.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

NOWY JORK, CHICAGO, TORONTO, WARSZAWA.

Patriotyczny Ruch Polski w internecie: www.patrioci.org/

 

W numerze: 
1) Wiadomości; 
2) Rezolucja o Konstytucji UE przyjęta przez IX Zjazd Wszechsłowiański; 
3) Szach Dziadkiem Tuska 
4) Solidarność - hucpa; 

5) Brońmy Białorusi i przemówienie w ONZ A. Łukaszenki; 
6) Brońmy żywiących - II; 
7)
Argentyński cud ekonomiczny - II
8) Telewizja Południa; 
9) Zniewalanie krajów i ludzi; 
10) „Nieudane państwa” i „fasadowe demokracje”;

 

Sde-Boker, najbardziej elitarna i renomowana szkoła w Izraelu jest bohaterem skandalu seksualnego. Dziennik izraelski „Maariv” (a za nim Nasz Dziennik z dnia 26.08.2005) zaszokował czytelników informacją, że „od dziesiątek lat absolwenci tej szkoły corocznie organizują orgię seksualną na grobie założyciela państwa Izrael Dawida Ben-Guriona i je-go żony Poli. Ich groby znajdują się tuż obok szkoły. Orgie są organizowane prawdopodobnie przez elitarne szkolne bractwo „Siła Młodych”. To jest tradycja, mówią byli uczniowie. Więcej szczegółów dostarcza nam lektura lipcowej „Lewicy”, skąd dowiadujemy się o „zawodach w szybkiej mas-turbacji”, „konkursie mci francuskiej” i „zbiorówkach damsko-męskich, damsko-damskich oraz męsko-męskich” urządzanych na grobie Ben-Guriona. 
Aj, i co tu nam, gojom,
komentować!                                                   
(„Ojczyzna”, nr 260)

Widać już skąd to ... wychodzi.

 #       #       #

Nikołaj Kurianowicz, deputowany do Dumy z nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR), zaproponował wprowadzenie zakazu wyjazdu z kraju Rosjanek poniżej 21 roku życia. Zakaz, zdaniem deputowanego powinien być stosowany nawet wówczas, gdy „dziewczyna udaje się w podróż w towarzystwie mężczyzny”. Zaapelował  też o ustawowe ograniczenie małżstw młodych Rosjanek z cudzoziemcami, a wszystko to jak powiedział, „w celu zachowania zasobów genetycznych narodu”. Frakcja parlamentarna LDPR przygotowuje projekt ustawy zabraniającej Rosjankom wychodzenia za mąż za cudzoziemców. Kurianowicz postuluje aby kobiety wychodzące za mąż za cudzoziemców pozbawiać obywatelstwa Federacji Rosyjskiej i deportować do krajów, z których pochodzą ich mężowie.

(Za „Ojczyzną”, nr 260)

#       #       #

 

REZOLUCJA "O PROJEKCIE KONSTYTUCJI U.E." PRZYJĘTA PRZEZ IX ZJAZD WSZECHSŁOWIAŃSKI

Delegaci IX Zjazdu Wszechsłowiańskiego, oceniwszy sytuację w Europie, z punktu widzenia żywotnych potrzeb narodów słowiańskich, są nie tylko zaniepokojeni, ale są kategorycznie przeciwni niektórym koncepcjom Unii Europejskiej, sformułowanym w Traktacie Konstytucyjnym. Dotyczy to przede wszystkim militaryzacji Unii Europejskiej, gdzie dopuszcza się interwencje zewnętrzne, przy tym bez wymogu zgody Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. To niedopuszczalne! Według Karty ONZ (cz.7) i umów międzynarodowych, wszelkie konflikty powinny być rozwiązywane w drodze rokowań, niezależnie od tego jak długo miałyby one trwać, bez zastosowania siły lub gróźb użycia siły.

W Traktacie Konstytucyjnym nie uwzględniono przestrzegania międzynarodowej umowy o nieinterwencji w wewnętrzne sprawy drugiego państwa. Żadne państwo w tym także USA, nie ma prawa narzucać innym narodom swoich koncepcji i modeli, pod hasłami demokracji, wolności lub obrony praw człowieka.

Narody słowiańskie nie zapomną barbarzyńskich bombardowań bratniego państwa – Jugosławii przez państwa członkowskie NATO, które podjęły taką decyzję bez zgody Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych. Niestety, tak brutalne przestępstwo, do tej pory nie zostało osądzone. Przeciwnie, odprawia się sąd nad byłym prezydentem Jugosławii Slobodanem Miloseviciem, który bronił praw swojego narodu i nie zgodził się na okupację państwa przez wojska NATO. Nikt do tej pory nie zadośćuczynił Jugosławii za poniesione straty.

Unia Europejska przekształca się w superpaństwo. Na-tępuje stopniowe ograniczanie suwerenności krajów członkowskich, która to suwerenność w końcu rozpuści się w UE, jak kostka cukru w herbacie. Widocznym efektem tego procesu jest stworzenie "euroregionów", stanowiących szczególne zagrożenie dla istnienia narodów słowiańskich. Dotychczasowe doświadczenia dostarczają dowodów dominacji interesów kapitału i ponadnarodowych monopoli, kosztem ograniczenia i likwidacji narodowych przedsiębiorstw przemysłowych, obniżania poziomu produkcji rolnej i likwidacji gwarancji socjalnych dla ludności. To nie może niepokoić.

Jesteśmy za Europą, rozwijającą się zgodnie z wolą narodów. Jesteśmy przeciw panowaniu i dyktatowi kapitału i ponadnarodowych monopoli z ich bezwzględnymi dążenia-mi do zysku. Świat Słowiański opowiada się za wolną, pokojową i niezależną Europą, która zabezpieczy pracę i gwarancje socjalne wszystkim narodom.

 

Delegaci IX Zjazdu Wszechsłowiańskiego, Mińsk 1.VII.05 r.

 

Delegaci Zjazdu przyjęli także inne rezolucje: - O sytuacji wokół Białorusi, - O 60-leciu Wielkiego Zwycięstwa, - O natychmiastowe uwolnienie prezydenta Slobodana Milosewicia, - O jednoczeniu Słowian Południowych, - O poparciu werdyktu Trybunału Sprawiedliwości w Istambule w sprawie przestępstw USA i Wielkiej Brytanii w Iraku, - O położeniu Serbów Łużyckich.                           (fnr@vp.pl) - 18 sierpnia 2005 r.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

SZACH DZIADKIEM

1. Jakie drzewo taki klin. Jaki ojciec taki syn. - przysłowie polskie

2. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. - przysłowie polskie

3. Jasność podstawowa wartość rzeczy. - Arystoteles

4. Azylem dla prawdy niebezpiecznej jest milczenie. - P. A. Beaumarchais

Wszystkie elementy przytoczone jako motto, doskonale opisują sytuację w Polsce między turami wyborów prezydenckich 2005, po ujawnieniu faktu służby dziadka Tuska w hitlerowskim Wehrmachcie.

Do prezydenckiej rozgrywki Kaczyński - Tusk, za sprawą wywiadu szefa strategii wyborczej Kaczyńskiego - Jacka Kurskiego, „wrzuconyzostał uznawany dotychczas jako „tabu” problem dziadków. „Kijem w mrowisko”, był co prawda tylko dziadek Tuska ale problem jest znacznie ogólniejszy. Dotyczy wszystkich dziadków i babć, wszystkich kandydatów - na wszystkie stanowiska publiczne. Do czasu kiedy, przejrzystość kandydatów nie będzie pełna, bez obszarów „tabu”, szanse pomiatania Polską będą mieli przybłędy i udający polskich patriotów wrogowie o których wiadomo tylko że się urodzili. A pytanie o to jaki ich kod genetyczny przekazany przez przodków, kto i dla jakich idei ich wychowywał, uważane będzie za nietakt - Polska będzie, jak za panowania u nas Wazów i Sasów (Wettinów) argumentem przetargowym w interesach dynastycznych.

Ile cech dziadków przechodzi na potomnych, tych cech widocznych i niewidocznych widzę po moich wnukach. Jeśli ktoś jak np. red. Stasiński z „GW” uważa że nie wolno z moralnego punktu widzenia, żądać aby ktoś „tłumaczył się za czyny swoich przodków” (TVN 24-16-10-2005), to jest to klasyczne sprowadzenie tematu „na manowce”. Właściwie jest to próba wrogiego wymanewrowania zasadniczego problemu, na poboczny tor. Nie o tłumaczenie się z czynów dziadka chodzi a o to, ile osobowości dziadka, przeszło na wnusia. Wszyscy z „nieczystą hipoteką”, którzy opanowali nasze życie publiczne będą bronić „nienaruszalności swoich dziadków” gwarantującej im wygodne życie, „jak niepodległości”. Będą obrzydzać jak tylko się da zasadę sięgania do rodziny kandydatów. Naszym zadaniem, nie dać się tej obezwładniającej zasadzie tajemnicy.

Ja czynów ani pochodzenia swoich dziadków i babć, nawet nie zamierzam ukrywać, bowiem w ich cieple mógłbym ogrzać się i ja. Ba, obraziłbym się, gdyby w mojej biografii pominięto ten wątek. Jednak jeśli jakiś kandydat na jakieś stanowisko, ucieka od pytania o swoich antenatów, świadczy to niezbicie że pełna wiedza o nich zaszkodziłaby jego publicznemu wizerunkowi.

Uznając że przeszłość i pochodzenie kandydatów jest jednym z kluczowych problemów naszych wyborów (i demokracji), pozwolę sobie zatem pominąć tym razem „wyborczą młóckę” i nieco uwagi poświęcić właśnie temu zagadnieniu. Dotychczas informacje o przodkach kandydatów w wyborach, były skrzętnie maskowane i traktowane jako „tabu”. Chwała więc Jackowi Kurskiemu że dokonał w tym szulerskim obyczaju, pierwszego wyłomu. Myślę że jest to klucz do odtworzenia etyki polskiejklasy politycznej”. Mam też na-dzieję że b to kamyczek inicjujący lawinę. Żądanie ujawnienia przodków i ich czynów z czasem stanie się kiedyś normą wyborczą.

Jest to jedyny sposób na wyeliminowanie przybłędów o których wiadomo tylko że, urodzili się, ale już czy z matki takiej a takiej i w jakiej rodzinie, czy z litości urodziła ich ciotka pod płotem, nie wiadomo. Ledwie toto bełkocąc trochę po polsku, zamiast do logopedy pcha się do rządzenia Polakami. Chociaż bywało gorzej. W XVII wieku, kiedy do Polski przywieziono wybranego królem Władysława IV, ten nie znał ani słowa po polsku a kanclerz Zamojski zapytał eskortującego „po co przywieźliście nam to nieme cielę”. Pytanie było zasadne bowiem wszyscy Wazowie szczerze nienawidzili Polaków i Rusinów, którym panowali.

Kiedy wiadomość o służbie dziadka Tuska w Wehrmachcie dotarła do publicznej wiadomości, w obydwu sztabach zawrzało, jak by ktoś zalał je ukropem. A sztab wyborczy i rzecznik Tuska - Protasiewicz, piał jak kur i obficie pienił się, wymachując przed kamerami kserokopią jakiegoś dokumentu, który miał świadczyć o „amstwie” Kurskiego, a który sam okazał się kłamstwem a Protasiewicz kłamcą.

Zarzuty wobec PiS i Kurskiego, były dwa i obydwa za-kwalifikowane jako „haniebne”, po pierwsze, kto śmiał postawić pytanie o przodków kandydata Tuska a drugi zarzut iż informacja jest fałszywa. Chodzi o informację że, dziadek Tuska służył w Wehrmachcie. Punkt trzeci „płyty” Protasiewicza - przepraszać Tuska.

Muszę zauważyć że codziennie pod w różnych kontekstach, prywatnie i publicznie wspominamy zmarłych. Nie widzę powodów dla których mielibyśmy robić wyjątek dla dziadków kandydatów na prezydenta. Dobry, ale nagminnie nie przestrzegany obyczaj, nakazuje mówić o zmarłych dobrze albo wcale. Czyżby trzeba było pokrywać milczeniem dokonania dziadków tego czy owego, bo nie ma co dobrego o nich rzec? Ten dobry obyczaj ma swoje kanony i kultywowany z wściekłością w jednym tylko obszarze. Każe jak najgorzej mówić o nieboszczyku Hitlerze, Stalinie, Eichmanie, Polpocie, ale już o Berii, Marksie, Bermanie, Morelu, Woliń-skiej - pst, cisza.

Sztab Kaczyńskiego i on sam, zdystansowali się od tej informacji i od tej metody kampanii, autorstwa Kurskiego. Kaczyński wie co robi, bo w rewanżu PO, może „wydłubać” pochodzenie jego dziadków czy babć. A ten kandydat najwyraźniej tego boi się. Odnoszę wrażenie że Kurskiego wydalono z PiS, nie za kłamstwo (które okazało się prawdą) lecz za podjęcie niewygodnego dla obydwu kandydatów kryterium wyborczego.

Gwoli sprawiedliwości muszę dodać że wybór „ojca narodu” spośród „swojaków” też niczego dobrego nie gwarantuje. Po upragnionej przez Rzeczpospolitą, abdykacji Jana Kazimierza królem Polski wybrano „swojego” Korybuta Wiśniowieckiego, eliminując popieranych przez magnatów, kandydatów zagranicznych. Był to ostatni przejaw woli „narodu politycznego” - szlachty. Korybut znał osiem języków ale w żadnym nie potrafił powiedzieć nic sensownego.

Wnoszę stąd że, żadna pojedyncza cecha kandydata, nie gwarantuje trafnego wyboru. Tylko ujawnienie wszystkiego a wśród nich pochodzenia i dorobku przodków a nie przemilczanie czegokolwiek, daje szansę na dobry wybór. Nie chodzi o to by wybrać Kaczyńskiego lub Tuska, chodzi o najlepszy wybór z możliwych. Środowiska polskie, winny skupić się już na następnych wyborach, bowiem wybory 2005 - przegraliśmy.

A teraz kilka uwag do meritum informacji Kurskiego o dziadku Tuska. Uważam że akurat  służba w Wehrmachcie nie jest powodem do chwały a tym bardziej przedstawiania jej jako elementu postawy patriotycznej. Osobiście znam (znałem - dziś śp) kilku Mazurów w „hitlerowskim wieku poborowym”, którzy akurat w Wehrmachcie nie służyli. Mało tego i w obozach też nie byli osadzani. Z rozmów z nimi wynikało że, jeśli ktoś nie przejawiał choćby minimalnego zaangażowania w sprawę niemiecką - nie był wcielany do wojska a najwyżej do paramilitarnych organizacji roboczych.

Cały czas polskojęzyczne media podkreślają wyraz „wcielony”, co sugeruje niewtajemniczonym że został do komisji poborowej doprowadzony siłą. Określenie „wcielony” dotyczy również i ochotników i jest odpowiednikiem „cywilnego” określenia „zaliczony do stanu uczniów, skautów, wojska). No więc dziadek Tuska do komisji werbunkowej doszedł o własnych siłach czy został doprowadzony w kajdankach? Aby nie być jednostronnym, uważam - że służba w Wehrmachcie nie jest też niezmywalną hańbą. Natomiast sugerowanie że służba w siłach polskich na zachodzie tuskowego dziadka, miała coś wspólnego z patriotyzmem, jest tylko domniemaniem. Wykorzystał znajomość języka polskiego i wolał służyć w PSZ niż „gnić” w obozie jenieckim. Ale z jakich pobudek - któż to wie? Być może że poczuł się Polakiem, bo III Rzesza leżała już w gruzach.

Batalion „dziadka Tuska”, bronił linii Zygfryda w rejonie Akwizgranu, służąc w kompanii kadrowej wraz z wyszkolonymi przez siebie grenadierami. Z ewidencji batalionu, został skreślony 12 października a 21 października 1944 roku, wojska USA zajęły Akwizgran. Do Polskich Sił Zbrojnych (na zachodzie), Józef Tusk zgłosił się 24 listopada. Gdzie przebywał półtora miesiąca? Najwyraźniej w obozie jenieckim, co wskazuje że dezercja Józefa Tuska z Wehrmachtu jest wątpliwa.

Pamiętam (z czasów wojny) że w Wehrmachcie służyli też normalni a nawet dobrzy ludzie ale na kolor feldgrau jestem uczulony do dziś. Z pewnością jest to mniejsza hańba, niż służba w NKWD ale „plamka” jest.

Czy już nie zasługujemy na kandydatów na prezydenta, których dziadkowie nie służyli w Wehrmachcie, Gestapo albo np. w formacjach „Śmiersz” czy w sotniach UPA? Czy nie zasługujemy na Prezydenta, którego przodkowie mogą wystąpić z „otwartą przyłbicą”?

Jednak ukrywanie losów rodziny przed opinią publiczną dla „męża stanu”, jest zwykłym oszustwem, tak jak i wypowiedź Giertycha na temat spotkania z Kulczykiem. Wkrótce prywatny dziadek Tuska, może się stać dziadkiem Prezydenta Polski, a to już nie to samo. Podejrzewam, że obaj kandydaci (Tusk i Kaczyński), uzgodnili przed kampanią że nie będą „wywlekać” spraw przodków. Kurski nie wiadomo na ile świadomie, złamał tą umowę, wywołując obustronną konsternację. Wydaje mi się, że do niemieckich archiwów, dziennikarze udali się nie po to, aby potwierdzić sugestie Kurskiego, a po materiały oczyszczające tuskowego przodka. Otrzymali prawdę czyli nie to, co chcieli i wcale nie wiadomo czy obwieścili wszystko, czego się dowiedzieli.

Tłumaczenie Tuska że, „nie wiedział” jest kolejnym kłamstwem, o swoich dziadkach wie się wszystko i to co złe i to co dobre (chyba - że jest się podrzutkiem). Tusk ocenił widocznie że nie wolno chwalić się takim dziadkiem albo był pewny że nikt o tym elemencie biografii się nie dowie. Może chciał ukryć nici, prowadzące do jego germanofilskich ciągot ale jego afiszowanie się z Kohlem i uściski (ręki) z Eriką Steinbach (a nie z Putinem czy nawet Juszczenką), wskazują wyraźnie z kim mamy do czynienia. Przy wyborze Tuska, posądzanego o związki z masonerią na „tron polski” wprowadzona zostaje dynastia „neoSasów”. Polacy znów będą mięsem armatnim i mierzwą. Czwarty rozbiór Polski zbliża się. Sądzę że akt rozbioru Tusk podpisze bez zahamowań.

Jeśli powiedziało się „a”, należy powiedzieć i „b”. Zostało jeszcze do ujawnienia dossier drugiego dziadka Tuska a może i obu babć. Czekają też na wydobycie z mroku nie-wiedzy i zapomnienia, antenaci Lecha Kaczyńskiego. Czyżby też nie zasługiwali na ujawnienie ich czynów?

Przed ujawnieniem informacji wydobytych z niemieckich archiwów, Kaczyński przeprosił (za co?) Tuska ale jak mawiał hrabia Aleksander Fredro, „Przeprosiny - jak wywabiona plama: zawsze coś zostaje”. Jeśli Kurski zostanie przywrócony do PiS, była to zagrywka taktyczna Kaczyńskiego. D. Tusk już może nie zdążyć ripostą. A posłowie PO, którzy „buczeli”, gdy Jacek Kurski odbierał nominację na posła, uzmysłowili nam skąd biorą się zwyczaje stadionowej hołoty. Tak wygląda wolność i tolerancja w wydaniu „europejczyków” z PO.                   Cezary Rozwadowski, 10 X 2005 r.

-----------------------------------------------------------------------------

 

„SOLIDARNOŚĆ” –

śmiertelnie niebezpieczna HUCPA.

Rozbawiła mnie wiadomość podana w gazecie „Świat kobiety” nr 33, ze zdjęciem L. Wałęsy, w której bohater „Solidarności” proponuje papieżowi - Niemcowi, przyjęcie obywatelstwa polskiego. Refleksja przyszła nieco później, po obejrzeniu w TVP uroczystości związanych z 25-leciem zwycięstwa „Solidarności”.

Zebrała się cała plejada „ojców” zwycięstwa. Poczesne miejsce zajmował, główny „mózg”, któremu przypisuje się opracowanie planu fenomenu „Solidarności”, były doradca prezydentów USA, wykładowca KUL, osobisty przyjaciel Rockefellera, Geremka, ks. Karola Wojtyły, twórca nieformalnego rządu światowego, „Klubu Trzystu”, jedna z głównych postaci światowej masonerii - profesor Z. Brzeziński. Obok niego, była Sekretarz Stanu Obrony USA, pani M. Albrigth która pochwaliła się trzydziestoletnią przyjaźnią z B. Gerernkiem (Lewartow) i przed kamerami telewizyjnymi obarczyła go zadaniem tworzenia nowych ideologii dla maluczkich. Spotkanie prowadził mąż wnuczki Józefa Piłsudskiego, Janusz Onyszkiewicz. W ławach, sama śmietanka „koszerna”.

Prezydent Kwaśniewski (Stolzman) z pierwszą Damą, B. Geremek, obok były minister spraw zagranicznych Wł. Bartoszewski, T. Mazowiecki. Dalej, goście „pierestrojki” z Rosji, między nimi Kowaliew. Goście z Francji, Anglii, z całego świata.

Wszyscy prelegenci, w rozmaitych układach polityczno-społecznych, w swoich mowach bardzo często używali słowa „Demokracja”, oraz „walka o prawa człowieka”. Ich słowa śliskie i zaplątane jakoś nie zgadzały się z rzeczywistością. Przecież podstawowym prawem człowieka, jest prawo do życia i rozmnażania. Tymczasem wszędzie gdzie zwycięża „demokracja”, spada gwałtownie populacja Ludzka. Przyrost naturalny - minusowy. Następuje likwidacja przemysłu i miejsc pracy. Ponad pięćdziesiąt procent obywateli w wieku produkcyjnym, bez pracy i środków do życia. Gwałtowny wzrost samobójstw na tle nędzy i ubóstwa. Gwałtowna emigracja za chlebem, szczególnie młodzieży wykształconej. A tu, w ustach lektorów „pełna gęba” zachwytów nad zwycięstwem „demokracji” i walką o „prawa człowieka”.

Czyżby tak sławne osobistości nie rozumiały sensu głoszonych swych mów? Czyżby nie widziały, że ich działania skutkują akurat odwrotnie?

Spojrzałem jeszcze raz na salę i nagłe olśnienie. Wszystkich bojowników łączy pochodzenie. Wszyscy są żydami. A ich przewodnią ideologią jest Talmud, wytyczne prawa cywilnego żydów, który mówi: - „Ludźmi są jedynie żydzi. Reszta populacji świata to „goje”, bydlęta w Ludzkiej postaci”.

Walka o „demokrację”, to nic innego, jak walka o żydowskie rządy we wszystkich państwach świata. Walka o „prawa człowieka” to walka o panowanie żydów nad gojami. Gojom pozostaje prawo do: – aborcji, eutanazji, związków homoseksualnych, pedofilii, a m.in. i prawo do śmierci głodowej, gdzieś pod płotem - wyzuci z majątku, ojczyzny i godności.

Spadek populacji w krajach demokratycznych (czytaj - Koloniach żydowskich) to nic innego, jak wprowadzana w życie, i to skutecznie, idea „przestrzeni życiowej. Populacja gojów gwałtownie maleje. Populacja żydów wzrasta i właśnie o to idzie nieustanna i bezpardonowa walka.

Szemrane towarzystwo ubolewało nad brakiem „demokracji” w Białorusi, Rosji i Chinach. Pani Albrigth, pogania-ła towarzystwo do opracowania nowej skutecznej ideologii na Białoruś i Chiny. Ideologii, która podobnie jak „Solidarność” odda dobrowolnie, rękami naiwnych gojów swoje fabryki, swoje banki, swoją ziemię i swoje życie w ręce „narodu wybranego”. W tym miejscu warto powrócić, do propozycji Wałęsy, złożonej papieżowi (Niemcowi) o przyjęcie polskiego obywatelstwa, ponieważ Polacy kochają papieża Polaka. Pomimo że była to propozycja, na pierwszy rzut oka idiotyczna – to idąc rozumowaniem J. Urbana: że coś tam z mojej propagandy w ludzkiej świadomości pozostanie – miało to głębszy cel. Ta przemyślana i inspirująca propozycja miała utwierdzić opinię światową, że papież Benedykt XVI idzie po wytyczonej linii przez Jana Pawła II. A więc sygnał, że wszystko idzie zgodnie z planem od strony Watykanu.

Sądzę, że kulisy „SoIidarności” rozświetlą nieco i przypomną dawne, zapomniane już niektóre wydarzenia: m.in.: że, np. wykładowcami KUL-u jednocześnie byli - profesor Z. Brzeziński i ks. Karol Wojtyła, których łączyła dozgonna przyjaźń. Warto przypomnieć słowa Jana Pawła II skierowane do swojego przyjaciela Brzezińskiego po wyborze na papieża: „To ty uczyniłeś mnie papieżem”. Warto też przypomnieć, że na skutek dumy i nieustającej euforii, bezkrytyczna i bezgraniczna wiara Polaków w Boga, została przelana na papieża „Polaka”, który do końca swoich dni uwiarygadniał w oczach Polaków - Wałęsę, Geremka, Brzezińskiego, Kwaśniewskiego i wszystkich polskich i międzynarodowych żydów. Czy ten numer uda się powtórzyć z resztą słowiańszczyzny i Chinami?

Mam nadzieję że nie!

Mam również nadzieję, że otumanione narody otworzą wreszcie oczy - że zrozumieją.

P.S. Dysponuję filmem mszy św. odprawionej przez arcybiskupa Życińskiego w Kolonii (Niemcy). Na ołtarzu zamiast krzyża stoją siedmiorożne widły Boga światłości - Lucyfera, ozdobione zapalonymi świecami. Ten fakt pozostawiam bez komentarza. Jeżeli interesuje to np. teIewizję „Trwam” i zgodzi się wyemitować to „nowum” biskupie, służę kopią. Proszę zgłosić się do redakcji „PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI”.     Szczepan Szerszeń – 20 września 2005 r.

--------------------------------------------------------------------------------------

 

BROŃMY BIAŁORUSI PRZED GLOBALNĄ MENDĄ!

 

2.10.05 w TVP pokazano zjazd (anty)białoruskiej "opozycji" w Mińsku, na którym wybrano kandydata "Zjednoczonej (przez agentury USA i UE) Opozycji" na przyszłego prezydenta Białorusi będącej obecnie - według opinii Sekretarza Stanu USA Condoleezzie Rice - "ostatnią (niedemokratyczną) dyktaturą w Europie".

Dlaczego zatem Rząd Białorusi organizuje wybory prezydenta tego kraju, skoro nie jest to kraj demokratyczny? I dlaczego zezwala na wielkie (800 osób) zjazdy (anty)białoruskiej opozycji? Czy to świadczy o dyktaturze? Widać wy-raźnie że Condoleezzie Rice, zarzucając Białorusi dyktaturę niczym nie uzasadnioną, po prostu, powiela czyjeś myśli, być może amerykańskich hipokrytów - rządzących w USA już od blisko 200 lat, ukrytych za fasadą tak zwanej "dwój-partii", nie dopuszczających do władzy nikogo spoza swego zamkniętego kręgu miliarderów. Nawet arcybogaty klan Kennedych zapłacił za próbę wejścia w krąg Władców Świata przedwczesną śmiercią kilku członków swego rodu.

Hipokryci - to znana już w starożytnym Izraelu "rasa" ludzkich mend, które się specjalizują w tym, że co innego mówią, a co innego czynią. Takie właśnie ludzkie mendy rządzą od 15 już lat Polską, zamienioną w "niewidzialną kolonię" Stanów Zjednoczonych kooperujących z UE. Rządzą Polską tak, że jest mi wstyd - że mam polski "mendo-paszport".

Przykład: kilka dni temu pracownicy francuskiego państwowego przedsiębiorstwa morskich przewozów pasażerskich, poprzez "porwanie" promu z Korsyki do Tulonu, pro-testowali przeciw prywatyzacji tego przedsiębiorstwa. A w Polsce tak zwani "ludzie (bez) pracy" pokornie akceptują, by rządzące naszym krajem "mendy" prywatyzowały ostatnie państwowe przedsiębiorstwa, a wkrótce także szkoły oraz wojsko. Czy to "wojsko polskie" obecnie broni "honoru Polaków" (?) poprzez swój udział w okupacji Iraku.

I aby pognębić do końca wszystkie osoby mające jakieś pro-społeczne odruchy, to organizuje się wystawy ku chwale "Solidarności" - nie tej Solidarności" z pierwszych dni jej powstania, ale już po opanowaniu jej przez „mendy” typu Michnik, Kuroń, Mazowiecki i im podobnym - której dewastujące gospodarkę Polski wyczyny w 1980/81 r., zapoczątkowały obecny proces "prywatyzacji świata". Prywatyzacji oczywiście przez Globalne Mendy, którym katolicka Polska wiernie dzisiaj służy.

A gdy ktoś wzbrania się kłaniać nisko Globalnej Mendzie i w dodatku ma pro-społeczne (czyli z definicji, pro-socjalistyczne) odruchy oraz zdolności przywódcze, to czeka go los niedawnego kandydata na prezydenta RP, przewodniczącego antykapitalistycznego Związku "Solidarność 80", Daniela Podrzyckiego ze Śląska, który kilka dni temu zginął na drodze szybkiego ruchu koło Dąbrowy Górniczej.

Jak podaje Roman Kotliński w aktualnych "Faktach i Mitach" nr 39 "Okoliczności tego wypadku w przeddzień wyborów są bardzo niejasne. Ba zaledwie 1720, superwidoczność, ładna pogoda. Daniel był świetnym kierowcą. Dlaczego nagle zjechał na barierki oddzielające przeciwległe pasy jezdni? Gdyby przysnął, natychmiast powinien się obudzić, hamować, ratować się, ale śladów hamowania nie stwierdzono. Faktem jest, że niedawno w kole jego samochodu poluzowane były wszystkie śruby. Czyżby ktoś przygotowywał grunt pod IV Rzeczypospolitą?

Naczelnemu "FiM" warto przypomnieć, że w taki właśnie, bezwzględny sposób tak zwani Złodziejscy Baronowie (Robber Barons) zabijali w USA, sto lat temu, tamtejszych pro-socjalistycznych przywódców robotniczych. Pragnę także przypomnieć, że w 1988 roku na Wisłostradzie w Warszawie zamordowano mego znajomego, głównego doradcę opozycyjnej podówczas "Solidarności", doc. Jana Strzeleckiego. Wdowa po nim rok temu powiedziała mi, że jej mąż wtedy właśnie wrócił ze stypendium w Szwecji i chciał pisać książkę o "szwedzkim modelu socjalizmu". Do wprowadzenia w Polsce szwedzkiego modelu socjalizmu, Globalna Menda sponsorująca w ukryciu "Solidarność", oczywiście nie zamierzała dopuścić.

Toć to przecież z tego powodu kilka lat temu "niespodziewanie wypadł na morzu z łódki i utonął", w czasie wakacji na Krecie Andrzej Urbańczyk, nowo mianowany podówczas rzecznik prasowy SLD, któremu już na początku lat 1990, na zebraniu krakowskiej "Kuźnicy" mówiłem, że o żadnej "Lewicy" w Polsce nie ma co marzyć. Zaś w Szwecji, w ramach 'desocjalizacji' tego kraju, zastrzelono wcześniej premiera Olafa Palome. Nie zapominajmy także o Serbii, gdzie w ciągu ostatnich kilkunastu lat zabito w sposób skrytobójczy ponad 40 bliskich współpracowników pro-socjalistycznego prezydenta Miloszewicia. Oczywiście zrzucając odpowiedzialność za to na rząd tegoż Miloszewicia, tak jakby on sam się chciał pozabijać.

Jeśli chodzi o Białoruś, to 30.09.2005 TVP poinformowała, że w ramach sankcji za domniemane ograniczenia Praw Człowieka na Białorusi, parlament UE zakazał wjazdu na terytorium Unii Europejskiej członkom białoruskiego Rządu. A zatem "Europarlament pogwałcił Prawa Człowieka" dość istotnej mniejszości białoruskiej. Także rząd Polski za-czął odmawiać wiz wjazdowych białoruskim Polakom, popierającym nowo wybrane władze Związku Polaków Białorusi (przypomnienie: po delegalizacji władz ZPB z Andżeli-ką Borys (zresztą nieprawnie powołanych), władzę przejął ponownie stary zarząd). A zatem zarówno w Polsce jak i w UE rządzi dzisiaj, specjalizująca się w „hipokryzji bez gra-nic”, "Euro-menda", będąca filią Mendy Globalnej, panującej w USA już od lat blisko dwustu.

By mieć czyste sumienie, i nie czuć się impotentem poczciwie wierzącym w to, co nam MENDA GLOBALNA do wierzenia podaje, pozwoliłem sobie przetłumaczyć na język polski fragmenty niedawnego wystąpienia białoruskiego prezydenta Aleksandra Łukaszenki na forum ONZ w Nowym Jorku. Warto przeczytać, za co obecnie się zabija (Strzelecki, Urbańczyk, Podrzycki i wielu innych), lub wsadza do więzień (Miloszewić), ludzi w tak zwanym "wolnym świecie". Już ponad 30 lat temu, przyglądając się w USA przez dłuższy czas jak ten "wolny świat" funkcjonuje, ukułem hasło "LEPIEJ SIĘ NIGDY NIE NARODZIĆ NIŻ ŻYĆ W USA". I z tego powodu oczywiście nie chciałem mieć dzieci, aby ich skrytobójczo "za grzechy ojca" nie zabito, jak syna socja-listy Piaseckiego w Warszawie w 1956 roku.

Marek Głogoczowski 3 X 2005 r. www.marek.glogoczowski.zaprasza.net

 

W czym specjalizuje się Globalna Menda? Obszerne fragmenty wystąpienia prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki na forum ONZ we wrześniu 2005 r.

(...) Dzisiejszy świat jest jednobiegunowy, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Kwitnąca kiedyś Jugosławia została zdewastowana i znikła z mapy Europy. Cierpiący od dawna Afganistan stał się ogniskiem konfliktów oraz handlu narkotykami. Krwawa jatka w Iraku trwa do dzisiejszego dnia. Ten kraj został zamieniony w źródło zapalne dla całego wielkiego regionu. Iran oraz Korea Północna, Kolumbia, Kuba, oraz inne kraje są widziane jakby poprzez celowniki karabinów. Białoruś jest narodem takim jak większość reprezentowana w tej sali. Wyłoniona z gruzów po Zimnej Wojnie, Białoruś potrafiła stać się krajem o zaawansowanej nauce oraz technice, zamieszkałym przez 10 milionów dobrze wykształconych i tolerancyjnych ludzi. ONZ zaliczył nas do krajów rozwiniętych, z wysokim poziomem ludzkiego rozwoju.

Podobnie jak i wy, to co nasz naród oczekuje od świata, to pokój i stabilność. Nic więcej. Mój kraj jest wolny od konfliktów. Różne narody i narodowości pokojowo współżyją na Białorusi, każdy praktykując swą własną religię i posiadając swój własny styl życia.

(....) Zbudowaliśmy nasz kraj używając naszej własnej pomysłowości i na bazie naszych własnych tradycji. Ale jest rzeczą oczywistą, że ten właśnie wybór mego narodu nie jest dla wszystkich przyjemnym. Nie zadawala on tych, którzy starają się by rządzić światem jednobiegunowym.

W jaki sposób do tego zmierzają?

Gdy nie ma konfliktów - to się je wynajduje. Gdy nie ma pretekstów do interwencji - to znajduje się wyimaginowane. W tym celu wybrano bardzo wygodny sztandar - demokracji oraz praw człowieka. Ale nie w ich oryginalnym znaczeniu rządów ludu i osobistej godności, ale tylko i wyłącznie tak jak to interpretuje przywództwo USA.

Czyż świat rzeczywiście stał się tak czarny i biały, pozbawiony różnorodności cywilizacji, wielobarwnych tradycji i sposobów życia spełniających aspiracje narodów? Oczy-wiście nie! Prostą rzeczą jest, że jest to wygodny pretekst oraz instrument kontroli innych krajów. Z przykrością należy stwierdzić, że Organizacja Narodów Zjednoczonych, chociaż należy do wszystkich, zezwala się wykorzystywać jako narzędzie takiej polityki. Mówię to ze szczególną przykrością i bólem, jako Prezydent kraju, który współ-fundował ONZ, po poświęceniu życia jednej trzeciej części swej ludności w czasie Drugiej Wojny Światowej, dla odzyskania własnej wolności oraz wolności Europy i całego świata.

Komisja Praw Człowieka ciągle w sposób mechaniczny podpisuje rezolucje na temat Białorusi, Kuby i innych krajów. Są czynione próby by narzucić takie rezolucje tak-że Walnemu Zebraniu ONZ. Ale jak może ONZ rozważać imaginacyjne "problemy", podczas gdy jest ona niezdolną do dostrzegania prawdziwych nieszczęść oraz katastrof? Tych, których nikt inny oprócz ONZ, jako wspólnota cywilizowanych narodów, nie jest w stanie się zmierzyć?

Bardzo niedawno, w nieodległej od nas sali, były pokazywane mapy oraz grafiki ponoć obrazujące broń masowej zagłady w Iraku. Gdzie znaleziono tę broń? Ona nie istnieje. W międzyczasie Irak krwawi, jest zdewastowany, jego ludność doprowadzona do całkowitej rozpaczy. Terroryści grożą, że użyją broni masowej zagłady przeciw miastom Europy oraz Ameryki.

Czy był otwarty i niezależny proces, pod nadzorem ONZ, więźniów w Guantanamo? Ilu jest ich tam i kim są oni? Kto będzie bronił praw ofiar więzienia Abu Graib (koło Bagdadu - przyp. tłum.) i ukara wszystkich, którzy ich torturowali, bez wyjątków? Afganistan został zniszczony za pomocą rakiet i bomb pod pretekstem poszukiwania Bin Ladena. Gdzież on jest teraz? Przebywa na wolności, ale terytoria Afganistanu oraz Iraku zaczęły generować setki i tysiące międzynarodowych terrorystów. Obce wojska okupowały niezależny Afganistan, ale produkcja w nim narkotyków wzrosła dziesięciokrotnie. Czy te wojska weszły do Afganistanu właśnie w tym celu? Dzisiaj Białoruś, Tadżykistan, Rosja i inne kraje byłego ZSRR są dosłownie zalane falą "tradycyjnych" narkotyków z Afganistanu, która to fala zderza się z falą wcześniej nie znanych narkotyków syntetycznych pochodzących z Europy.

Przywódcy niepodległych krajów Jugosławii oraz Iraku zostali uwięzieni na podstawie bezzasadnych, absurdalnych i daleko idących oskarżeń. Jest to bardzo wygodny sposób ukrywania prawdy o zagładzie ich krajów. Proces Miłosze-wicia stał się karykaturą już od dawna. Saddam Hussein został porzucony na łaskę zwycięzców - jak w czasach barbarzyństwa. Nie ma nikogo, kto stanąłby w ich obronie, jako że ich krajów już nie ma, zostały one zniszczone. Oni powinni zostać wypuszczeni na wolność i stać się zdolny-mi do obrony w sposób swobodny swych praw, honoru, oraz ich ludzkiej godności.

AIDS i inne choroby wyniszczają Afrykę oraz Azję. Bieda oraz pozbawianie środków do życia stały się prawdziwą a nie wirtualną bronią masowej zagłady, co więcej - bronią rasowo wybiórczą. Kto potrafi to zahamować? Kto będzie się starał o to, by Stany Zjednoczone zaprzestały swych prób agresji przeciw Kubie oraz Wenezueli? Te kraje powinny w sposób samodzielny określić swój byt. Handel ludźmi stał się kwitnącym biznesem. Niewolnictwo seksualne kobiet oraz dzieci jest widziane jako rzecz zwykła, prawie jako norma życia. Kto będzie ich bronił i doprowadzi do sądów konsumentów tych "żywych narzędzi"? Jak można zapobiec tej hańbie naszej cywilizacji?

To jest krótki, bardzo niepokojący rachunek przejścia do świata jednobiegunowego.

... Musimy zrozumieć, że świat jednobiegunowy z jednym kierunkiem rozwoju, jest światem jednowymiarowym. Musi-my być świadomi przede wszystkim tego, że różnorodność dróg postępowania jest trwałą wartością naszej cywilizacji, jedyną która może zapewnić stabilność w tym świecie.

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

BROŃMY ŻYWIĄCYCH!

Roman Kafel – <?xml:namespace prefix = st1 ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:smarttags" />Dallas (część II)

W momencie, kiedy farmerzy amerykańscy mieli się najlepiej, przedstawiono im miraż ogromnego postępu i wzrostu cen w najbliższym czasie. Miraż następnego Wielkiego Skoku, który farmerzy przyjęli jako pewnik, bezgranicznie wierząc w uczciwość finansowych instytucji, agencji doradczych oraz rządowych agencji i instytucji politycznych. Banki zaproponowały farmerom duże kredyty na bardzo dogodnych warunkach, już nie tylko na maszyny czasami zupełnie niepotrzebne, ale na wszystko - z luksusem włącznie. Pożyczki te dla domów bankierskich nie stanowiły żadnego ryzyka, kreowane przez bankierów kredyty z powietrza, miały pełne pokrycie, gdyż udzielane były pod zastaw hipoteczny na ziemię - posiadającą wysoką wartość i nieobciążoną niczym - pozostającą wyłączną własnością zdecydowanej większości farmerów-kredytobiorców.

Po kilku latach stało się jasnym, że była to niesamowita pułapka. Ceny żywności "zaczęły spadać" w miarę, jak dostęp do rynku zaczęły uzyskiwać inne kraje, zwłaszcza trzeciego świata o niskich agrotechnikach i technologiach, a przede wszystkim o niskiej robociźnie (oczywiście wg. za-sady free trade, płacąc tanią żywnością odejmowaną od ust własnych dzieci za produkty wysoko przetworzone).

Mass media i Hollywood w tym samym czasie robiły wszystko, aby zmienić przyzwyczajenia kulinarne Amerykaw. Wyperswadowano ludziom normalny, pachnący, dobry chleb, zastąpiono go watą (toaster), piekarnie rodzinne zastąpiły fabryki chleba z taśmociągami. Głoszono, jak niezdrowa jest wieprzowina, a zwłaszcza smalec i słonina, która jeszcze do 60 lat była podstawą w każdej kuchni. Tu zlikwidowano za jednym zamachem i rodzinne wedliniarnie i tref(n)e. Tłumaczono, jak niezdrowe jest masło i mleko, aż zastąpiono je sokiem pomarańczy i masłem orzechowym, etc., etc.

Skutkiem owego gwałtownego przewrotu wzorców kulturowych, nastąpiło gwałtowne zachwianie się ustalonego wzorca struktury spożycia i rynku cenowego. Farmerzy, dla których z dnia na dzień zmniejszał się znacznie dochód, bo nawet był problem ze zdobyciem gotowego produktu - stracili tzw. Zdolność Kredytową. Zapamiętajcie to pojęcie, „zdolność kredytowa” - to podstawowa broń do wykańczania społeczeństw. Farmerzy, którzy stracili zdolność kredytową nie mogli obsiać pola, bo nikt nie dał im kredytu na ziarno i na paliwo. System ten zadusił amerykańskich farmerów. Po niezdolności kredytowej, następowała niewypłacalność, po niewypłacalności, zajęcie majątku za długi hipoteczne. Zajęcie ziemi wraz z budynkami. Ludzie zasilili proletariat miast. Z niezależnego chłopa stali się robotnikami żyjącymi od wypłaty do wypłaty.

Oto grzeczny, układny urzędnik bankowy z wypchaną aktówką i wysmarowanymi brylantynką włoskami, przymilnie oferujący farmerowi dogodne kredyty ...po kilku latach wyrzuca go - jako zbankrutowanego dziada - z jego własnej ojcowizny... butny, opryskliwy w kapeluszu na głowie i papierosem w ustach pokazując palcem rodzinie farmera - co może a co nie, wziąć ze sobą... udając się w nieznane.

Wierzę, że o tej tragedii amerykańskiego chłopa, ktoś - kiedyś nakręci wielki film... film na miarę "Przeminęło z Wiatrem" - dziś nikt, absolutnie nikt nawet nie chce o tym wspominać, nie chce wiedzieć, nie chce widzieć bólu, łez, przedwczesnych śmierci, masowych samobójstw farmerów, popadania w obłęd i w choroby psychiczne, upodlenia następnej wielkiej, a przy tym zupełnie bezkarnej i zamilczanej zbrodni przeciwko Człowiekowi, której dokonuje się na oczach społeczeństwa, na naszych oczach!

Zbrodni dokonywanej w sterylnych warunkach, przez papierowych zbrodniarzy, za pomocą zwykłych przewałów lichwiarskich... wspomaganych przez prawników, ekonomistów, polityków kupionych za parę brudnych srebrników.

Użyty tutaj system - oczywiście w udoskonalonej formie i wyposażony w nowoczesną technikę komputerową i regulacje prawne, to stary znajomy system wyzysku chłopa, jaki panował w przed i rozbiorowej Polsce, gdzie wszyscy chłopi siedzieli w kieszeni u Żyda. W kieszeni Żyda, który był pośrednikiem sprzedającym wszystko co wyprodukował chłop, płacąc mu wyznaczoną przez siebie cenę i dostarczający chłopu wszystkiego czego ten potrzebował za cenę taką, jaka żydowi odpowiadała. Otóż śmiem twierdzić, że w Ameryce zastosowano ten sam system z tą tylko drobną różnicą, że Żyda karczmarza zastąpiono systemem bankowym - też żydowskim zresztą.

"Żydem zinstytucjonalizowanym", stosującym w nowych warunkach ten sam stary, oszukańczy proceder z uprawiania którego, tak dobrze żyli setki lat w Polsce ich pradziadowie.

W ten sposób rozprawiono się z 90% farmerów. Mała grupa, która ze względów religijnych, jak Amishe, czy wręcz z przekory nie uległa pokusie i nie dała się zadłużyć, została poddana następnej próbie. Przeciwko nim zastosowano metodę: „Nic się nie opłaca". Pamiętajcie o tym dobrze - bo w tej chwili odbywa się to samo w Polsce.

Oligarchia przed przejęciem ziemi przejęła całkowicie przetwórstwo. Teraz, aby zniszczyć resztę farmerów, obniżyli ceny produktów. I tu wpadli w pierwszą pułapkę kolektywizacji, ponieważ farmerzy dawali sobie z niskimi cenami radę, a natomiast ich nowe wielkoobszarowe gospodarstwa nie wytrzymując konkurencji z gospodarkami rodzinnymi zaczęły robić bokami.

Wybrnięto z sytuacji, kiedy znaleziono perfidny sposób. Otóż drogą nacisków dostali oni dopłaty do produkcji, czyli dotacje z budżetu państwa z kieszeni podatnika. W większości należały się one tylko dla tych, którzy mieli ponad określoną ilość ha, np 300, 400 ha etc. W ten to perfidny, ale jakże prosty sposób budowali ogromne przedsiębiorstwa rolne, niszcząc farmy rodzinne i całą strefę usługowo-produkcyjną również rodzinną, za farmerów własne podatki.

Nie usłyszycie o tym w mediach - bez wyjątków wrogich chłopstwu - chyba, że czasem późną nocą. Pomoc dla walczącego, amerykańskiego chłopstwa idzie od oddolnego ruchu obywatelskiego. Pomagają im artyści, chociaż za ową pomoc spotyka ich straszliwa zemsta oligarchii. Za przykład niech posłuży tu piosenkarz country Willy Nelson.

Aby uniknąć całkowitego zniszczenia i nie pozwolić sobie na odebranie ziemi, farmerzy uciekli od produkcji, pozakładali spółdzielnie, podjęli produkcję zastępczą. Powstały farmy, na których rosną maliny, jerzyny, czarna jagoda, - Zostało trochę farmerów w warzywnictwie, sadownictwie i zielarstwie - ale musimy pamiętać - trudno się obejść bez warzyw, owoców, używek, ale bez chleba, bez ziemniaków się nie obejdziemy w ogóle. Jako dość późną formę obrony, farmerzy pozakładali swoje niezależne kasy zapomogowo pożyczkowe, niezależne banki chłopskie (Savings and Loans w większości zniszczone za kadencji Busha w taki sam sposób, jak później banki GS) i trwają. Jako relikt.

W 1960 r. było bardzo wiele państw absolutnie samowystarczalnych pod względem żywności. Dziś pozostały tylko Kanada, Ameryka, Argentyna, Nowa Zelandia i Australia. Reszta jest zależna od eksportu żywności. Jako ciekawostkę podam, że Etiopia zawsze była samowystarczalna i nawet eksportowała wiele żywności do czasu likwidacji cesarstwa i wywołania wojny. Ale to już przeszłość, na dzień dzisiejszy zostało siedem wielkich firm posiadanych przez siedem wielkich oligarchicznych rodzin powiązanych z Grand Metropolitan z główną siedzibą w Londynie.

Najważniejszą rolę w łańcuchu żywnościowym odgrywają podstawowe produkty takie jak zboża, ziemniaki i oleiste. Na ich bazie rozwija się hodowlę bydła, trzody i drobiu. Jest to prawidło i dotyczy szerokiej strefy klimatycznej tzw. pasa pszenno-ziemniaczanego dalej na południe kukurydzy, ryżu i dalej uprawy roślin tropikalnych. Ponieważ największą rolę odgrywają zboża skupmy się na nich tak, jak skupili się światowi oligarchowie. Nauczcie się tych nazw na pamięć: Cargill Inc, Archer Daniels Midland (ADM/To-pfer, Continental, Luis Dreyfus, Bunge, Con Agra, Pills-bury - własność Grand Metropolitan.

Kompanie te skupiają i kontrolują 90% całego światowego handlu i produkcji zbóż i mięsa, uzupełniają je kompanie Unilewer i Nestles kontrolowane oczywiście przez Grand Metropolitan, a same kontrolujące z kolei produkty mleczne i mleko, walcząc zaciekle z indywidualnymi hodowcami i ich spółdzielczością. To odrębny i przeciekawy temat.

Nestles to ... dawne firmy tytoniowe, które powoli skupiły cały przemysł tytoniowy i w pewnym momencie zaciekle zaczęły zwalczać! (sic!) palenie tytoniu ...wydając krocie na reklamę o jego szkodliwości. I w ten sam perfidny sposób, prosty acz niezawodny - nie kupując tytoniu od plantatorów, rozłożyli, zadłużyli i przejęli ziemię na Południu. Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, czy wie..., jak można prze-kwalifikować plantatorów na coś innego, kiedy od siedmiu pokoleń na ich farmie uprawiano tylko tytoń?

W dniu dzisiejszym cena ziarna osiągnęła rekordową wysokość i pnie się w górę. Zapasy zboża utrzymywane stale w wysokości - 500 mln ton, spadły w roku 1995 do 40-100 mln, dokładnych danych nie ma, nie bez powodu zresztą. Generał Mills: największe młyny Ameryki zapowiadają podwyżki gotowych wyrobów tzn. podwyżki cen chleba, kasz, płatków śniadaniowych etc., i co najważniejsze pasz treściwych dla bydła. Narody ustawiają się w grzecznej kolejce po zboże: Maroco, Egipt, Turcja, Pakistan, etc. wymieniam tylko tych co płacą z góry gotówką.

W Rosji zbiór wszystkich zbóż wynosi zaledwie 50 mln ton. Zazwyczaj 90-100 mln ton zawsze dokupowali bo było mało. Spadła u nich produkcja traktorów, kombajnów, maszyn rolniczych i nawozów sztucznych. To samo mamy w Meksyku samowystarczalnym od 1930, świetny klimat możliwość dwóch zbiorów, dziś po „cudzie” Międzynarodowego Funduszu Walutowego zaledwie 30% wystarczalności.

Con Agra już jest w Polsce, ulokowali się w Toruniu i Bydgoszczy, tam pootwierali jakieś wytwórnie płatków śniadaniowych, powoli, po cichutku, bez rozgłosu przejmują młyny i przetwórnie. Tzw. Polska Agencja Rolnicza to jedna wielka granda i frymarczenie polską ziemią, jak na ironię ziemią, która przeżyła eksperymenty komunizmu. Czy właśnie ta ziemia nie powinna trafić do polskich rolników? Młodych rolniczych polskich rodzin, zdolnych i wykształconych. Ziemię powinno państwo dać tym ludziom, na specjalnie stworzony kredyt oprocentowany nie więcej niż 1% rocznie - na 50 lat.

Kochani nie wolno lekceważyć ziemi danej nam w dzierżawę przez Najwyższego. Z tej dzierżawy zdać musimy sprawę, bo niezbadanymi jego wyrokami ziemia ta niezadbana... może zostać przez Niego przekazana... w godniejsze ręce, lepszych gospodarzy. Może znów na następne sto pięćdziesiąt lat... a Ziemia to skarb, ziemia to najpew-niejsza lokata kapitału. Popatrzcie co robi oligarchia! przecież wszystko co robi to ucieczka od papierowego pieniądza i inwestowanie w ziemię.

Opisuje tragedię amerykańskiego chłopstwa ku oprzytomnieniu i zaalarmowaniu Polskiego Narodu. Bo Ci, którzy do tego czasu przez całe polskie tysiąclecie żywili i bronili nas wszystkich, sami znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Tym razem my wszyscy - winni im za te wszystkie poprzednie stulecia - tym razem My - musimy ich bronić, jeżeli nie chcemy, aby nasze dzieci, na naszej polskiej ziemi ustawiały się w kolejce po kromkę chleba wydzielaną im przez ...niemieckich bauerów... w służbie Jewropejskich Panów. I nad tym pomyślcie - proszę...         (Część ostatnia)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

ARGENTYŃSKI CUD EKONOMICZNY

CZĘŚĆ II (ostatnia)

Argentyński cud

A wydawało się, że dla Argentyny nie ma już ratunku. Szczury zaczęły opuszczać tonący okręt. Prezydent Menem wyjechał do Chile. Biznesmeni i ich międzynarodowi doradcy rozjechali się do swoich krajów. Nawet drobni biznesmeni, których rodzice przyjechali do Argentyny w poszukiwaniu lepszego życia, na gwałt starali się o wizy wjazdowe do swoich rodzinnych krajów. Pozostawiano na pastwę losu całe fabryki z parkiem maszynowym, w których nie opłacało się nic produkować. Pracowników zostawiano na bruku. Pozostawiano piękne rezydencje z basenami i całe biurowce wyłożone marmurami. Ci, którzy doprowadzili do kryzysu wynosili się jak szarańcza na inne pola, które można było jeszcze objeść.

Magazyn „Time” zastanawiał się: Co dalej może zrobić De La Rua? To jest pytanie za milion dolarów. Obojętne czy sam czy w jakiejś koalicji, natychmiast potrzebuje planu, aby złagodzić kryzys. Musi pomóc ludziom napełnić brzuchy i być może odnowić wzrost gospodarczy. Problem jest taki, ażeby złagodzić skutki kryzysu działające na biednych, rząd musi wydać miliony dolarów na jedzenie i podstawowe potrzeby. A to spowoduje pogłębienie kryzysu finansowego. Coś musi się stać...

I stało się. Argentyńczycy zawierzyli swojemu prezydentowi który zerwał rokowania z międzynarodową finansjerą. Wojsko, policja i zwykli ludzie stanęli murem. Twierdzili, że Argentyna należy do Argentyńczyków a nie do międzynarodowej mafii finansowej. Osamotniony rząd Argentyny podjął decyzje, które wprowadziły Biały Dom i międzynarodowych bankierów w furię. Wbrew zaleceniom uwolniono wartość wymienną peso. Minister ekonomii Roberto Lavagna stwierdził: Utrzymanie konkurencyjnych cen wymiany walutowej pomoże eksportowi i zaspokojeniu potrzeb kraju. Zdecydowano się również zaprzestać polityki wolnego rynku, której ekonomia krajowa była więźniem. Nawiązano współpracę ekonomiczną z Brazylią i Chinami. Kapitał zaczął napływać do kraju. Bank Centralny zaczął znowu skupować USD, ale tylko tyle ile potrzebne jest do utrzymania wzrostu ekonomicznego.

Gdy Argentyna ogłosiła, że jest w stanie po trzech latach od chwili odejścia od zwyrodniałych idei globalistów, zapłacić po 30 centów za każdego dolara długu i utrzymać swój niespotykany wzrost ekonomiczny, najpierw jej nie dowierzano. Później surowo zakazano donosić o tym mediom. Nie dziwmy się, jest to bowiem namacalny dowód jak szybko ekonomie poszczególnych państw i życie ich mieszkańców może się poprawić gdy zerwą one z globalistycznymi niedorzecznościami.

Brytyjski „Guardian” w grudniu 2004 roku pisał: Trzy Iata temu, w grudniu, Argentyna była w kryzysie. Ekonomia staczała się niekontrolowanie w przepaść, banki zamknęły swoje podwoje dla inwestorów, prezydenci zmieniali się co tydzień... Dzisiaj powszechne odczucia wśród ekonomistów w Buenos Aires są takie, że państwo wygrzebało się z najgorszego. Tak, Argentyna ciągle zmaga się ze skomplikowanym procesem rekonstrukcji zadłużenia, ale ekonomia przeszła niesamowite zmiany...

Jak Feniks, ekonomia podźwignęła się z popiołów. Po spadku 11% produktu narodowego w roku 2002, w 2003 ro-ku wzrósł on o prawie 9% i wzrośnie o następnych 8% w tym roku. Rząd ostrożnie oznajmia, że w roku 2005 wzrośnie on o 4%, ale większość ekspertów ekonomicznych wierzy że faktyczny wzrost będzie wynosił 5%...

Te założenia wolnego rynku” były złe dla miejsc pracy. Bezrobocie osiągnęło w roku 2002 swoje apogeum i wynosiło 22%. Teraz wynosi 12%...

Czy jesteście wierzący czy nie. Niektórzy mówią o pod-niesieniu się Argentyny jako o cudzie – którego nie mógł przeprowadzić Rodrigo Rato, dyrektor MFW. Ręka Boga okazała się znacznie potężniejsza niż ręka Międzynarodo-wego Funduszu Walutowego. Teraz już nikt nie oszukuje.

Druga rzecz, którą tają media, to fakt absolutnego zjed-noczenia klasy robotników z klasą menadżerów.

 

 

Gdy siedzieli bezczynnie na ulicach - wygrana argentyny

Gdy fabrykanci zamykali fabryki i uciekali do innych krajów, ponieważ produkcja była nieopłacalna, pracownicy i kierownictwo traciło pracę i zasiedlało pobliskie kawiarnie i ławki. Dyskutowano głównie jak poprawić swoje życie i sytuację przeznaczonego na zatracenie kraju. Pracownicy takich opuszczonych fabryk jak Zanon, tęsknie spoglądali na bramy. W zakładach tych spędzili większość swego życia. W końcu podjęli decyzję. Weszli na tereny opuszczonych i zdewastowanych fabryk. Ustanowili rady zakładowe, uruchomili maszyny i zaczęli produkować z materiałów znajdujących się jeszcze w magazynach.

Na to niemal komunistyczne zachowanie ludzi, władze i wojsko patrzyły przychylnie. Wkrótce do tokarzy, szlifierzy i magazynierów dołączyli kierownicy działów, pracownicy biur i dyrektorzy ekonomiczni. W rekordowym czasie uruchomiono sprzedaż i eksport. Nie było wyznaczonych godzin pracy. Decyzje w swoich fabrykach, ludzie podejmowali podczas krótkich narad produkcyjnych.

Okazało się, że produkcja jest opłacalna i potrzebna. To, co nie opłacało się globalistom, zaczęło się opłacać zwykłym ludziom, i bez pomocy banków i karteli finansowych. Wkrótce produkcja i sprzedaż osiągnęła w niektórych fabrykach rekordowe poziomy. Ludzie dzielili się dochodami pomiędzy sobą. Nigdy jeszcze nie zarabiali takich sum pieniędzy. Zaczęli je więc wydawać. Ruszyło budownictwo i inne gałęzie przemysłu.

Wszystko to stało się w tak krótkim czasie, że Ameryka nie zdążyła nawet ogłosić Argentyny państwem komunistycznym. Utworzono Ruch Pracowników Bez Pracy (MTD). Ruch ten wkrótce posiadał możliwości prowadzenia nacis-ków politycznych. I to była jeszcze jedna tajemnica cudu argentyńskiego.

 

Szczury wracają

Sytuacja Argentyny zaczęła się poprawiać. GlobaIiści i fabrykanci zaczęli wracać i domagać się zwrotu zagrabionych przez ludzi fabryk. Ci, którzy pozostawili trzy lata temu państwo na progu wojny domowej, teraz zaczynają się domagać, powołując się na międzynarodowe prawo. Czy coś to Polakom przypomina?

MTD, która powstała niemal na ulicach, jest silna. Grozi masowymi demonstracjami. A ceramiczna fabryka Zanon, pierwsza przejęta przez pracowników i doprowadzona do stanu zakładu przynoszącego profit, jak niegdyś Stocznia Gdańska dla Polaków, stała się dla Argentyńczyków symbolem nowego i lepszego. MTD uważana jest przez CIA i inne podobne organizacje, jako grupa, której udało się wytworzyć najnowocześniejsze strategie i rozwiązania jednoczenia i obrony ludzi przed kapitalizmem.

Powracające szczury międzynarodowej finansjery atakują. Ponieważ Argentyna stanowi znaczne niebezpieczeństwo dla całej globalnej ekonomii, należy przypuszczać, że gdyby USA nie były zaangażowane w Iraku, już dawno amerykańscy żołnierze w imię ‘demokracji’ broniliby swojej ropy pod argentyńską trawą – tudzież broniliby tam wolności... swojego kraju.

Nowy prezydent Argentyny, Kirchner, domaga się ekstradycji byłego prezydenta Menema, który przebywa w Chile. Menem jest poszukiwany przez władze argentyńskie za korupcję i doprowadzenie kraju do ruiny. Miał on startować w wyborach prezydenckich i przyrzekał fabrykantom zwrócenie ich własności. Oczywiście dlatego cieszy się poparciem międzynarodowej finansjery i może sobie drwić z nakazów i decyzji sądów argentyńskich.

W styczniu 2005 r., międzynarodowi bankierzy zgodzili się na propozycję rządu Argentyny zapłacenia 25 centów za każdy dolar długu. Stała się rzecz niespotykana. Argentyna wypowiedziała wojnę MFW i jeszcze kilku wielkim organizacjom globalistycznym i wygrała. Argentyna nie tylko pod osłoną swojego wojska zaszantażowała globalistów, ale także odmówiła negocjacji z 700 tys. właścicieli państwowych akcji (bondów). Argentyna ma otwartą drogę by być przyjętą w poczet społeczeństwa międzynarodowego, z którego została wcześniej wyrzucona. I to na swoich warunkach, jako pełnoprawny członek sam podejmujący decyzje.

Wielu bankierów i inwestorów międzynarodowych oskarża Argentynę o totalitaryzm oraz oszukanie inwestorów i pożyczkodawców. To spowodowało kłótnie w łonie wielkich finansistów, wśród nich Włochów... i Amerykanów..., którzy twierdzą że gdyby nie 11 września to rozmawialiby z Argentyńczykami inaczej.

W trzy miesiące później MFW zaczął się na nowo domagać pełnej spłaty długów. Jednak Argentyna w ekonomicznym układzie z Brazylią i Chinami czuła się już na tyle silna, aby bankierom na Wall Street pokazać jak „stały dwa drzewa i jedno się złamało...” (w oryginale, prof. Clement pisał o środkowym palcu prawej ręki − Red.). Argentyna zaczęła światu udowadniać, że około połowa kredytodawców już odniosła spore profity z argentyńskich długów i że to nie jest w porządku, aby domagała się następnych. To stanowisko wyeksponowały chińskie i indyjskie media. Przy okazji, Argentyna na papierze udowodniła światu, w jaki sposób próbowano ją zbankrutować i co to w praktyce oznaczało.

Brytyjski „Guardian” pisze: Trzy rzeczy pracowały na korzyść Argentyny. Po pierwsze, karta Kirchnera była silna dzięki silnej ekonomii. Po drugie, zaczęła wychodzić prawda o Międzynarodowym Funduszu Walutowym. I dlatego chciał doprowadzić do szybkiej ugody. Po trzecie, Wall Street wy-niósł się z Argentyny już przed kryzysem i negocjacje pro-wadziły banki europejskie. Amerykańskie Ministerstwo Skarbu nie było pod naciskami, aby postępować twardo z Argentyną. Także nie chciano - aby Kirchner zbratał się z silnym populistą, prezydentem Brazylii, Lulą...

W ślady Argentyny − pokazania globalistom tylnej części ciała, może iść teraz wiele zadłużonych krajów. W tym także i Polska. I tego właśnie finansjera obawia się najbardziej. Został stworzony precedens. Stosunkowo mało znaczący kraj, przyparty do muru sprzeciwił się utartym sloganom demokracji, prawa i wolnego rynku. I wygrał, przynajmniej jak na razie. Dla innych krajów zaistniała wielka szansa. Teraz, kiedy armia amerykańska uwikłana jest w Iraku można zrzucić jarzmo. Tylko trzeba chcieć i do tego dążyć. Tak jak zrobili to mieszkańcy Argentyny niezależnie od funkcji społecznej, majątku i wykształcenia.

Prof. dr Ronald Clement (Magazyn „Wir”, Nr 12 - 2005 r.)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

TELEWIZJA POŁUDNIA

Obserwowany amok żydoamerykańskiego imperializ-mu i gorączkowy pośpiech, z jakim chce on wykorzys-tać ‘moment geopolityczny’ i panowanie nad umysłami MEDIOTÓW, aby narzucić światu swą militarno-wywiadowczą przewagę, zanim ujawni się jego społecznogospodarcze załamanie, budzi coraz większy sprzeciw. Rodzi też nowe inicjatywy.

«Telesur» (hiszp. „Telewizja Południa”) to nowy, ważny pomysł Fidela Castro i prezydenta Wenezueli Hugo Cha-veza, który może zmienić układ sił politycznych w III Świecie. Zacznie ona wkrótce nadawać przez satelitę 24 godziny na dobę informacje w języku hiszpańskim i obejmie zasię-giem całą Amerykę Łacińską, a w przyszłości ma się stać ogólnoświatową telewizją walczącą z amerykańsko-żydow-ską propagandą. Jej dyrektorem generalnym został lewico-wy dziennikarz z Urugwaju, Aram Aharonian, z pochodzenia Ormianin, który nie kryje, że jest to projekt polityczny. Chodzi o integrację regionu i mówienie własnym głosem za siebie. „Telesur” ma być alternatywą dla hiszpańsko-języcz-nych kanałów z USA i Europy (zwłaszcza CNN i hiszpańskiej TVE), które zdaniem pomysłodawców przekazują wypaczony obraz Ameryki Łacińskiej i III Świata.

Inspiracją dla powołania „Telesur” jest niebywały sukces satelitarnej telewizji Al-Dżazira („Wyspa”), która nadaje po arabsku z Kataru na cały obszar Bliskiego Wschodu, Azji i Afryki Północnej. Ogląda się ją praktycznie w każdym arabskim domu. Jest o wiele ciekawsza od oficjalnych telewizji rządowych, nie ma islamskiego przechyłu i jest niepoprawna politycznie, lewicująca. To ona przekazuje z Iraku i Palestyny obrazy i informacje, które doprowadzają do szału amerykańskich i izraelskich okupantów. To ona ma najlepszy dostęp do drugiej, tej prawdziwszej strony wojny o demokrację. Dlatego inicjatywę Telesur ogłoszono po pierwszym szczycie arabsko-latynoskim 11 maja w Brasilii, a do jej rady programowej zaproszono także gości z Afryki i krajów arabskich.

Telesur będzie przedsięwzięciem rządowym. Rząd Wenezueli wyłożył 51% kapitału wynoszącego 2,5 mln $. 20% dała Argentyna, 19% Kuba, 10% Urugwaj. Bardzo aktywrolę gra tu telewizja kubańska, a w radzie dyrektorów Telesur zasiada jej wysoki rangą przedstawiciel. Ar. Aharonian przyznał, że Telesur może być „narzędziem wojny poglądów”, jako przykład podał interwencję w Iraku. „Mówili nam, że chodziło o wyzwolenie Iraku, a my przecież wiemy że była to ludobójcza inwazja”. Obiecuje, że nowy kanał nie będzie naśladował wenezuelskiej telewizji państwowej, która nadaje wielogodzinne przemówienia Chaveza (szkoła Castro), a najlepszym sprawdzianem będzie dla niego oglądalność. Na razie Telesur nie musi się nią przejmować, bo nie będzie finansowana z reklam dla konsumentów, których ma w ogóle nie być. Będą na nią łożyć rządy, a w przyszłości ma utrzymywać się z wpłat sponsorów oraz reklam prywatnych i państwowych instytucji. Na program będą się składały informacje, wywiady i komentarze. Telewizja ma już akredytowanych własnych korespondentów w Argentynie, Urugwaju, na Kubie, w Brazylii, Boliwii, Kolumbii, Meksyku, Iraku (!) i w USA. Tzw. ’obrońcy praw człowieka’ już biadolą że Telesur stanie się narzędziem, które może pomóc krytykowanym przez USA dyktatorom w zwalczaniu przeciwników w kraju i za granicą. Waszyngton boi się też, że Telesur stanie się antyamerykańską tubą propagandową na co w Ameryce Łacińskiej grunt jest wyjątkowo i coraz bardziej podatny.

Bodaj najciekawsza jest jednak trzecia inicjatywa tego typu, która także ma czerpać z przykładu al-Dżaziry, współ-pracować z nią i być odtrutką dla propagandy amerykańskiej CNN oraz innych tub propagandowych Zachodu. Również Rosja zapowiada nową ogólnoświatową telewizję, tym razem anglojęzyczną, która będzie nadawać przez satelitę, reprezentować interesy Wschodu i bronić przed niesłusznymi zarzutami Zachodu. TV Rossija (telewizja państwowa) oddelegowała do rozpoczęcia tego projektu powiązaną z Kremlem specjalistkę Margaritę Simonian. Wśród rosyjskich elit panuje wiara w cuda socjotechniki.

Zaczyna się więc kontrofensywa medialna przeciw bezkarnej dotąd dyktaturze propagandowej Zachodu. Jest ona od dawna i pilnie potrzebna. Jej siłą może być obecnie to, że będzie koordynowana z wielu stron i w wielu językach, w tym po angielsku, który sięga najgłębiej w rejony świadomości dotychczas propagandowo zmonopolizowane przez Zachód. Również arabski i hiszpański to języki o ogromnym zasięgu i rosnącej popularności, które, jak pokazuje al-Dża-zira, mogą wyzwolić niezależne myślenie u szerokich mas. Ci z nas którzy mają językowy dostęp do programów z Francji, Niemiec, Hiszpanii, Włoch lub Rosji mogą zaświadczyć, że prawie w każdym wypadku są one treściowo lepsze od żydomasońskiego prania mózgów w anglobełkocie i papki powtarzanej za Waszyngtonem i Londynem przez służalcze media polskojęzyczne.

Jest też szczególnie ciekawe, że zarówno pani Marga-rita Simonian jak i szef Telesur Aram Aharonian są Ormia-nami, a w składzie obu redakcji nie ma Żydów, którzy do-minują zwłaszcza w mediach USA. Obydwa te kupieckie narody nie lubią się od wieków i zawsze ze sobą konkuro-wały. Czyżby szykował się światowy pojedynek żydowsko-ormiański?                       Marta Wereszczyńska „Ojczyzna”, Nr 258

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

ZNIEWALANIE KRAJÓW I LUDZI

Anatomia nowoczesnego niewolnictwa międzynarodowego polega na zmuszaniu słabych ekonomicznie państw do zaciągania pożyczek ponad ich siły ekonomiczne za po-mocą agentów, którzy zaprzedali dusze diabłu i służą wielkim korporacjom, w dużej mierze uzależnionym od miliarderów żydowskich. Spekulant międzynarodowy, G. Soros jest znanym przykładem tej sterującej elity natomiast przykładem agenta-prowokatora jest John Perkins, autor książki „Spo-wiedź płatnego prowokatora gospodarczego”, („Confessions of an Economic Hit Man").

Recenzje książki Perkinsa napisał syn przedwojenne-go dyplomaty polskiego John Dombrowski w czerwcowym wydaniu miesięcznika „Culture Wars”, pod tytułem: „Du-sza Zaprzedana Diabłu" (Soul for Sale) w której to recenzji napisał że w czasie ostatnich 40 lat, każdy dobrze wyksztcony człowiek w USA musiał stanąć wobec dylematów moralnych i intelektualnych jak też wobec bardzo zagadkowych zdarzeń.

Chodzi o głęboką przepaść między zasadami głoszony-mi tak przez przywódców politycznych, jak i menadżerów wielkich korporacji. Nasuwa się pytanie kto naprawdę popiera kluczowe decyzje oraz kieruje polityką i gospodarką w USA. Następnie w jaki sposób przekazuje się te kluczowe decyzje ludziom którzy wprowadzają je w życie? Co się dzieje z ludźmi w USA i na arenie światowej, którzy ze względów moralnych nie chcą się podporządkować? Dlaczego, mimo wielkiego postępu tak ekonomicznego jak i w wydajności pracy, wyłania się coraz większa przepaść, między elitą finansową a masami ludzi, a szczególnie w tak zwanym trzecim świecie, czyli w krajach słabo rozwiniętych gospodarczo.

Przykładem tego stanu rzeczy jest Ekwador w którym obaj, tak Perkins jak i Dombrowski mieli wieloletnie doświadczenie, pierwszy jako agent prowokator, a drugi - jako woluntariusz katolickiej służby społecznej („Papal Volunteer"). W Ekwadorze mimo ponad tysiąckrotnego wzrostu zysków z eksportu nafty w latach 1960, w galopującym tempie roś-nie dług narodowy oraz coraz więcej ludzi popada w nędzę, tak że między latami 1970 i 2000 procent nędzarzy wzrósł z 50 procent do 70 procent, podczas gdy bezrobocie wzrosło z 15 do 70 procent, a zadłużenie międzynarodowe Ekwadoru wzrosło z 250 milionów do 15 miliardów. W tym sa0mym czasie wydatki na opiekę społeczną zmalały o dwie trzecie od roku 1970 do dziś.

Obecnie prawie połowa budżetu Ekwadoru idzie na spłatę długów międzynarodowych. Perkins opisuje szczegółowo tajne przeszkolenie agenta prowokatora ekonomicznego i taktykę stosowaną do fałszowania danych ekonomicznych w celu przekonania eksploatowanego kraju żeby zadłużył się długoterminowo ponad swoje możliwości ekonomiczne i zgodził się na wielkie inwestycje i związane z nimi kontrakty doradcze, które dają miliardy zysków wyłącznie kredytodawcom a zwłaszcza Bankowi Światowemu (World Bank, the International Monetary Fund, United States Agency for International Development „USAID". Ponieważ praca objęta tymi kontraktami odbywa się w ramach korporacji amerykańskich, fundusze na kontraktowe inwestycje nigdy nie o-puszczają terenu USA, jako że kontrakty inwestycyjne opierają się na fałszywych przesłankach, przepowiadających wielki wzrost gospodarczy dłużnika, to w rezultacie kilku skorumpowanych miejscowych polityków i agentów prowokatorów buduje sobie osobistą fortunę a kraj jako całość po-pada w zadłużenie ponad siły do finansjery międzynarodowej i amerykańskich wykonawców inwestycji.

Perkins pisze: Udzielamy pożyczek krajom takim jak Ekwador z pełną świadomością, że dłużnik nigdy nie będzie w stanie spłacić pożyczki i właśnie ta niemożność daje nam kontrolę gospodarki dłużnego nam kraju. Kontrola ta daje możność amerykańskim korporacjom dostęp do bogactw naturalnych wyzyskiwanego kraju po bardzo niskiej cenie i jednocześnie kontrolę jego głosu w ONZ jak i w Organizacji Państw Ameryki. Jest to taktyka zorganizowanej zbrodni o-pisana przez agenta prowokatora z jego własnego doświadczenia. Perkins opisuje technikę korumpowania elit politycznych takich krajów jak Ekwador, Kolumbia, Indonezja, Arabia Saudyjska, Kuwejt i innych państw.

Książka Perkinsa jest wyrazem jego wyrzutów sumienia, którym posłuszny, naraża swoje życie publikując książkę „Spowiedź płatnego prowokatora gospodarczego” („Con-fessions of an Economic Hit Man"), której wnikliwą recen-zję opublikował John Dombrowski.

Prof. Iwo Cyprian Pogonowski

-------------------------------------------------------------------------------------------------

„NIEUDANE PAŃSTWA” I „FASADOWE DEMOKRACJE”

Wiele artykułów krytycznych w sprawie prywatyzacji ubezpieczeń społecznych w USA opisuje jak dalece Stany Zjednoczone są "nieudanym państwem". W serii "Porządek na Świecie, Nieudane Państwa i Terroryzm", Henry C.K. Liu opublikował w "Asia Times" artykuł "Sprawa Prywatnych Ubezpieczeń" (The Business of Private Security), w którym napisał, że porządek społeczny jest podstawą bezpieczeństwa wewnętrznego w każdym kraju, a ubezpieczenia społeczne są podstawą porządku społecznego. Tak więc prywatyzacja ubezpieczeń społecznych otwiera drogę do wycofania się z odpowiedzialności rządu co z kolei przyczynia się do stworzenia "nieudanego państwa", które źle służy swoim obywatelom.

Noam Chomsky, językoznawca i profesor filozofii w Mas-sachussetts Institute of Technology opublikował książkę pod tytułem "Imperialne Ambicje" (Imperial Ambitions), w której to pisze że USA stanowi "nieudane państwo," w którym istnieją bardzo słabo funkcjonujące demokratyczne instytucje. Autor uważa że byłoby wielkim postępem, gdyby Stany Zjednoczone były tak demokratyczne, jak na przykład Brazylia, gdzie ludzie nie są zmuszeni głosować na wybrańca zakulisowych manipulacji politycznych grup nacisku i elity finansowej.

Informacji niewygodnych dla manipulatorów politycznych po prostu nie publikuje się w prasie w USA. Przed wyborami prezydenckimi w 2004 r. większość Amerykanów popierała protokoły z Kioto o ograniczeniach gazów spalinowych podnoszących temperaturę atmosfery, jak też większość popierała Międzynarodowy Sąd Kryminalny, oraz rolę ONZ w kryzysach między państwami. Większość Amerykanów uważała, że prawo do wytoczenia wojny zapobiegawczej jest legalizacją agresji. Nigdy te ustalenia stanu opinii publicznej nie były opublikowane ponieważ były one przeciwne planom dziś rządzących w USA neokonserwatystów-syjonistów Podobnie przed atakiem na Irak 75% Amerykanów było przeciwne temu atakowi, bo Irak nie miał broni masowego rażenia i nie popierał  terrorystycznych akcji Alkaidy.

Na przykład w USA nie ma politycznego znaczenia fakt, że trzy czwarte Amerykanów domaga się państwowej służby zdrowia, która sama w sobie, jest postrzegana jako wartość moralna. Natomiast w mediach dyskutuje się sprawy moralności małżeństw homoseksualnych zamiast publicznej debaty o reformie służby zdrowia. Według profesora Chomsky'ego celem amerykańskich procesów politycznych jest - marginalizacja i izolacja obywateli. Z tego powodu politycy amerykańscy usiłują zniszczyć związki zawodowe w USA, dopuszczają do spadania płac realnych a jednocześnie majątek narodowy przechodzi w ręce coraz mniejszej liczebnie elity.

Nic dziwnego że system służby zdrowia w USA marnuje rocznie setki miliardów dolarów na koszty administracyjne. Dzieje się tak mimo tego że 80% Amerykanów chce większego udziału rządu w kosztach służby zdrowia a 70% chce podniesienia pomocy dla studentów i zwiększenia świadczeń społecznych. Niestety w dwupartyjnym systemie w USA obie partie skutecznie sprzeciwiają się woli większości obywateli w sprawach opieki społecznej i służby zdrowia, jako "politycznie niemożliwej".

Chomsky uważa, że wprowadzenie ochotniczej służby wojskowej w USA doprowadziło do stworzenia najemnego wojska, złożonego z ludzi socjalnie upośledzonych, dla których ochotnicza służba wojskowa, jest jedynym sposobem wyjścia z nędzy. Według Chomsky'ego armia złożona z ludzi socjalnie upośledzonych, jest bardziej niebezpieczna dla porządku społecznego, niż armia poborowa. W czasie pacyfikacji Iraku doradcy izraelscy i tłumacze języka arabskiego zachęcili żołnierzy USA do stosowania tortur takich, jakim podlegają od pół wieku Arabowie palestyńscy w więzieniach izraelskich. Na domiar złego, w Iraku, torturujący Arabów żołnierze amerykańscy są błędnie przekonani że mszczą się na ludziach odpowiedzialnych za atak Alkaidy na wieżowce nowojorskie. Bush mówił kilkakrotnie o odpowiedzialności Iraku za terrorystyczny atak z 11 IX 2001 i dotąd wielu Amerykanów błędnie wierzy, że Irak był sprzymierzony z Alkaidą, co jest zupełną nieprawdą.

Henry Liu konkluduje swoją serię artykułów na temat tak zwanych "nieudanych państw" ("failed states") opublikowanych w "Asia Times", i stwierdza że od kilkudziesięciu lat, zsynchronizowana ideologia amerykańskich ekonomistów, powoduje chaos w gospodarkach trzeciego świata i czyni z nich "nieudane państwa", otwarte na obcą gospodarczą i wojskową kontrolę. Liu uważa że wielkim problemem na-szych czasów, nie jest staranie się ludzi o posiadanie własnego suwerennego państwa, natomiast według niego głównym problemem naszych czasów jest bezwzględny funda-mentalizm "wolnorynkowy", za pomocą którego ekstremiści stwarzają "fasadowe demokracje" nie spełniające woli ich własnych obywateli.               
 
Prof. Iwo Cyprian Pogonowski

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Polecamy interesujące książki Wydawnictwa „WERS”:

1. „O pieniądzach i lichwiarzach”, 2. „Dekonspiracja nowego porządku świata”, „Czy zmierzch państwa narodowego”.

Zamówienia wysyłać pod adres: Wydawnictwo „WERS”

skr. poczt. 59, Oddział 4    60-962 Poznań 10

e-mail: wolna-polska@wp.pl

 

Zapraszamy wszystkich sędziów, prokuratorów, adwokatów, polityków i resztę urzędniczego "badziewia" zamieszanego we wszelkie oszustwa do ogólnopolskiej "czarnej listy Raczkowskiego"... 
miłego towarzystwa wzajemnej  adoracji ...

www.aferyprawa.com - Niezależne Wydawnictwo Internetowe "AFERY - KORUPCJA - BEZPRAWIE" Ogólnopolskiego Ruchu Praw Obywatelskich 
i Walki z Korupcją.
prowadzi: (-)  ZDZISŁAW RACZKOWSKI.
Dziękuję za przysłane teksty opinie i informacje. 
    uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: Z.Raczkowski@aferyprawa.com 

WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z  Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ 
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
ponadto Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądĽ dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Jula
13-04-2015 / 19:59
bank pracy dla nauczycieli język arabski Bydgoszcz preply.com/pl/bydgoszcz/oferty-pracy-dla-nauczycieli-języka-arabski
~Aldy
24-12-2014 / 08:30
that the occupying" rel="nofollow">ctthnc.com"> rigmee must be wiped off the map Let's isolate the key phrases in the line: Imam ghoft: People generally agree that these words mean our (dear) Imam said, and indicate that, instead of making a brazen, unprecedented proclamation, Ahmadinejad was quoting comments made by Ayatollah Ruhollah Khomeini, the leader of the Islamic revolution, in the 1980s. een rezhim-i eshghalgar-i Qods: Again, the literal translation here isn't really in question. These words are translated as some variation on the" rel="nofollow">ctthnc.com"> rigmee occupying Jerusalem. But the meaning of the words is a matter of dispute. The liberal Middle East expert Juan Cole and the The Guardian's Jonathan Steele have argued that the phrasing suggests Ahmadinejad is calling for a change in the Israeli government rather than military action against Israel, especially since he was comparing" rel="nofollow">ctthnc.com"> rigmee change in Israel to" rel="nofollow">ctthnc.com"> rigmee change in Iran in 1979. But, as The Times puts it, others argue that the line indicates the depth of the Iranian president's rejection of a Jewish state in the Middle East because he refuses even to utter the name Israel. mahv shaved: Cole, Steele, and the Mossadegh Project's Arash Norouzi have all disputed the Times' wiped off translation above, arguing that these words instead mean vanish from. But an Iranian translator and consultant supportedThe Times' wiped off or wiped away rendering in 2006, asserting that the Persian verb is active and transitive (Cole says the verb construction is intransitive). At the time of Ahmadinejad's speech, the Middle East Media Research Institute (MEMRI) translated the verb as eliminated. safheh-i ruzgar: This is where things really get interesting. Ahmadinejad actually misquoted Khomeini, who used the phrase sahneh-i ruzgar. As the Times noted several years ago, sahneh literally means scene or stage and ruzgar means time, but translators in the 1980s interpreted Khomeini's words as a metaphorical reference to a map an interpretation that stuck when Ahmadinejad substituted sahneh for safheh, or page. But the Cole-Steele-Norouzi trio recommends the literal translation of page of time (MEMRI, for its part, went with pages of history ). Steele claims that the page of time phrase, along with the rest of his translation, suggests that the Iranian president was expressing a desire for an end to Israeli occupation at some point in the future. He was not threatening an Iranian-initiated war to remove Israeli control over Jerusalem, Steele writes. Wi c nie masz. Depending on who you ask, Ahmadinejad was either endorsing Khomeini's battle cry for Israel to be wiped off the map or invoking Khomeini's wish that, someday, somehow, the Israeli government will collapse under its own weight. The varying translations, of course, may be inextricably linked to people's political views on Iran and the Israeli-Palestinian conflict. And some argue that the distinction is academic at this point. In a study for the Jerusalem Center for Public Affairs, Joshua Teitelbaum states that Ahmadinejad's public statements, taken as a whole, indicate that the Iranian leader is bent on the actual physical destruction of the State of Israel, however one may translate his 2005 speech. Other Iranian leaders, he adds, have made even more militant comments. And what of Ahmadinejad himself? He hasn't exactly brought closure to the debate. In a 2006 interview with The Washington Post's Lally Weymouth, he evaded her question about whether he wanted to wipe Israel off the face of the Earth, in Weymouth's words. Let the Palestinian people decide their fate in a free and fair referendum, and the result, whatever it is, should be accepted, he told Weymouth. The people with no roots there are now ruling the land. More recently, Ahmadinejad has declared that a NATO missile defense system in Turkey will not stop the fall of the Zionist" rel="nofollow">ctthnc.com"> rigmee and that Iran's response to any provocation by the bankrupt, uncivilized and criminal Zionist" rel="nofollow">ctthnc.com"> rigmee would be crushing and regrettable. Well, at least he said those things according to the Fars News Agency's English translation. GD Star Rating loading ...
~Athina
20-12-2014 / 16:43
Mecnh thec thường down bản 480p do ổ cứng me1y cf3 hạn, tuy hơi buồn nhưng vẫn ủng hộ nhf3m ve0 thf4ng cảm vec việc encode nghe thiean hạ đồn rất khf3. Nhiều lfac phải che9p ra đĩa để lưu trữ. Theo mecnh thec nếu cf3 thể thec Yamisora FC nean up file sub lean rồi ce1c bạn cf3 thể down bản raw chất lượng thấp về xem. Như thế lợi cả đf4i bean (Df9 bản LQ nhiều lfac down qua torenrt)