Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
6 sierpnia 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 26-10-2010

AFERY PRAWA PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI NOWY JORK CHICAG0 WASZYNGTON O

PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI

NR. 169 1. VI. 2007 r.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

NOWY JORK, CHICAGO, TORONTO, BERLIN, WARSZAWA

Drodzy Czytelnicy i Sympatycy!,

W naszym biuletynie zamieszczamy teksty różnych autorów, tak „z pierwszej ręki” jak i przedruki, traktujące o najistotniejszych problemach Polski i Świata. Kluczem doboru publikowanych treści, nie jest zgodność poglądów Autorów publikacji z poglądami redakcji lecz decyduje imperatyw ważnością tematu. Poglądy prezentowane przez Autorów tekstów, nie zawsze podzielamy. Uznając jednak że wszelka wymiana poglądów i wiedzy, jest pożyteczna dla życia publicznego - prezentujemy nawet kontrowersyjne opinie, pozostawiając naszym czytelnikom ich osąd. Redakcja

W numerze: 1) Wiadomości; 2) Powstrzymać antypolską ofensywę; 3) Koalicja w cieniu Blidy; 4) Polska refleksja wielkopiątkowa, część II; 5) Demokracja, ale jaka?; 6) Polska a Unia Europejska, część I; 7) Duma i siła; 8) Dalsza konsolidacja mediów w rękach żydowskich; 9) Przymierze nowoczesnej teologii z filozofią, część I; 10) Syjonizm - przymusowe samobójstwo dla Żydów, część I; 11) Czy Izrael szpieguje USA?, część II; 12) Degeneracja ustroju demokratycznego;

A jeśli idzie o autostrady, to warto przypomnieć, iż za jedną roczną składkę, jaką Polska wpłaca do Unii Europejskiej, można zbudować 500 km autostrady. Gdyby zatem pieniądze, jakie rząd na tę składkę konfiskuje polskim podatnikom, przeznaczył na udziały w prywatnych konsorcjach budowy autostrad, to po dwóch pełnych latach mogliby sfinansować 1,000 km autostrad, bez niczyjej łaski i bez pisania upokarzających próśb.

Z komentarza pt. Nędza filozofii w tygodniku „Gazeta Polska” (3.V.2007)

# # #

Archiwum Mitrochina

Wasilij Mitrochin był archiwistą KGB. Archiwistą z dość nietypowym, by nie rzec śmiertelnie niebezpiecznym, hobby. Przez kilkadziesiąt lat Wasilij robił odpisy najbardziej tajnych dokumentów na świecie i jakby nigdy nic zakopywał je w słoikach na działce. W 1984 r. przeszedł na emeryturę. W 1992 zgłosił się do ambasady USA z propozycją przekazania zbiorów. Amerykanie go zignorowali. W kolejnej ambasadzie, tym razem brytyjskiej, znalazł więcej zrozumienia. Koledzy Jamesa Bonda ewakuowali go z rodziną do Wielkiej Brytanii. Christopher Andrew, na podstawie dokumentów Mitrochina, opisał w drugim tomie „Archiwum...” pracę operacyjną KGB w trzecim świecie. Przez 670 stron czytelnik poznaje kulisy najnowszej historii państw Ameryki Łacińskiej, Bliskiego Wschodu, Azji i Afryki...

Oto polskie wątki w „Archiwum Mitrochina”.

W nocy z 12 na 13 lutego 1972 roku agenci KGB włamali się do paryskiej kwatery głównej Światowego Kongresu Żyw by wykraść listy adresowe. W trakcie akcji czekiści zdobyli również dokumenty dotyczące finansowania przez żydów książek o (rzekomym) antysemityzmie w Polsce. Co jest niewątpliwie jednym z wielu dowodów na długoletnią antypolską działalność żydów na zachodzie. W „Archiwum”, można również dowiedzieć się że nieliczni żydowscy przywódcy Solidarności budzili nieproporcjonalne zainteresowanie KGB. Niestety nie jest Polskim czytelnikom dane poznać nazwisk owych nielicznych, żydowskich przywódców Solidarności.

Pomimo że dokumenty Mitrochina dotyczą tylko lat do roku 1984, stają się dziś niezwykle aktualne.

Napisał Jan Bodakowski - 11 kwietnia 2007 (www.wortualnapolonia.com)

# # #

Murzyńscy rapowcy będą "walczyli z antysemityzmem"

Połączone siły środowisk żydowskich i murzyńskich zapowiedziały "zwalczanie antysemityzmu" wykorzystując do tego celu gwiazdy muzyki rap. Począwszy od stycznia 2007 r. w telewizji amerykańskiej, a nieco później w Europie i Ameryce Południowej rozpocznie się seria reklamowych spotów, w których murzyński raper Jay-Z i hiphopowiec Russell Simmons będą używali sloganów pytając się widzów: "Co jest ważne [What's hot]? Respektowanie ludzi. Co nie jest? [What's not hot?]. Nienawiść ludzi ze względu ich kolor skóry czy religię." Po czym gwiazdorzy będą "wyjaśniali" widzom, że "Antysemityzm jest dłuższym wyrazem zastępującym określenie rasim".

Koncern medialny Time/Warner przeznaczył już na ten cel 10 milionów dolarów. Jak wyjaśnia rabin Marc Schneier - współorganizator akcji, a celem jej jest zwrócenie uwagi na pozytywne aspekty relacji pomiędzy różnymi rasami i grupami etnicznymi. Jest ona "szczególnie ważna dla Żydów". "Nie możemy walczyć samotnie", mówi rabin Schneir. - "Nie jesteśmy w stanie tego zrobić. A te spoty reklamowe właśnie o tym zaświadczają". Akcja będzie zaprezentowana na paryskim spotkaniu dyrektorów Światowego Kongresu Żydów gdzie przedstawiciele lokalnych społeczności żydowskich w poszczególnych krajach będą poproszeni o wprowadzenie reklam na rynki tych krajów.

KOMENTARZ BIBUŁY: Reputacja Izraela i syjonistycznych działaczy różnych organizacji żydowskich na świecie, osiąga dna po tym, jak świat otrzymuje codzienną dawkę nienawiści i autentycznego rasizmu - w wykonaniu wojsk izraelskich. Wobec takiego stanu rzeczy, siły te próbują pozyskać zwolenników do walki ze zwykłą, naturalną reakcją ludzi na dokonywaną przemoc. Jak do tej pory, w sposób dość skuteczny zablokowano wszelką krytykę Izraela, korzystając z retoryki "walki z antysemityzmem". Kiedy omawiasz przestępczość w Izraelu, kiedy mówisz np. o tamtejszym przemycie narkotyków, gdy wskazujesz na rasistowskie prawo obowiązujące w Izraelu, jesteś nazwany "antysemitą". Nie liczą się fakty, bowiem obowiązuje zakaz jakiejkolwiek krytyki Izraela i jego polityki, a zakaz krytyki automatycznie przechodzi również na każdego członka społeczności żydowskiej.

Pomimo tego, pomimo praktyczego zakazu otwartej krytyki, narasta bunt i naturalna niechęć do tych, co kneblują usta. Teraz, aby zwiększyć efekt knebla, próbuje się dokonać połączenia z siłami murzyńskimi i w ten sposób wykorzystać inny "nietykalny" temat - temat identyfikacji rasowej. Połączenie dwóch tematów tabu, czyli tematu żydowskiego i zagadnienia rasy, staje się mieszanką z którą jeszcze trudniej będzie o rzeczową otwartą debatę. Nieważne stają się fakty, iż współcześni członkowie społeczności określającej się jako Żydzi mogą w ogóle nie być semitami, nieważna jest jaskrawa nieprawdziwość przesłania, iż "Antysemityzm jest dłuższym wyrazem zastępującym określenie rasizm", gdyż żydowskość jest szerszym pojęciem wykraczającym daleko poza określenie rasy (a nawet często rasy nie dotyczącym) – a liczy się tylko efekt "zagłuszenia" przeciwnika.

Nie, nie chodzi o walkę z autentyczną chorobą (i przypomnijmy - grzechem!) jaką może być prawdziwy antysemityzm zdefiniowany jako bezwarunkowa nienawiść do przedstawiciela rasy semickiej, chodzi po prostu o walkę z wszelką krytyką wszystkiego co żydowskie. Nie można np. wskazywać na fakt, iż większość środków masowego przekazu, włączając w to gazety, wydawnictwa książkowe, stacje telewizyjne i radiowe, producentów filmowych - a jest to niezaprzeczalny fakt - jest w rękach rodzin żydowskich, co oczywiście rodzi określone skutki. Nie można mówić, że świat finansowy zdominowany jest przez rodziny żydowskie. Nie wolno wskazywać na polityczne lobby proizraelskie skutecznie ulokowane w Stanach Zjednoczonych, pomimo, iż sam b. premier Ariel Sharon powiedział iż Ameryka jest w naszych rękach. Nie wolno oczywiście krytykować poczynań Izraela, który przez kilkadziesiąt lat swego istnienia nie potrafił ułożyć sobie pokojowych stosunków ze swymi sąsiadami i dokonuje ekspansji terytorialnej, łamiąc przy tym podstawowe prawa człowieka, za co został kilkadziesiąt razy potępiony przez - zwykle przymykające oko na drobne incydenty - Forum ONZ. Nie, nie można o tym wszystkim mówić bo otrzymuje się automatycznie łatkę "antysemity". Teraz, przy wykorzystaniu zakazanej tematyki stosunków rasowych, dojdzie do tego łatka "rasisty". Paranoja połączyła się z absurdem.

L. M. - Waszyngton DC

# # #

"Przyjaciele Izraela" żądają od Papieża odrzucenia "wszelkich śladów antysemityzmu w sztuce i tradycji katolickiej"

Działająca we Włoszech organizacja "Przyjaciele Izraela" wysłała list do Papieża Benedykta XVI z żądaniem usunięcia ze wszystkich religijnych dzieł sztuki oraz katolickiej tradycji i obrządków tych elementów, które "cały czas zawierają ślady antysemityzmu".

Nieznana nikomu organizacja The Roman Association of Friends of Israel, będąca prawdopodobnie włoskim oddziałem międzynarodowej żydowskiej organizacji lobbystycznej Association of Friends of Israel, która z kolei działa najprawdopodobniej w zasięgu potężnej żydowskiej organizacji lobbystycznej „The American Israel Public Affairs Committee” (AIPAC), zażądała od Papieża "silnego i przejrzystego sygnału" pokazującego, iż nie będzie on tolerował żadnych pozostałości lub nawrotu w jakiejkolwiek formie, antysemityzmu pod jakąkolwiek postacią, czy to w sztuce religijnej czy w tradycjach kościelnych. "Fakt, że tego rodzaju [antysemicka] kultura trwa i żyje w parafiach, jest dla nas bardzo niepokojące i alarmujące" - piszą "Przyjaciele Izraela" w liście ujawnionym w czwartek, 18 stycznia br. agencji Reuters.

Jako przykład podano stare dzieło sztuki XVI-wiecznego mistrza Paolo Uccello przechowywane w kościele w Orvieto. Dzieło znane pod nazwą Cud Sprofanowanej Hostii pokazuje Żydówkę, która w XI w. wykradła z kościoła w Trani Świętą Hostię, a gdy próbowała ją sprofanować, wydarzył się cud: Hostia przemieniła się w prawdziwe ciało i krew i zaczęła wypływać z niej. Za kradzież i profanację, Żydówkę powieszono, a tradycja ta przypominana jest w kościele w Trani każdego roku w okresie Wielkiego Tygodnia. "Fakt, że ten malunek jest wystawiony w kościele jest tak obraźliwy" - skarży się Anna Borioni, prezydent organizacji "Przyjaciele Izraela" - "że zdecydowaliśmy się napisać bezpośrednio do Papieża, z pominięciem księży czy biskupów". Obraz mistrza Uccello jest "symbolem tego, że zarzewie nietolerancji i nienawiści tli się pod popiołami, co do których, po Holokauście, była nadzieja, że są już definitywnie wygaszone. Tylko Papież może coś zrobić, by zatrzymać tego rodzaju rzeczy od nieustannego pojawiania się" - nawołuje Anna Borioni, która podaje się za katoliczkę.

KOMENTARZ BIBUŁY: Kościół katolicki tradycyjne wznosił modlitwy o nawrócenie Żydów, jednak po Soborze Watykańskim II, Żydzi - odwieczni wrogowie Chrystusa i Jego Kościoła, ci którzy ani na jotę nie zmienili się w przeciągu dwóch tysiącleci, a wręcz przeciwnie: utwierdzili się w swej uporczywości - mają się nagle stać "naszymi starszymi braćmi w Wierze". W tym też celu kolejni posoborowi papieże sprzeniewierzają się Tradycji i Nauce Kościoła, organizując i tworząc klimat do różnego rodzaju międzyreligijnych spotkań, z których wynika tylko jedno: erozji ulega katolicyzm, a w siłę wzrasta pobiblijny judaizm. Ta obłędna droga ma swoje konsekwencje w postaci destrukcji Kościoła i wspomaganiu Antychrysta.

Tak, Kościół zawsze nauczał, ostrzegał i zabraniał rasowej nienawiści, szczególnie w stosunku do żydów, jednak równocześnie zawsze rozróżniał i podkreślał konieczność nienawiści do grzechu. Ktokolwiek, w swej ślepocie duchowej, jednostkowo czy grupowo odrzuca Słowo Boże, odrzucając swoje zbawienie i wpływając swoim zgubnym przykładem na innych, sam stawia się obok i wyklucza się ze społeczności. (bibula.com)

# # #

Brytyjscy lekarzy wzywają do bojkotu Izraelskiego Stowarzyszenia Medycznego

Grupa ponad 130 lekarzy brytyjskich wezwała do bojkotu Izraelskiego Stowarzyszenia Medycznego (Israel Medical Association - IMA) i do wyrzucenia go ze Światowego Stowarzyszenia Medycznego.

W liście opublikowanym w brytyjskim The Guardian, podpisanym przez doktorów i profesorów, m.in. Derek Summerfield, Colin Green, Ghada Karmi, David Halpin, Pauline Cutting, padają najostrzejsze słowa potępienia pod adresem stowarzyszenia izraelskiego, których członkowie "Odmówili zaprotestowania przeciwko przestępstwom wojennym", których dopuszcza się armia izraelska. "Nieustanne naruszenia etyki medycznej towarzyszą okupacji przez Izrael" - przypominają lekarze brytyjscy. Izraelskie Siły Zbrojne "systematycznie łamały konwencje genewskie gwarantujące osobom cywilnym nieskrępowany dostęp do usług medycznych oraz łamały immunitet dla służb medycznych". Lekarze brytyjscy wskazują również iż "Izrael zniszczył spójność palestyńskiego systemu podstawowej opieki zdrowotnej."

"Osiemnaście palestyńskich organizacji medycznych wezwało swoich kolegów lekarzy, pielęganiarek i innych zawodów medycznej profesji na całym świecie, do rozpatrzenia członkostwa izraelskiej organizacji IMA w strukturach międzynarodowej społeczności medycznej. Wzywamy do bojkotu Izraelskiego Stowarzyszenia Medycznego i do wyrzucenia go z Światowego Stowarzyszenia Medycznego. Mamy w historii precendes w podobnej sprawie: wyrzucenie Medycznego Stowarzyszenia Południowej Afryki w epoce apartheidu. Bojkot jest etycznym i moralnym obowiązkiem w czasie gdy konwencjonalne metody zawodzą".

Lekarze brytyjscy są kolejną grupą która dołączyła do wezwań o bojkot Izraela, prowadzącego barbarzyńską politykę i stosującego terrorystyczne metody. Przedtem wezwał do tego samego m.in. Związek Nauczycieli i największy brytyjski związek zawodowy dziennikarzy. (bibula.com)

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Krzysztof Jasiński

POWSTRZYMAĆ ANTYPOLSKĄ OFENSYWĘ

Trwa zainicjowana w Stanach Zjednoczonych międzynarodowa kampania wsparcia dla Polski, w związku z wrogą wobec naszego kraju rezolucją Parlamentu Europejskiego w sprawie tzw homofobii. Katolicki Instytut Praw Człowieka i Rodziny z USA zamierza w czwartek 10.V.07 przekazać polskim władzom petycję zaadresowaną do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego HansaGerta Pötteringa "Homoseksualne ręce precz od Polski", pod którą podpisało się już dziesięć tysięcy osób z całego świata. Podczas kampanii na rzecz przystąpienia Polski do Unii Europejskiej zapewniano nas, że sprawy moralności i wychowania będą leżały w wyłącznej kompetencji polskich władz. Dziś kolejne posunięcia wspólnotowych instytucji dobitnie pokazują, że tylnymi drzwiami usiłuje się narzucić nam zarówno permisywną moralność, jak i jedną wizję europejskiej historii. Wsparcie dla Polski w obliczu coraz silniejszych ataków ze strony instytucji europejskich przychodzi dziś zza oceanu.

Pod petycją wystosowaną przez amerykański Katolicki Instytut Praw Człowieka i Rodziny (CFHRI) podpisali się ludzie z całego świata, ze Stanów Zjednoczonych, z Ameryki Łacińskiej, Afryki, Azji i oczywiście z Europy. - Polska jest kluczowym czynnikiem zmiany skrajnie liberalnego w sprawach obyczajowych kursu UE. To nie jest wewnętrzna sprawa Unii. To szkodzi tradycyjnemu rozumieniu ludzkiej seksualności na całym świecie. Więc pokazujemy, że macie przyjaciół na całym świecie - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Austin Ruse, prezes CFHRI.

- To stary trik lewicy: wmówić konserwatystom, że są izolowani. Dlatego chcę wam powiedzieć - Polska nie jest izolowana i powinna pozostać silna w tych sprawach – dodał Ruse. Zdaniem europosła Konrada Szymańskiego (PiS) z frakcji Unia na Rzecz Europy Narodów (UnrEN), inicjatywa CFHRI to kolejny krok w mobilizowaniu sił które stoją na stanowisku tradycyjnej moralności. To bardzo ważne, ponieważ nasi oponenci od dawna działają w ten sposób: przez sieci organizacji pozarządowych. Natomiast po naszej stronie bardzo często te działania ograniczają się do perspektywy narodowej, co jest błędem, ponieważ dziś decyzje w tych sprawach są podejmowane nie tylko na poziomie europejskim, ale także w ONZ - zauważa Szymański. Eurodeputowany Bogusław Rogalski (UnrEN) wskazuje, że PE jest obecnie zakładnikiem lobby homoseksualnego. - Gdy wskaże ono choćby cień podejrzenia, rozpoczyna się polowanie na czarownice, czyli na takie państwa jak Polska – stwierdza Rogalski. W ostatnich tygodniach nasz kraj stał się obiektem zmasowanej międzynarodowej kampanii skierowanej przeciw fundamentalnym dla zdrowego społeczeństwa wartościom. Rezolucja PE w sprawie homofobii, wyroki Trybunału w Strasburgu w sprawie Alicji Tysiąc i zakazu parady równości ulicami Warszawy - to najważniejsze jej przejawy. Zaledwie w sobotę Konferencja Ministrów Edukacji Rady Europy próbowała przeforsować zgodę krajów członkowskich na stworzenie jednego wspólnego podręcznika historii w którym brakuje m.in. informacji, że II wojna światowa rozpoczęła się agresją Niemiec na Polskę. Na takie rozwiązanie nie zgodziła się Polska.

Polska nie poparła deklaracji Konferencji, gdzie m.in. zaleca się prowadzenie edukacji w duchu tzw. multikulturalizmu [wszystkie propozycje kulturowocywilizacyjne są tak samo dobre], jak i redukowania religii do nieistotnego zjawiska społecznego. - Nie możemy zgodzić się na rozszerzanie działań Rady Europy na tematy, które do tej pory były wewnętrzną sprawą krajów należących do niej. Nie możemy się zgodzić na mieszanie się w sprawy nauczania historii i religii - stwierdził obecny na sesji minister edukacji narodowej Roman Giertych. Jego zdaniem, jeśli zgodzimy się na wizję historii, jaka została przedstawiona w tym podręczniku, to konsekwencje tego możemy ponosić przez wiele lat.

Jak widać, petycja amerykańskiego instytutu pojawia się w chwili, kiedy Polska staje się obiektem natarczywych prób ograniczania naszej suwerenności w obszarze wychowania i moralności. - Europoseł z Polski bardzo dziękuje za to, że w USA doczekaliśmy się też wsparcia działań, które w przyszłości zabezpieczą nasze rodziny, dzieci przed nachalnym promowaniem homoseksualizmu w szkołach - wskazuje poseł Bogusław Rogalski. Poseł Konrad Szymański sądzi, że nawet lepiej się stało, iż homoseksualne lobby podjęło swe działania przeciw Polsce już teraz. - Ta rezolucja pokazuje, co mogłoby się stać, gdyby UE poszerzyła swoje kompetencje w tych delikatnych dziedzinach obyczajowych. To najsilniejszy argument w ręku tych, którzy się sprzeciwiają poszerzeniu kompetencji UE - dodaje poseł.

Wszystkie wysiłki europejskiej lewicy (europejskiego żydostwa, jest to bliższe prawdy - PRP) noszą znamiona swoistej "świętej wojny", która polega na tym, że tam, gdzie funkcjonują zasady "oświecone", sytuacja ma nie ulegać zmianie (lub być utrwalana), zaś społeczności wyznające tradycyjne zasady muszą się zgadzać na narzucane z zewnątrz "postępowe standardy". (...) Nasz Dziennik (7 maja 2007)

------------------------------------------------------------------------------------------------

Cezary Rozwadowski 8 maja 2007

KOALICJA W CIENIU BLIDY

Właśnie „stuknął roczek” trwania koalicji PiS-Samoobrona-LPR. Koalicja ma się dobrze, można powiedzieć iż „dotarła się” i nie zgrzyta tak jak na początku; wroga opozycja, jak zwykle szczeka i pluje emanując ze swych cuchnących trzewi ustami różnych Olejniczaków, Tusków, Kaliszów czy Niesiołowskich, lawę ogólnikowych epitetów a raczej wyzwisk. Coraz bardziej widać że ani PO ani SLD w zasadzie nie może ‘ugryźć’ koalicji rządzącej mimo koncentrycznych ataków.

Niczego nie wskórała odmowa złożenia oświadczenia lustracyjnego przez Geremka a także Mazowieckiego, jak też pożądana wielce jego rezygnacja z członkostwa w kapitule Orderu Orła Białego. W ramach protestu wobec lustracji, zamierza zrezygnować z tego członkostwa także obrzezany „Polak” - Bartoszewski. Co prawda w tej kapitule pozostał tylko A. Gwiazda, który w odpływie potencjału intelektualnego poparł ekologów GW w Dolinie Rospudy. Być może, że obecny Prezydent uzupełni skład kapituły Polakami a nie Żydami – czas najwyższy!.

Nie rzucił rządu polskiego na kolana wyrok Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, zarzucający Polsce dyskryminację pederastów. Nagłośniona przez media odmowa podpisania przez min Giertycha deklaracji końcowej 22 Sesji Stałej Konferencji Ministrów Edukacji Rady Europy. A rząd PiS-SamoobronaLPR, trwa jakby nigdy nic.

Szczególnie ta ostatnia informacja jest warta skomentowania. Chodzi o wslny dla Europy podręcznik historii czyli napisanie historii na nowo, pod dyktando żydoliberałów i masonów. Jak wiadomo każdy naród kreował swoją historię sam i tylko on może ją opisać. Tym bardziej że najczęściej historia każdego, rodziła się w opozycji do sąsiednich narodów. A teraz ci najbardziej winni tragicznych losów całych państw i narodów, czynią „podchody” abyśmy pozwolili napisać naszą historię, ręką byłych wrogów czyli w praktyce abyśmy my Polacy zapomnieli o swej historii. Znów choć krótkotrwały ale głośny wrzask podnieśli „eurojełopy” i żydowskie popłuczyny.

A koalicja rządząca - trwa. I mimo że osobiście nie widzę rzucających się w oczy sukcesów ale kilka ich jest. Jednak te właśnie sukcesiki, choć cząstkowe, każą mi życzyć tej koalicji „trzech”, dalszego trwania. Nawet wplątywanie się w awanturę wojenną amerykańskich syjonistów, mogę jakoś przeboleć. Gdyby rządziła PO czy SLD, byłoby to samo (to przecież oni wysłali nasze WP do Iraku). Muszę przeboleć i partaczenie poszczególnych, niezbędnych dla Polski przedsięwzięć, rozpoczynanie ważnych działań z orkiestrą a kończenie po cichu w połowie „rozbabranych”. Muszę „póki co” przeboleć „oskubywanie” najsłabszych ekonomicznie warstw społeczeństwa na rzecz budżetu czyli na rzecz luksusu rządzenia (ale to pewnie skończy się wyborczym krachem, wyborców pozyskać trudno ale stracić bezpowrotnie - łatwo).

Najbardziej jednak doskwiera mi niesolidność „koalicyjnej trójki”, szczególnie niesolidność PiS. Niedotrzymywanie termiw, niepunktualność zapowiadanych na cały świat przedsięwzięć - sygnalizują to co następuje później. Niechlujność i nieprecyzyjność rządowych projektów ustaw, wymuszające robione „na kolanie” nowelizacje, które i tak niczego na lepsze nie zmieniają. Ot chociażby nie poparty sankcjami, obowiązek stawiania się oraz zeznawania, przed sejmową komisją śledczą. A Oleksy odmówił i co? I nic, czeka go kara porządkowa, pewnie ze sto złotych. I to właśnie nazywa się „bezchołowie” czyli nikt nic nie musi. Gdyby Oleksego zamiast prosić, przyprowadzono przed oblicze komisji „z nosem przy podłodze”, reszta świadków stawiała by się na wezwanie 15 min przed przesłuchaniem. Mój Brat mawiał: „lepszy bity niż proszony”. Trudno odmówić mu racji.

Teraz PiS, bierze się za „deubekizację” czyli odebranie przywilejów byłym kadrowym pracownikom Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej PRL. Treść propozycji nie jest jeszcze publicznie znana ale boję się że znów coś zostanie „niedorobione” i skończy się na wielkim strachu UB-ków. Już dziś lider SLD, Olejniczak zapowiada odwet za deubekizację. Pewnie wypróbowanym zwyczajem „żydokomuchów”, kto nie będzie należał do SLD nie dostanie pracy [jak za PRL]. A może by tak koalicja rządząca już wzięła odwet za zapowiadany odwet na koalicji? A nawet jeśli uda się odzyskać pieniądze z wysokich emerytur byłych UBków, to i tak nie zasilą one funduszy emerytalnych a pójdą zapewne do budżetu i zostaną wydane na kancelarię Prezydenta albo na prowadzenie biur poselskich (czego domaga się A. Lepper).

To znów minister kultury - Ujazdowski, proponuje likwidację pomników (symboli) zniewolenia przez ZSRR. To też niezbyt podoba się niektórym [mnie też]. Kamienie są świadkami historii, nawet tej przykrej dla nas i nie można rozwalać wszystkiego, co naszemu pokoleniu się nie podoba. Świat nie przestanie istnieć gdy nasze pokolenie wymrze, i nie chciałbym aby potomni oceniali nas jak niszczycieli Biblioteki Aleksandryjskiej.

Może by tak obok pomników naszego upokorzenia, stawiać pomniki naszej chwały (jeśli mamy czym chwalić się) a później wycieczkom szkolnym pokazywać i jedne i drugie z odpowiednim komentarzem. Obawiam się aby z tego nie wyszła znów jakaś „szopa”. Jeśli mamy wywalać na śmieci pomniki naszego upokorzenia to dlaczegóżby nie zrównać z ziemią Cytadeli Warszawskiej, carskiej cerkwi obok pomnika „Czterech śpiących”, Huty im Lenina czy KL Auschwitz. A jeszcze mogę podpowiedzieć Urbańskiemu, że w pewnej miejscowości stoją obeliski ku czci żołnierzy z I wojny światowej i rosyjskich i niemieckich.

Ale wszystko to dzieje się w cieniu rozdmuchanego przez wrogą opozycję i jej media do problemu nr 1 samobójczej śmierci Barbary Blidy, byłej posłanki SLD i byłej minister budownictwa. Akt ten stał się sygnałem do ataku na dokonującej zatrzymania B. Blidy - Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), min. Wassermana, min. Ziobrę i całego rządu. Zażądano nawet z powodu tego samobójstwa, powołania nadzwyczajnej sejmowej komisji śledczej jakby to miało jakieś znaczenie dla kraju.

Nie wdając się w mniej lub bardziej przekonywujące argumenty obrony funkcjonariuszy państwa, należy przytoczyć kilka faktów związanych ze śmiercią B. Blidy.

Fakt 1. Zatrzymanie B. Blidy o godzinie 6 rano odbywało się równocześnie z kilkunastoma innymi zatrzymaniami osób zamieszanych w „aferę węglową” (dla uniemożliwienia komunikacji między zatrzymanymi).

Fakt 2. Prokuratura zamierzała denatce postawić zarzuty wręczania łapówek (pośrednictwo w ich wręczaniu) oraz przyjęcia łapówki w wysokości ok. 500 tys zł.

Fakt 3. W momencie zatrzymania, denatka poprosiła o możliwość skorzystania z łazienki po wejściu do której zraniła się śmiertelnie z własnej broni (ekspertyza śladów prochu, wykluczyła udział w tym czynie osób trzecich).

Fakt 4. Nie jest znane miejsce przechowywania broni oraz przyczynę że była ona załadowana i odbezpieczona. Ładowanie broni (charakterystyczny trzask) nie mógłby ujść uwagi funkcjonariuszce ABW, towarzyszącej denatce przez uchylone drzwi.

Fakt 5. Strzału nie słyszeli funkcjonariusze ABW, dokonujący przeszukania (poszukiwane dokumenty odnaleziono tego samego dnia po południu), słyszał go natomiast mający problemy ze słuchem, mąż denatki.

Fakt 6. W wywiadzie dla Rzeczpospolitej mąż B. Blidy, przyznał że groziła ona samobójstwem „jeśli po nią przyjdą”. Przyszli, ale mąż ani tego nikomu nie powiedział ani nie zapobiegł wejściu denatki do łazienki.

Fakt 7. Nim upłynęła doba od śmierci B. Blidy, jej mąż ustami swego pełnomocnika mec Leszka Piotrowskiego, zapowiedział żądania od ABW wielomilionowego odszkodowania za samobójstwo jego żony (to dopiero tupet).

Fakt 8. Mec Piotrowski znów zapowiada zaskarżenie do sądu prokuratury która rzekomo nie udostępnia mu żądanych dokumentów. Mecenas daje tym samym do zrozumienia że jest stroną w sprawie. Jest bowiem oczywistym że swoją wiedzą o niejawnych informacjach podzieli się z kim trzeba i wykorzysta dla ukrycia prawdy, sam nie informując nikogo co zamierza.

Wniosek 1. Człowiek który nie ma nic na sumieniu nie popełnia samobójstwa z powodu fałszywego oskarżenia.

Wniosek 2. Mąż denatki był zainteresowany spełnieniem groźby samobójczej przez B. Blidę i nie usiłował temu zapobiec.

Wniosek 3. Samobójstwu mafiozy, nie zapobiegłoby ani FBI ani KGB.

Wniosek 4. Samobójstwo B. Blidy jest „na rękę” mocodawcom i „żołnierzom” mafii węglowej. Już siedzi b. SLD-owski minister Szarawarski.

A koalicja mimo ataków wrogiej opozycji oraz widocznych potknięć i lekceważenia wyborców, jakoś trwa.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

W zamieszczonym poniżej artykule ks. profesora Czesława Bartnika - ze względu na obszerny materiał i ograniczoną pojemność biuletynu - redakcja dokonała skrótów.

POLSKA REFLEKSJA WIELKOPIĄTKOWA

CZĘŚĆ II (ostatnia)

Nie rozumiemy, dlaczego tuż po brutalnej nagonce na duchowieństwo rozwija się coraz szerzej nagonka na świat lekarski. Podli ludzie zaczynają wykorzystywać jakieś błędy w prawie i w praktyce służby zdrowia. Nagle ożyła obsesja na punkcie nie tylko łapówek przyjmowanych przez lekarzy, ale i atakowanie ich rzekomej niekompetencji zawodowej lub błędów. Jeśli lekarz nie chce zrobić operacji bez łapówki, to jest przestępstwo. Ale zdarzają się często zwykli szantażyści i ludzie "szurnięci", jakich jest w dzisiejszej cywilizacji coraz więcej. Zdarzają się idioci, którzy uważają, że danie kwiatów lekarzowi po udanej operacji to łapówka, a cóż dopiero mówić o koniaku. Nawet gdy zdarzają się inne podarunki, to nie można zakuwać lekarza publicznie w kajdanki bo to jest również przestępstwo adzy wobec społeczstwa. Lekarze przestają robić operacje lub w ogóle leczyć. Coraz więcej ich ucieka za granicę. A szpitale pustoszeją. Coraz więcej ludzi nieleczonych umiera. Jak tak może być? Czy władze nie wiedzą, co to jest szantaż dla zysku, nieraz ogromnego? Szkoda, że nie pytają o doświadczenie nas, księży, którzy bywamy często bez winy szantażowani przez jakąś idiotkę. Wystarczy, że się ksiądz do niej uśmiechnął lub przy "Pan z wami" popatrzył w jej stronę, i już "molestuje". Za dużo jest wśród decydentów ludzi młodych, bez doświadczenia, a przekonanych, że są wszystkowiedzący. Nasze społeczeństwo rujnowane przez amoralny komunizm i teraz przez nihilistyczny liberalizm, robi się coraz bardziej zwilczałe i pieniackie. Wystarczy popatrzeć na SLD i PO. Sama nienawiść oraz żądza władzy i pieniędzy. A w Europejskim Trybunale Praw Człowieka leży już prawie 2 tysiące spraw z powództwa Polaków w sumie na 6 miliardów złotych, które zapłaci Polska. Liberalizm odbiera zmysł moralny. Ja myślę, że np. taki pan Jan Kulczyk, gdyby był hospitalizowany - daj mu, Boże, sto lat zdrowia! - to powinien dać 100 tys. zł na szpital i na personel.

Ponadto władze państwowe nie mogą wystawiać całego naszego życia prywatnego i publicznego na żer dziennikarzy, którzy zarobkują na ludzkim nieszczęściu i na sensacjach bez dowodu, we wszystkim wydają wyroki, nieodwołalne i nieomylne. Tak nie może być. Robi się dżungla. Tak dłużej nie można żyć w Polsce. Robi się jeden wspólny łagier, gdzie dziennikarze, często nieobiektywni, są strażnikami i dozorcami. Praktyka rządów dziennikarskich przyszła do nas z niskiej subkultury amerykańskiej. Naszą tradycją są rozwaga, mądrość, życzliwość i prawda. W najgorszej sytuacji są u nas katolicy, poza Medium Toruńskim, mocno zwalczanym przez różne męty, nie mamy mediów ogólnopolskich i mocnych. My nie pozwolilibyśmy na stwarzanie atmosfery szczucia, zastraszania, mordowania medialnego, szerzenia nienawiści i niszczenia duchowego Polski. Rzeczywiście, może być coś z prawdy w tym, że inżynierowie nowej Europy chcą sprowadzić liczebność Polaków tylko do 16 milionów. Chyba i służba zdrowia idzie po tej linii. W każdym razie musi przyjść silna, porządkująca ingerencja władzy, gdyż dziś cała sytuacja niezadowolenia idzie na konto panów Kaczyńskich oraz PiS, no i częściowo na całą koalicję. A my postawiliśmy na ten rząd i na tę koalicję jako wyjątkową szansę dla Polski.

Wydaje się, że władze na wszystkich szczeblach nie mają kadr. Dzieje się tak zwłaszcza na szczeblu centralnym. Wszyscy wszystkiego się dopiero uczą. W niektórych sprawach nie są wykorzystywani wybitni uczeni, profesorowie i eksperci katoliccy (zdanie T. Gerstenkorna, A. de Latoura, J.R. Nowaka). Bierze się często ludzi przypadkowych lub tylko znajomych. Wprawdzie typowi profesorowie bywają nieżyciowi, wąskoaspektowi, szkoda im czasu na praktykę, ale ogólnie są mądrzy, etyczni i logiczni. Nie można zaś patrzeć na tak wielu nieudaczników lub oszołomów występujących w telewizji. Telewizja lubi takich brać, bo oni normalnego człowieka drażnią i jest atrakcja. Biorą takich dyżurnych co to na wszystkim się znają i wszystko wiedzą nieomylnie. I tacy wywodzą się zwykle z tradycji marksistowskich, a dziś liberalnych. Obawiam się, że i ośrodek prezydencki, i rządowy nie nawiązują kontaktów z uczonymi katolickimi, naprawdę biegłymi w naukach społecznych, prawnych, politycznych i gospodarczych.

Zorientowałem się w tej chwili, że na Wielkanoc nie mówiłem o rzeczach pozytywnych. Ale miało to być rozmyślanie wielkopiątkowe o grzechach i ich odkupieniu. Zresztą, gdy się wydobędziemy z większego zła, wtedy dopiero Polska naprawdę zmartwychwstanie.

Ksiądz prof. Czesław Bartnik Nasz Dziennik, 7 kwietnia 2007

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Cezary Rozwadowski – 29 kwietnia 2007

DEMOKRACJA - ALE JAKA?

Słowo „demokracja” zawiera w sobie pozytywne skojarzenia - upchnięte przez lata propagandy w nas jak w worku. Wiadomo że demokracja to „władza ludu” a lud rządząc sam sobie krzywdy nie wyrządzi, tak rozumuje lud i wyrządza sobie krzywdę bo demokracja, jeśli nie jest wypełniona demokratycztreścią jest tylko pustym sloganem. Niestety wszystkie siły wsłczesnych demokracji, wykorzystywane są nie w celu służby „ludowi” a w celu utwierdzenia „ludu”, jakoby samo słowo „demokracja” rozwiązywało wszystkie jego problemy. „Demokracja” - hasło, które jako zwykłe narzędzie, podniesiono do rangi bóstwa. Dzisiejsi „obrońcy demokracjisą gotowi uśmiercić każdego, kto odważy się nie stosowzasad ich zdegenerowanej demokracji. A z demokracją jest jak z istotą ludzką, może być biały lub czarny, zły lub dobry, życzliwy lub wrogi, prawdomówny lub łgarz, uczciwy lub oszust. Nie pytajmy więc czy ktoś jest istotą ludzką, którą mamy obowiązek tolerować, pytajmy jaką jest istotą. I dokładnie jest tak samo z demokracją, nie pytajmy czy jest to demokracja, pytajmy jaka to demokracja, której odcieni jest mnóstwo a w tym i te które są pustym dźwiękiem (jak np. demokracja ludowa).

Ludzkość ma do czynienia z demokracją już 2,5 tysiąca lat a w tym czasie przewinęło się przez „ziemski padół” tysiące a może i setki tysięcy różnych tęgich głów, lecz żaden z nich nie spisał reguł demokracji. Dlaczego? No bo nie miał kto tego zrobić, lud nie mógł tego zrobić bo nie miał czasu, zajęty staraniem o utrzymanie się przy życiu, natomiast rządzący „demokraci”, nie byli zainteresowani formułowaniem zasad, które musieliby respektować. I tak zostało do dziś, demokracja oznacza amatorszczyznę, prowizorkę, improwizację „robioną” przez tych których ona do władzy wyniosła a którzy zasady demokracji ustalają na kolanie dla doraźnych potrzeb.

Gdy patrzę na nasz system polityczny który umownie nazywa się demokracją, wydaje mi się, że po to by spełniał on kryteria demokracji, należałoby sporo zmienić (co oczywiście wymaga rewolucji ale bez gwarancji że ona to zmieni). Dla zmian pozostaje droga wymuszania na elitach politycznych, pod groźbą klęski wyborczej, cząstkowych zmian w stronę demokracji, przy oczywistym ich wściekłym oporze.

Gdybym był Harry Poterem, przy pomocy czarodziejskiej sztuczki, natychmiast we wszystkich sitwokracjach, dokonałbym radykalnych zmian najpierw w społeczeństwach, aby zaczęli widzieć sprawy publiczne takimi jakie one są a nie jakie im wmawiają tym zainteresowani. W drugim etapie oświeciłbym wszystkich matołów, ze społecznych dołów, że ich los osobisty zależy głównie od stanu spraw publicznych, aby nie grzeszyli więcej mówiąc „...a mnie to wszystko jedno kto rządzi ...”. W trzecim etapie, nocą z soboty na niedzielę (to najlepszy czas na zmiany, kiedy „narodek śpi pijany”), naniósłbym następujące zmiany we wszystkich egzemplarzach aktów normatywnych:

- Wykreśliłbym wszystkie wzmianki o krajowych listach wyborczych. Cóż to za demokracja gdy wyborcy głosują a wyborów dokonują szajki partyjne, umieszczając na listach zwycięzców osoby które nigdy w bezpośrednim głosowaniu mandatu nie uzyskałyby. Wmawiane wyborcom bajki o rozdrobnieniu Sejmu, uniemożliwiającym rządzenie jest problemem rządzących a nie wyborców, po to są wybierani aby umieli rządzić. Za to, polepszyłaby się reprezentatywność władzy ustawodawczej;

- Wykreśliłbym wszelkie ślady o innych metodach przeliczania głosów wyborczych na mandaty (d’Hondta, Sainte - Lague’a), preferujące w mniejszym lub większym stopniu kliki partyjne. Wprowadziłbym obowiązek przeliczania głosów na mandaty w sposób bezpośredni - mandaty uzyskiwaliby kandydaci, którzy otrzymali największą ilość głosów. Później dopiero, przyznawaliby się oni do przynależności partyjnej;

- Uwolniłbym ordynacje wyborcze od potrzeby sztucznego ustalania „progów wyborczych” (które straciłyby rację bytu), stanowiących idealny materiał do manipulowania demokracją;

- Zapisałbym wymóg, dopuszczenie kandydatów do startu w wyborach pod warunkiem pełnego ujawnienia i upublicznienia wszystkich danych o sobie, w tym o jego stanie rodzinnym, narodowości, wyznaniu, poglądach w sprawach moralności, i poglądów politycznych i posiadanym majątku;

- Zapisałbym także wymóg, dopuszczenie kandydatów do startu w wyborach, pod warunkiem pełnego ujawnienia i upublicznienia zaświadczenia o poczytalności, wyniku testu IQ* i ogólnego stanu zdrowia (kierowca który może zabić 1-2 osoby, musi przejść badania a polityk, który może uśmiercić tysiące, jest zwolniony od tego);

- Umieściłbym w konstytucjach zapis o obligatoryjnym rozpisywaniu ogólnokrajowego referendum na wniosek 100 tysięcy obywateli lub 100 parlamentarzystów, uchwały Sejmu, Senatu lub na wniosek Prezydenta. A wnioskodawcy przyznałbym prawo sformułowania pytania referendalnego. Referenda mogłyby zawierać pytania innych wnioskodawców i mogłyby odbywać się dwa razy w roku. Przy oszczędnościowym trybie przeprowadzenia, koszty referendów byłyby mniejsze niż koszty nieodpowiedzialnych polityków;

- Decyzje w sprawie dysponowania majątkiem narodowym, zawierania sojuszy wojskowych i politycznych, ingerencji w sprawy wewnętrzne innych państw, wstępowania w stan wojny itp. decyzje skutkujące przyszłościowo poza czas kadencji, przypisałbym obligatoryjnie Narodowi do rozstrzygnięcia w referendach;

- Wykreśliłbym zapisy dające przywileje jednym obywatelom odmawiające ich innym, takich jak immunitety parlamentarzystów (z wyjątkiem, zapewnienia ochrony z tytułu słów wypowiedzianych w parlamencie), immunitety sędziów i prokuratorów. Pojęcie samochodu służbowego, telefonu służbowego, diet, prawa korzystania ze specjalnej opieki zdrowotnej, ośrodków wypoczynkowych, podróży zagranicznych z funduszów organów państwa i innych. Oczywiście wyjątek stanowiłyby np. pojazdy jako narzędzie wykonywania obowiązków jak w policji i wojsku. Poseł może jeździć własnym pojazdem lub publicznymi środkami lokomocji.

- Zlikwidowałbym formację ochrony rządu (u nas BOR) zaś ochronę osobistą, na zlecenie sądu realizowałaby policja. Rządzący winni tak sprawować swą funkcję aby nie bać się rządzonych i mieć taką ochronę jaką zapewniają wszystkim obywatelom. W konstytucjach umieściłbym zapis o obligatoryjnym godzinnym spacerze prezydenta, premiera i ministrów, pieszo bez żadnej ochrony raz w roku przez centrum stolicy, po trasie liczącej minimum 4 km;

- Zapisałbym możliwość odwołania w ogólnokrajowym referendum prezydenta, premiera, ministrów, sędziów trybunałów, RPO, prezesa NBP oraz każdego funkcjonariusza adz centralnych a w referendach terenowych funkcjonariuszy terenowych, tak mianowanych jak i z wyboru;

- Zapewniłbym wszystkim obywatelom wolność słowa ale i surowe sankcje w trybie przyspieszonym za jej nadużycie (głoszenie nieprawdy). Sankcje obejmowałyby tak autorów kłamstwa, jak i publikatora, który takie kłamstwo rozpowszechnia;

- Koncesję na działalność medialną zapewniłbym tylko tym środkom masowego przekazu, które zobowiążą się do przekazywania informacji prawdziwych, zapewnią, że nie będą szkalowały Polski, narodu polskiego i nie będą godziły w jego interesy a także zobowiążą się do uwidoczniania w swych czołówkach rzeczywistego właściciela medium.

- Zapisałbym w konstytucjach bezpośrednią odpowiedzialność państwa za zdrowie i życie obywateli, zaopatrzenie emerytalno-rentowe oraz ich kształcenie, bez możliwości scedowania tego obowiązku na inne podmioty;

- W miejsce Rzecznika Interesu Publicznego, ustanowiłbym instytucję - Rzecznika Obywateli Poszkodowanych i Skrzywdzonych w Rzeczypospolitej. Instytucji tej poza tropieniem skarg konstytucyjnych, przypisałbym przyjmowanie skarg obywateli oraz instrumenty prawne do naprawy szkód i krzywd spowodowanych nie tylko przez organa państwa ale też przez inne osoby prawne;

- Wpisałbym jako jedną z racji istnienia państwa jego bezpośrednią odpowiedzialność za obronność, porządek publiczny i bezpieczeństwo obywateli i ich mienia, bez możliwości scedowania tych obowiązków na inne podmioty;

- Umieściłbym w kodeksach karnym i wykroczeń sankcje, będące tamą do traktowania przez obywateli swobód demokratycznych jako przyzwolenie na swawolę i samowolę;

- Zobowiązałbym organy państwa do informowania obywateli polskich o zamiarze ich inwigilowania lub podsłuchiwania;

- Wykreśliłbym z kodeksów instytucje przedawnienia przestępstw (przestępstwo pozostaje przestępstwem jeśli nawet pokrzywdzeni nie żyją) i uchylenia aresztu za kaucją (czyli podziału obywateli na „równych i równiejszych”);

- Usunąłbym z kodeksów kategorię tajemnicy handlowej, będącej parawanem dla nadużyć i oszustw;

- Zakazałbym pod wysoką karą uprawiania lobbingu (czyli legalizacji poplecznictwa, korupcji uprzywilejowania bogatych prawem podporządkowywania sobie prawa kosztem większości;

- Rozszerzyłbym uprawnienia Najwyższej Izby Kontroli do sprawdzania wszystkich podmiotów na obszarze kraju, bez względu na tytuł własności;

- Określiłbym górną granicę bogacenia się, które jest najprostszą drogą do prywatyzacji demokracji czyli jej unicestwienia. Nadmiar pieniądza jest źródłem władzy a chęć posiadania ich nadmiaru demoralizuje.

- Określiłbym precyzyjnie obowiązki i uprawnienia opozycji.

- Dokonałbym jeszcze kilkudziesięciu, a nawet i kilkuset zmian typu „likwidacja odpraw pieniężnych dla funkcjonariuszy wyboru, itp.

Oczywiście nie roszczę sobie prawa do tych wymienionych zmian, albo traktowania powyższego katalogu, jako prawdy objawionej. Pełną listę niezbędnych zmian, może jedynie dać suma pomysłów na demokrację wszystkich demokratycznie rządzonych w przeciwieństwie do „demokratycznie rządzących”, którzy by to „spaprali” po swojemu. A może znajdzie się jakiś „niepospolitak” wśród „pospolitaków”, który spisze na kamiennych tablicach (chodzi o analogię do trwałości zapisu Dekalogu), „katechizm demokracji”. Oj dzisiejszym demokratom, zadających ludziom śmierć „w imię demokracji”, byłoby łyso gdyby jakiś uznany autorytet „z ludu”, obnażył ich „czyny i rozmowy” jako antydemokratyczne.

*-IQ współczynnik inteligencji

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Prof. Jerzy R. Nowak

POLSKA A UNIA EUROPEJSKA

CZĘŚĆ I

Problem stosunków z Unią Europejską staje się coraz bardziej kluczowy dla przyszłości Polski. Stąd tak ważne jest spoglądanie na nie w sposób obiektywny i rzeczowy, bez propagandowych upiększeń którymi częstuje nas przeważająca większość mediów. A ostatnie propozycje UE w sprawie bezpośrednich dopłat dla rolników wyraźnie pokazały jak Unia chce realizować swoje interesy wobec krajów kandydujących. Jest to prawdziwie alarmowy sygnał dla Polaków, ażeby wreszcie przestali żyć iluzjami na temat rzekomego unijnego eldorado. A także, aby zaczęli postrzegać stosunki z Unią według jedynego uzasadnionego kryterium - rachunku zysków i strat. Tak jak to robią Czesi, Węgrzy i Słowacy.

Aby ułatwić przyszłe dyskusje wokół jakże trudnych dylematów dotyczących stosunków Polski i UE proponuję uważne przeanalizowanie postawionych przeze mnie 21 pytań pod adresem bezkrytycznych euroentuzjastów. Daję w tym kontekście również 21 moich odpowiedzi z nadzieją, że mogą one się przysłużyć do sprowokowania dalszych dyskusji na ten temat. I to zarówno na łamach "Naszego Dziennika", jak i na różnych innych forach dyskusji wokół UE. Stawiając te pytania i odpowiedzi, nie ukrywam swego zaniepokojenia dotychczasowym stanem naszych negocjacji z UE. Obawiam się bowiem, że w tym kontekście aż nadto prawdziwe jest stwierdzenie Jerzego Kropiwnickiego, b. min. rządu Buzka. Już parę lat temu w jednym z wywiadów na temat stosunków Polski z Unią Europejską powiedział: Znaleźliśmy się w takiej sytuacji jak łatwowierna dziewczyna w przedwojennych romansach, która, dając przed ślubem to co powinna dać po ślubie, straciła zainteresowanie partnera. Prezentowane w moim tekście dane faktograficzne świadomie oparłem w głównej mierze na informacjach podawanych w książkach polskich autorów prounijnych w tekstach zachodnich ekonomistów, publikacjach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej czy Trybuny. Utrudni to próby podważania wynikających z nich szokujących wniosków poprzez dezawuowanie ich jako rzekomo tendencyjnych uogólnień prawicowych eurosceptyków. Warto w publicznych debatach przytoczyć prounijnym panegirystom bardzo niewygodne dla nich dane, zamieszczane w najbliższych im ideowo mediach.

1. Czy prawdą jest że w ciągu kilkunastu lat po 1989 r. biedna Polska faktycznie "obdarowała" kraje Unii Europejskiej jednostronnymi korzyściami w sferze gospodarczej? - Zrobiliśmy to na wiele sposobów. Przede wszystkim poprzez oszukańczą "prywatyzację” ze szkodą dla Polski, tj. sprzedaż za bezcen zagranicznym biznesmenom jakże wielu cennych polskich przedsiębiorstw. Nie słuchano ostrzeżeń wybitnych zagranicznych ekonomistów, wypowiadanych już na początku tego tak fatalnego dla Polski procederu. Przypomnę, że jeden z najwybitniejszych ekonomistów amerykańskich John Kenneth Galbraith już w 1991 r. ostrzegał na łamach wrocławskiej ‘Odry’ [nr 2 z 1991 r.] przed wyprzedażą przemysłu w ręce zagraniczne, mówiąc: "Jestem za inwestycjami zagranicznymi. Ale niedawno spotkałem kogoś, kto właśnie wrócił z Polski i kto ma nadzieję, że w ciągu 4-5 lat znaczna część przemysłu polskiego zostanie przejęta przez Niemców i Amerykanów [czytaj, Żydów z Niemiec i USA - PRP]. Uważam to za nadzwyczaj głupie. Polski przemysł musi być własnością Polaków i być zarządzany przez Polaków". Galbraith krytycznie oceniał również naiwną wiarę w Polsce w różnych, masowo odwiedzających nasz kraj, doradców z Zachodu, twierdząc, że "tacy doradcy potrafiliby doprowadzić do bankructwa nawet Stany Zjednoczone". Podobne ostrzeżenia przed wyprzedażą przedsiębiorstw polskich w ręce zagraniczne wypowiadał laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii prof. Milton Friedman w wywiadzie dla miesięcznika "Res Publica" (nr 10 z 1990 r.). Friedman powiedział tam m.in.: "Kolejna sprawa dotyczy wysuwanych często sugestii, aby sprzedać przedsiębiorstwa cudzoziemcom. Ponieważ, nie wydaje się, by rząd polski sprzedać mógł Polakom Stocznię Gdańską, huty i inne wielkie przedsiębiorstwa po realnych cenach, ludzie powiadają, żeby sprzedać je cudzoziemcom. Uważam, że byłby to błąd. Po pierwsze, moglibyście je sprzedać tylko po bardzo niskich cenach, niemal za nic. Kto by na tym skorzystał...? Głównie cudzoziemcy, nie Polacy. Po drugie, sytuacja, w której duża część podstawowych środków produkcji danego kraju znajduje się w rękach cudzoziemców, jest na dłuższą metę politycznie nie do zaakceptowania. Pamiętajcie jedno: cudzoziemcy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Cudzoziemcy powinni mieć pełną swobodę inwestowania w Polsce, ale tylko wtedy, gdy będzie to w interesie Polski (...)". Już w 1992 roku były dyrektor PWN Adam Bromberg, emigrant z 1968 r., od dziesięcioleci przebywający na Zachodzie, ostrzegał: "Aniśmy się nie spostrzegli i któryś tam rok z kolei POMAGAMY Zachodowi". Nader wymowne w tym kontekście były oceny wypowiadane ku zaskoczeniu publicysty z "Gazety Wyborczej" (nr z 4 stycznia 2000 r.) przez udzielającego mu wywiadu Macieja Olexa-Szczytowskiego wchodzącego w skład grupy Dresdner Bank, drugiej co do wielkości kapitału niemieckiej instytucji finansowej, odpowiedzialnej za współpracę z największymi klientami na terenie Europy Środkowej i Wschodniej. Stwierdził on wprost, że przez nazbyt pochopnie prowadzone prywatyzacje, podarowaliśmy zagranicznym inwestorom "od pięciu do siedmiu miliardów dolarów". (Liczni ekonomiści, w tym profesor Kazimierz Poznański, oceniają że podarowaliśmy Zachodowi wielokrotnie większą sumę). Na próżno główny ekspert ekonomiczny "Gazety Wyborczej" Witold Gadomski próbował przekonać rozmówcę z Dresdner Bank, że w ogóle nie istnieje coś takiego jak "kapitał narodowy", tożsamość narodowa, etc. OlexSzczytowski z Dresdner Bank, a więc "Europejczyk", cierpliwie tłumaczył ekspertowi "Wyborczej" jak dziecku, że trzeba stawiać przede wszystkim na polskie, dobrze prosperujące firmy, że nie każda sprzedaż polskich firm inwestorom zagranicznym się opłaca, choćby nawet czasowo łatała luki w budżecie. Według Olexa-Szczytowskiego - "Nie wszyscy inwestorzy są zainteresowani rozwojem w Polsce technologii i nowoczesnej produkcji”. Wielu z nich kupuje polskie przedsiębiorstwa tylko po to, by uzyskać dostęp do rynku. A na dłuższą metę działa to niekorzystnie na strukturę polskiej gospodarki, choćby przyczyniając się do powstawania deficytowego bilansu handlowego (...) nie jest także prawdą, że nie mamy innego wyjścia jak tylko sprzedawać kluczowe firmy inwestorom zagranicznym którzy przejmą nad nimi całkowitą kontrolę [...]. W kraju o rozmiarach Polski, znacząca część dużych, prężnych firm powinna mieć narodową tożsamość. Te firmy powinny mieć tu swoją centralę i polski zarząd. Prawie wszystkie firmy inwestujące globalnie mają narodową... tożsamość. Blisko centrali, w rodzinnym kraju wydaje się więcej na rozwój produkcji, inwestuje w najnowsze technologie, stwarza się więcej miejsc pracy, tworzy się większą wartość dodatkową, płaci się więcej podatków niż na peryferiach (...). Inwestor zagraniczny często, wbrew pozorom, nie udoskonala polskiej firmy, podnosząc ją do najwyższego poziomu światowego. Polska firma po przejęciu przez takiego inwestora traci wpływ na swój rozwój. Nigdy też nie będzie mogła inwestować za granicą i eksportować z Polski do własnych spółek zależnych. Ze stu największych polskich firm przeszło 40% zysku netto jest własnością zagranicznych inwestorów strategicznych. Jeśli uwzględnić wielkie firmy przeznaczone na sprzedaż takim inwestorom (np. Telekomunikację Polską), to szybko proporcje te osiągną 75%. W ten sposób stajemy się gospodarką peryferyjną. Znaczący wpływ na wzrost gospodarczy ma narodowe morale gospodarcze (...). Dobrze prosperujące firmy dadzą Polakom zaufanie we własne siły, zachęcą największe talenty do pozostania w kraju. Historia gospodarcza nie zna kraju o średnich rozmiarach i 40-milionowej ludności, tak szybko zdominowanego przez strategicznych inwestorów zagranicznych. Owszem, kraje małe jak Estonia czy nawet Węgry lub Czechy, mogą sobie na to pozwolić. Te kraje świadomie - jak Węgry - wybrały rolę podwykonawców. Ale Polska jest na to zbyt dużym krajem. Możemy podjąć z zagranicznymi koncernami skuteczną konkurencję (...). Firmy były sprzedawane głównie inwestorom zagranicznym po to, by zasilić budżet. Nie brano w wielu wypadkach pod uwagę miejsca firmy czy całej branży w gospodarce, w międzynarodowym podziale pracy (...). Czy należało sprzedać inwestorom zagranicznym wszystkie cementownie i znaczące firmy z branży spożywczej? (...) Dominacja kapitału zagranicznego branżowego w bankach kraju wielkości Polski budzi niepokój [...]. Niektóre polskie firmy a nawet całe branże, mogą mieć problemy z uzyskaniem kredytu. Np. przemysł rolnospożywczy, samorządy, małe firmy, sektor tzw. hightech, firmy dokonujące restrukturyzacji, wielkie projekty inwestycyjne, np. autostrady. Problem polega na tym, że w banku, który jest w gruncie rzeczy tylko oddziałem banku zagranicznego, decyzje dotyczące większych projektów podejmowane są poza granicami, często bez właściwego rozeznania sytuacji". Prawdziwie druzgocący dla Polski okazał się ujemny bilans w wymianie handlowej z UE, szczególnie fatalny w sferze wymiany produktów rolnych. Pomimo że szumnie zapowiadano, iż porozumienie z UE dotyczące okresu poprzedzającego wejście do Unii miało faworyzować Polskę, to faktycznie, jak akcentował wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa, eksport polskich produktów rolnych w latach 1990-99 wzrósł tylko o 1/5, podczas gdy eksport UE do Polski zwiększył się o ok. 600%. Stało się tak dzięki ciągłemu subsydiowaniu eksportu unijnych produktów do Polski w warunkach, gdy polskie rolnictwo zostało bez pomocy i ochrony. Znamienna w tym kontekście była wypowiedź Mariana Brzóski, wicedyrektora biura europejskiego FAO (Światowej Organizacji Żywności) i sekretarza Europejskiej Komisji Rolnej, a w latach 1993-97 dyrektora departamentu integracji europejskiej w Ministerstwie Rolnictwa. W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" z 7 lutego 2002 Brzóska powiedział: "Myśmy już Unii dali prezent, degradując rolnictwo przez ostatnich 12 lat - 2 mln hektarów wypadło z uprawy, mamy o 3 mln krów mniej, 3 razy mniej bydła opasowego, 12 razy mniej owiec (...). W tej chwili kraje Unii transferują z Polski około 4 mld euro zysków rocznie od kilku lat. Coroczna pomoc Unii to kilkaset milionów euro". Największym prezentem danym przez Polskę Unii Europejskiej jest to, że poprzez skrajne otwarcie się na eksport z UE doprowadziliśmy do ogromnej nadwyżki eksportu do Polski nad importem. W efekcie w Unii Europejskiej powstało około 1,5 miliona dodatkowych miejsc pracy, a Polska straciła ich tyle samo. Nasz Dziennik

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Andrzej Kumor

DUMA I SIŁA

Benjamin Netanjahu, przywódca Likudu i były premier Izraela, wypowiedział kiedyś godne uwagi słowa: "Musicie zwiększyć poparcie dla państwa Izrael, musicie też stać się przywódcami i jako Żydzi podnieść czoło. Musimy być dumni z naszej przeszłości, aby ufnie patrzeć w przyszłość".

Smutno mi że dzisiaj nie słyszę polskich przywódców politycznych wypowiadających się w podobnym tonie. Coraz częściej tzw. społeczność międzynarodowa czy środki przekazu o dużym zasięgu każą się nam, Polakom, tłumaczyć z obrony interesu narodowego, zniekształcają naszą przeszłość, każą przepraszać za domniemane winy poprzednich pokoleń. My mamy dokonywać rachunku sumienia, tymczasem nasi oskarżyciele zazwyczaj wbrew oczywistym faktom stwierdzają: "Nie mamy sobie nic do zarzucenia".

Historia każdego narodu ulega mniejszej lub większej mitologizacji. Jest to zjawisko konieczne dla rozwoju narodowej siły, dla przenoszenia w przyszłe pokolenia narodowej tożsamości. Mitologizacji służy beletryzacja. Do dzisiaj najważniejszymi polskimi opowieściami "tożsamościowymi"Sienkiewiczowskie "Ogniem i mieczem", "Potop" i "Pan Wołodyjowski". Trylogia nauczyła miliony Polaków wspaniałego patriotyzmu; milionom te opowieści, nie do końca zgodne z historycznymi ustaleniami, kładły w głowy piękno, potęgę i wartości tkwiące w polskim imperium siedemnastego wieku; kazały się zastanowić, dlaczego je straciliśmy i co robić, by je odzyskać. Tymczasem obecnie raczej skłania się nas do demitologizacji, rozbiera na czworo włos wzywając do przepraszania za cudze winy, wypłaty odszkodowań, ekspiacji i pokutowania. Odchodzą ostatni bohaterowie dawnych czasów, a my stajemy w obliczu nikczemnego rewizjonizmu; nowej politycznie poprawnej oceny naszej historii, której celem jest duchowe rozbrojenie polskiego narodu; pozbawienie nas efektywnych narzędzi troski o własne interesy, ba, nawet umożliwienie dokonania konkretnych zmian politycznych i społecznych. Postuluje się więc zmianę samej polskiej idei narodowej w imię fałszywej wielokulturowości. Polska - jak niewiele europejskich państw - ma w swej duszy wielkie doświadczenie różnorodności kulturowej. Nasza Ojczyzna wyrosła z wielości kultur. Tymczasem to, co dzisiaj się lansuje to postulat rezygnacji z polskiej kultury, i z chrześcijańskiej cywilizacji, na rzecz dziwnego postmodernistycznego zlepiszcza; kulturowego konglomeratu, w którym główną zasadą jest brak zasad, a główną wartością tolerowanie cudzych wartci. Ta samobójcza idea lansowana jest pod hasłami "zróżnicowania i akceptacji" przez zdrajców i głupców w kraju, który niegdyś słynął "jednością w różnorodności", którego starożytna potęga wyrastała z morza pomniejszych kultur. Jaka różnica? - Otóż my te kultury asymilowaliśmy i nad nimi panowaliśmy. Ludzie tych kultur - poza wyjątkami - wcześniej czy później, stawali się polskimi patriotami, zakorzeniali się w polskim krajobrazie duchowym tworząc szczególne miejsce, gdzie żyło się jak u Pana Boga za piecem, gdzie spichlerze pękały w szwach, a wolność uderzała ludziom do głowy. To była nasza Rzecz Wspólna - Res Publica, państwo będące przedmiotem zazdrości narodów Europy. To także przed tamtymi pokoleniami jesteśmy dzisiaj odpowiedzialni za Polskę. Tamtą siłę można odbudować. Oczywiście nie w starych ramach i nie starymi metodami. Dzisiaj formułą polityczną pozwalającą na odrodzenie środkowoeuropejskiego organizmu politycznego zdolnego odeprzeć nacisk Niemiec i parcie Rosji jest konfederacja narodów Polski, Ukrainy, Białorusi, Litwy, Łotwy, Estonii, a może też Węgier i Rumunii. Patrzmy daleko, patrzmy na 50 lat naprzód. Do tego konieczne jest zdefiniowanie polskiego interesu narodowego i czytelne wskazanie bezpośrednich zagrożeń. Ten zamysł będą torpedowali tradycyjni wrogowie. W imię odpowiedzialności za "starożytną" Polskę musimy odbudować polskie elity odtworzyć ducha narodu. Tego nie robi się słowami, lecz konkretną pracą – tworzeniem polskiego kapitału, budową więzi gospodarczych, organizowaniem siły politycznej, indywidualnym bogaceniem się i przekuwaniem tego bogactwa w zdolność działania wspólnoty (proszę popatrzeć, jak to czyni p. Jan Kobylański w Ameryce Południowej). Potrzebne nam odnowienie polskiej solidarności i braterstwa w Polsce i na całym świecie, we wszystkich polskich koloniach. Jest to wielkie marzenie. Dlatego nie możemy sobie dać kalać przeszłości, nie możemy pozwolić, aby nasze dzieci nie były dumne z Polski, aby czyjaś mitologia budowała obcą siłę - naszym kosztem. Niektórym może wydawać się, że to walka z wiatrakami, że jesteśmy słabi, skłóceni i porozbijani. Tymczasem do tego wielkiego dzieła wystarczy polubić siebie, polubić rodaków, pokochać polską historię i niczym czip wszczepić tę miłość naszym dzieciom. Jest to wielki skarb, który musimy dalej przekazać, a którego depozytariuszami, chcąc nie chcąc, staliśmy się, jako spadkobiercy tysiącletniej Polski. („Goniec” - Mississauga, Kanada (17 marca 2007)

-------------------------------------------------------------------------------------------------

DALSZA KONSOLIDACJA MEDIÓW

W RĘKACH ŻYDOWSKICH

Postępująca konsolidacja rynku medialnego na świecie pokazuje wyraźnie, że poszczególne nitki zbiegają się najczęściej w rękach zaledwie kilku właścicieli. Uważnych obserwatorów nie powinno również zdziwić, że są to z reguły ręce właścicieli żydowskich. Ostatnia megatransakcja na rynku amerykańskim potwierdza ten znany, choć skrzętnie ukrywany stan faktyczny.

Dyskusja na te tematy jest zakazana we wszelkich mediach głównego nurtu z wyjątkiem dyspensy dawanej niskonakładowym pismom żydowskim bądź wybranym dziennikarzom, nie splamionym jeszcze mianem "samonienawidzącego się żyda" czy "żydowskiego antysemity". Jednym z tych, którzy posiadają patent koszerności na wspominanie o tym temacie jest Alex Bremman, znany żydowski dziennikarz piszący do brytyjskiego dziennika The Daily Mail oraz do wydawanego w Londynie najstarszego pisma żydowskiego The Jewish Chronicle. W kwietniu br zamieścił on artykuł -a3de-49b7-a158-0846318b0ffd> pt. "Żydowska rewolucja w amerykańskich mediach" (A yiddishe revolution in America's media), w którym ukazuje stopień ogarnięcia mediów przez wszechwładzę żydowskich właścicieli.

Trwająca przez wiele lat na rynku wydawnictw prasowych pewnego rodzaju rywalizacja pomiędzy protestanckimi założycielami i właścicielami pism, a ich żydowskimi odpowiednikami - zostaje w końcu przerwana. Jeśli takie pisma jak The New York Times, The Washington Post mogą chwalić się swoimi żydowskimi korzeniami, to firma Tribune Company, czyli właściciel dzienników Chicago Tribune, Newsday, Baltimore Sun czy Los Angeles Times, była poprzez swego założyciela Roberta McCormick - konserwatywnego Amerykanina z angielskim rodowodem - tego zaprzeczeniem. Niestety, czasy gdy żydowski sklepikarz czy żydowska dama nie ośmielili się wziąć do ręki wydawnictw McCormicka, dawno minęły. Teraz obserwujemy kolejny etap rewolucji. 2 kwietnia br. dyrekcja Tribune Company oznajmiła o sprzedaży koncernu który przechodzi w ręce żydowskiego multimiliardera Sama Zell. Tribune Company, stary, założony w 1848 r., a dzisiaj największy koncern multimedialny w Ameryce, skupiający 26 stacji telewizyjnych i 16 największych dzienników, klub sportowy Chicago Cubs, firmy dystrybucyjne i reklamowe - sprzedany za kwotę ok. 13 miliardów dolarów, staje się kolejnym elementem dominacji i wyraźnej nadreprezentacji żydowskich właścicieli amerykańskich mediów.

Koncern Tribune Company trafia więc w ręce Sama Zell, syna emigranta z Polski - Berka Zielonki, gdyż ojciec po opuszczeniu Polski na krótko przed wybuchem wojny, zmienił imię i nazwisko po przybyciu do Stanów Zjednoczonych (zob. tutaj >). Majątek Sama Zella-Zielonki odziedziczony po Berku Zielonce vel Bernardzie Zell, pomnożony w wyniku spekulacyjnych transakcji na rynku nieruchomości, szacowany jest dzisiaj na przeszło 4 miliardy dolarów i klasyfikowany jest on przez pismo Forbes na 52 miejscu najbogatszych ludzi w Ameryce. Znany jest z umiejętności politycznego lawirowania, wspierając swymi hojnymi dotacjami zarówno Partię Demokratyczną jak i Republikańską.

Dla Zell-Zielonki liczy się biznes i jak sam oznajmia, nie czuje dziennikarstwa. Nabyte przy ostatniej transakcji pismo Los Angeles Times, obok takich znanych dzienników, jak The Washington Post czy The New York Times, kojarzone było dotychczas z solidnym warsztatem dziennikarskim - choć nie zawsze pokrywa się to z obiektywnym, rzetelnym przekazywaniem faktów - i istnieje niebezpieczeństwo, że może się to diametralnie zmienić. Tym bardziej, że Zell-Zielonka rozważa pozbycie się pisma kalifornijskiego innemu żydowskiemu miliarderowi Davidowi Geffen [wsłzałożycielowi wraz z żydowskim reżyserem Stevenem Spielbergiem i żydowskim producentem filmowym Jeffreyem Katzenbergiem jednej z największej firmy przemysłu filmowego Dream-Works Animation SKG - to skrót od "Spielberg-Katzenberg-Geffen"], znanego z jednoznacznej postawy ideologiczno-politycznej, na dodatek z otwartego obnoszenia się swoimi preferencjami homoseksualnymi.

Alex Bremman, autor artykułu konkluduje: "Zell i Geffen nie są właścicielami gazet o cechach tradycyjnego wydawcy, ale obaj są doskonale znani ze swojej żydowskości i stanowiska proIzraelskiego. Mogą oni przynieść ze sobą inne spojrzenie na perspektywę wydawniczą uznawaną przez poprzednich, amerykańskich wydawców. [...] Zell twiedzi, że odda sprawy dziennikarskie tym, którzy się na tym znają, jednak właściciele pism zawsze mają trudności z odstawieniem rąk od przynoszącego zyski przedsięwzięcia."

Przekazanie kolejnych wydawnictw amerykańskich w ręce żydowskie, cementuje własność żydowską w najważniejszych dziedzinach życia społecznego i zamyka przeciętnemu Amerykaninowi w sposób skuteczny drogę do zdobycia rzetelnej informacji. Zamiast tego, w jeszcze większym stopniu prowadzona będzie kampania prania zgów przez znanych proizraelskich sympatyków i syjonistycznych ideologów dla których takie pojęcia jak prawda, obiektywizm, dociekanie do ustalenia faktów, są z natury rzeczy zupełnie im obce. A bogate i szczycące się solidnością amerykańskie dziennikarstwo z wieloma niekoniunkturalnymi dziennikarzami, zmuszone będzie szukać innych dróg docierania do Czytelników z rzetelnymi analizami i bieżącą, nie skażoną półprawdami informacją. Lech Maziakowski, Washington, DC

-------------------------------------------------------------------------------------------------

PRZYMIERZE NOWOCZESNEJ TEOLOGII Z

FILOZOFIĄ KU OBALENIU RELIGII CHRYSTUSOWEJ

Przedstawiony poniżej w czterech odcinkach materiał, to dosłowny przedruk dwudziestu stronic z dzieła „Kilka słów o Masoneryj” - Felicji Eger, Warszawa, Wydawnictwo "Kroniki rodzinnej", 1901; s. 73-94. Pisownia i sformułowania sprzed 100 lat, mimo intrygującej treści są dość trudne do przyswojenia, stąd konieczność jego druku w czterech „porcjach”. Dla normalnego czytelnika nie wgłębionego w meandry historii, całość tekstu byłaby zbyt nużąca. Dla poprawy percepcji niektóre istotniejsze fragmenty zostały uwypuklone.

Decyzję o przedruku oryginalnego tekstu, usprawiedliwia aktualność podejmowanej 220 lat temu problematyki, która wyjątkowo koresponduje z wydarzeniami w obszarze Kościoła Katolickiego. Kościół Katolicki był i pozostaje nadal siłą z którą muszą się liczyć najpotężniejsi tego świata, podczas gdy rozdrobnione kościoły protestanckie, po prostu „nie mają głosu”.

Przy odrobinie wyobraźni, na dzisiejszej scenie dziejów, można odnaleźć opisywanych w tekście „teologów” (hierarchów kościoła otwartego) i libertyńskich „filozofów”.

Drogi Czytelniku! Czytając przytoczone poniżej opisy postaraj się przyrównać je do sytuacji aktualnej.

Dokument z końca XVIII wieku wyjęty z

"Przeglądu Katolickiego" Rocznik 1873

CZĘŚĆ I

W 1787 r. ukazała się we Włoszech niewielka książka pod tytułem „Przymierze nowoczesnej teologii z filozofią ku obaleniu religii Chrystusowej”. Do obecnej chwili nie wiadomo, kto jest autorem tego dzieła; że był to człowiek niepospolitego umysłu, każdy przyznać musi, komu książka ta w ręce się dostała.

Niedawno przełożył ją na język niemiecki biskup Paderborn, a poprzednio jeszcze wyszło tłumaczenie francuskie.

W krótkim wyciągu wziętym z HistorischPolitische Blätter (rok 1823, zeszyt 3) postaramy się przedstawić treść tego wielce pouczającego dziełka. Zwięzłość naszego sprawozdania będzie odbiciem zwięzłości wykładu samego autora.

Pewien rodzaj "filozofów", czytamy tam, już od dawna wszelkich środków nadaremnie próbował ku zaprowadzeniu ogólnej religii "czysto ludzkiej". Niestrudzonym zabiegom, wokół szerzenia "oświaty, religijnej wolnomyślności i powszechnego braterstwa" zawsze stawała na przeszkodzie surowa i w żadne układy z doktrynami nie wdająca się religia Kościoła katolickiego. W walce z nią okazały się bezskuteczne nie tylko tak zwana nauka, lecz nawet podstęp i pochlebstwo, a do użycia siły "filozofowie" nie chcieli się jeszcze uciekać z tego niby powodu, że przywołanie siły na pomoc nie zgadza się z wzniosłymi zasadami filozoficznej mądrości.

Lecz istniała już wtedy pewna szkoła teologiczna która nie mogła w żaden sposób pogodzić się z zasadami Kościoła Rzymskiego. Ale najwięcej nie przypadała do jej gustu niezmienność nauki, odpychająca od siebie wszelkie wymagania "ducha czasu". Owa szkoła teologiczna bowiem postawiła sobie za cel przeprowadzić postępową reformę Kościoła, to jest jego dogmaty i urządzenia tak przykroić aby w zupełności odpowiadały "potrzebom duchowym epoki". Na tak przygotowanym gruncie miało nastąpić połączenie wszystkich wyznań chrześcijańskich. Postępowe zabiegi nie odnosiły wszakże pożądanego skutku jakkolwiek nowoczesna szkoła teologiczna, większymi rezultatami szczycić się mogła od owoców zebranych przez całe zastępy "filozofów".

W tym zakłopotaniu obu stron powstała myśl połączenia się ze sobą i wslnego dla jednej sprawy działania. Na propozycję przymierza "filozofowie" chętnie przystali. Widzieli oni wprawdzie że tym sposobem naukę swoją na czas niejaki w poniżenie podają, lecz jasno i to zrozumieli, że własnym siłom zostawieni niezbyt świetnych zdobyczy spodziewać się mogą. "Teologom" uśmiechała się nadzieja prędszego urzeczywistnienia swoich idei przy pomocy ‘filozofów’ i potężnego zastępu ich popleczników.

Rozpoczęto więc układy celem obmyślenia planu wspólnej kampanii. Pierwszy głos dano "teologom" jako tym, którzy większymi triumfami niż "filozofowie" w walce przeciwko Kościołowi już się odznaczyli. "Filozofowie" zaś w słusznym poczuciu niższości, względem swoich "teologicznych mistrzów" zgodzili się na odgrywanie roli wykonawców tego, co doświadczeńsi zalecą.

I. Zanim przystąpiono do dalszych rokowań, przyjęto za maksymę, której nigdy spuszczać z uwagi nie mieli, żeby prace ich nie były jawne. Wszystkie bowiem zamachy na Kościół dlatego się nie udawały, że ich kierownicy zawsze występowali z podniesioną przyłbicą. Losy Wiklefa, Husa, Kalwina przekonują o potrzebie odmiennej taktyki względem Kościoła.

II. Na jakie terytorium należy przenieść działania wojenne? Odpowiedź: na terytorium samego Kościoła. My wszyscy, głosi przywódca "teologów" [1787], nawet wy, "filozofowie", którzy w nic nie wierzycie, musimy tak rozprawiać i taką przybrać postawę, jakbyśmy mieli głęboką i niewzruszoną wiarę w to wszystko, czego Kościół katolicki naucza. Niczym nie należy zdradzać zamiaru zerwania z Kościołem. "Pozostańmy na jego łonie, jakbyśmy dziećmi jego byli. Kościół nie może nas od siebie wyłączyć: dla tym skuteczniejszej zguby Kościoła trzymajmy się go tak jak oset trzyma się ciała, do którego się przyczepi. Podobnie jak prawdziwi jego wyznawcy, ciągle powoływać siędziemy na Pismo św. i tradycje, z jak największym namaszczeniem i ujmującym serca ludzkie zapałem. Głęboko opłakiwać będziemy upadek karności i wiary w Kościele. Rzeczą konieczną jest, abyśmy prześcigali samych katolików w utyskiwaniach nad coraz groźniejszym zamieraniem dobra w świecie, a to celem zamącenia w głowach ludziom, którzy w końcu nie będą wiedzieli, czego się trzymać należy. Ponieważ w powszechnym zamieszaniu walki obie wojujące strony używać będą jednakowej broni, jednakowych oznak i chorągwi, niepodobieństwem więc stanie się odróżnić przyjaciół od nieprzyjaciół. Burzyć tedy będziemy Kościół własną jego bronią. Zniszczymy fundamenty, przekonywując ludzi, że je tylko wzmacniamy. Obalimy cały budynek, byleśmy nie przestali głosić, że nam jedynie o naprawę chodzi. Powoli, jeden za drugim, przecinać będziemy węzły wiążące katolików z Kościołem, lecz ani na chwilę nie przestaniemy ich przekonywać, że pomimo to ciągle prawdziwymi są katolikami".

Oznaczywszy więc cel walki i terytorium, na którym zapasy toczyć się miały, zabrano się do wypracowania szczegółowego planu. "Filozofowie", choć ufni w przenikliwość swoich teologicznych kierowników, powątpiewać zaczęli o możności dopięcia zamierzonego celu, gdyż na sercu ich, niby ciężki kamień, zaległa myśl o władzy papieskiej. Z godną pochwały szczerością wypowiedzieli "teologom" troskę swoją pod tym względem.

III. Przywódca "teologów" ze zdumiewającym spokojem wysłuchał wątpliwości "filozofów", niezmiernie się dziwiąc ich naiwności. Zdaniem jego, właśnie pierwszy atak powinien być wymierzony przeciwko władzy papieża, gdyż usunięcie tej przeszkody, jakkolwiek bardzo trudne, decyduje wszakże o losie kampanii. Jeżeli się uda ten cios skutecznie zadać, reszta pójdzie bez trudności. Lecz przede wszystkim strzec się trzeba otwartej napaści! Tylko o tym nie wspominać, że postanowiono obalić władzę papieską! W początkach należy zachowywać wszystkie pozory posłuszeństwa względem papieża, później dopiero wystąpić z żądaniem usunięcia nadużyć a następnie zbijać przesadzone pojęcia o jego dostojeństwie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Henry Makow - profesor literatury na Uniwersytecie w Toronto jest żydowskiego pochodzenia. Jego rodzice byli polskimi żydami, którzy przed wojną przeszli na katolicyzm. Przeżyli okupację i po wojnie wyjechali do Izraela, gdzie powrócili do judaizmu. A więc Henry Makow wychował się pod wpływem dwóch religii i ciągle widzi w chrześcijaństwie olbrzymie wartości, których należy bronić".

Tłum. poniższego artykułu - Stanisław Sas

“SYJONIZM - PRZYMUSOWE SAMOBÓJSTWO DLA ŻYDÓW”

CZĘŚĆ I

25 listopada 1940 r. u wybrzeży Palestyny zginęło 252 żydowskich uciekinierów z terenów Europy okupowanych przez nazistów w rezultacie eksplozji i zatonięcia wiozącego ich statku “Patria”. Według oświadczenia syjonistycznej organizacji Haganah, pasażerowie popełnili zbiorowe samobójstwo jako wyraz protestu przeciwko decyzji rządu brytyjskiego, zakazującego im zejścia na ląd. Wiele latźniej okazało się, że organizacja ta wysadziła w powietrze “Patrie”, kiedy otrzymano decyzje o skierowaniu statku z uciekinierami na brytyjską wyspę Mauritius.

W 1958 r. w czasie obchodów rocznicy tego tragicznego wydarzenia, b. premier Izraela Mosze Sharett oświadczył, że “czasami trzeba poświęcić kilku, aby uratować wielu”.

Faktem jest, że w czasie Holocaustu oficjalna polityka syjonistów uważała, że żydowskie życie nie ma znaczenia, jeżeli nie jest poświęcone utworzeniu Izraela.

Yitzhak Greenbaum szef Rescue Committee powiedział, że “jedna koza w Izraelu jest więcej warta niż cała Diaspora”.

Rabbi Moshe Shonfeld oskarżył wręcz syjonistów o pośrednią i bezpośrednią współpracę z nazistami w wymordowaniu żydów europejskich - w swojej książce “Holocaust Victims Accuse” (1977). Rabbi Shonfeld nazywa syjonistów “zbrodniarzami wojennymi”, którzy uzurpowali sobie przywódctwo nad Żydami, a którzy zdradzili ich a po zagładzie wykorzystali ich moralny kapitał. Shonfeld pisze: “Według syjonistów, żydowska krew jest olejem niezbędnym do smarowania kół państwa żydowskiego, co nie jest już przeszłością, ale nadal obowiązuje do dzisiaj”.

Polecam książki innych żydowskich autorów na ten temat: Edwin Black “The Transfer Agreement”; Ben Hecht “Perfidy”; M.J.Nurenberger “ The Scared and the Damned”; Joel Brand “Satan and the Soul”; Chaim Lazar “Destruction and Rebellion”; Rabbi Michael Dov Ber Weismandel “From the Depth”.

Uważam, że syjonizm na swoim szczycie nie jest właściwie ruchem żydowskim. Według słów weterana izraelskiej polityki Eliezara Livneha “Dziedzictwo syjonistyczne ma w sobie coś chorego”.

Szokujące rewelacje z książki rabbiego Shonfelda:

- W czasie kiedy Żydzi europejscy znajdowali się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, syjonistyczni przywódcy w USA rozmyślnie prowokowali Hitlera. Zaczęli już w 1933 roku poprzez zainicjowanie światowego bojkotu towarów nazistowskich. Dieter von Wissliczeny, adjutant Eichmanna, opowiadał Rabbiemu Stefanowi Weissmandlowi, że Hitler wpadł w szał kiedy dowiedział się, że w 1941 r. amerykański syjonista Rabbi Stephen Wise “wypowiedział wojnę Niemcom” w imieniu narodu żydowskiego. Hitler w swoim komentarzu na ten temat krzyknął: “Teraz ich wykończę, teraz ich wykończę”. W styczniu 1942 r. Hitler zwołał konferencję w Wannese, gdzie powstała koncepcja “ostatecznego rozwiązania.”

- Rabbi Shonfeld stwierdza, że naziści wybierali aktywistów syjonistycznych, aby kierowali Judenratami oraz pełnili rolę kapo i policji żydowskiej. Naziści znaleźli w nich służalczych i lojalnych wykonawców, którzy w dążeniu do władzy i pieniędzy pomogli im poprowadzić żydowskie masy ku zagładzie. Wielu z syjonistów było intelektualistami, którzy okazali się być “okrutniejsi od nazistów” utrzymując w sekrecie miejsca przeznaczenia pociągów wywożących Żyw do obozów śmierci. W odróżnieniu od niewierzących syjonistów, ortodoksyjni żydowscy rabini odmawiali współpracy z nazistami.

- Rabbi Shonfeld przytacza wiele przykładów sabotowania przez syjonistów prób organizowania oporu, wykupu lub pomocy. Np. storpedowali wysiłki Władimira Żabotyńskiego, aby uzbroić Żydów przed wojną. Wstrzymali program ortodoksyjnych żydów amerykańskich wysyłania paczek żywnościowych do gett (gdzie śmiertelność wśród dzieci wynosiła 60%), uważając, że narusza to bojkot. Udaremnili inicjatywę Parlamentu Brytyjskiego, aby wysyłać uchodźców na Mauritius żądając wywożenia ich do Palestyny. Zablokowali podobną inicjatywę w Kongresie USA. W tym samym czasie ratowali młodych syjonistów. Chaim Weizmann, przywódca syjonistyczny a później pierwszy prezydent Izraela powiedział: Każdy naród ma swoich poległych w walce za ojczyznę. Naszymi poległymi są ci, którzy cierpieli pod Hitlerem. Oni byli moralnym i ekonomicznym pyłem w okrutnym świecie.

- Rabbi Weismandel ze Słowacji przemycił mapy Oświęcimia i błagał przywódców żydowskich o wywieranie presji na Aliantów, aby bombardowali krematoria i tory kolejowe. Przywódcy syjonistyczni odmówili, ponieważ ich tajną polityką było wyeliminowanie żydów niesyjonistów. Naziści zorientowali się że Alianci nie atakują pociągów wiozących Żydów do obozów koncentracyjnych i w pobliżu umieszczali zakłady produkcyjne (por. również William Perl “The Holocaust Conspiracy”.

Przytaczanie powyższych faktów nie ma na celu zdejmowania odpowiedzialności z nazistów, ale Holocaustu można było uniknąć lub przynajmniej zmniejszyć jego skutki gdyby przywództwo syjonistyczne działało honorowo.

(www.savethemales.com)

-------------------------------------------------------------------------------------------------

CZY IZRAEL SZPIEGUJE USA?

Matka wszystkich skandali

CZĘŚĆ II (ostatnia) (Tłum. Stanisław Sas)

1996. Według dokumentu służb wywiadowczych marynarki wojennej USA, Chiny nabyły nowoczesną amerykańską technologię rakietową za pośrednictwem Izraela, co w dramatyczny sposób wzmocniło lotnictwo chińskie (Flight International, 3/13/96).

1997. Inżynier-mechanik zatrudniony w armii amerykańskiej David Tenenbaum przekazał wywiadowi izraelskiemu tajne informacje o systemach rakietowych oraz pojazdach opancerzonych (New York Times, 2/20/07).

1997. Washington Post powołuje się na raport amerykańskiego kontrwywiadu, który podsłuchał rozmowę telefoniczną dwóch izraelskich dyplomatów, którzy omawiali możliwość dotarcia do tajnego listu ówczesnego sekretarza stanu Warrena Christophera do palestyńskiego przywódcy Yasira Arafata. Wymieniono wówczas głównego szpiega izraelskiego w USA o pseudonimie “Mega”.

1997. Agenci izraelscy założyli podsłuch na telefonie Moniki Lewinsky w Waszyngtonie i nagrywali jej “seksowne” rozmowy z prezydentem B.Clintonem. Ken Starr ujawnił, że Clinton ostrzegał Monikę, że ich rozmowy mogą być nagrywane i zakończył miłosną aferę. W tym samym czasie odwołano pościg FBI za izraelskim agentem o pseudonimie “Mega”.

2001. Kontrwywiad amerykański wykrył, że ktoś śledzi komunikacje pomiędzy agentami d/s narkotyków. Podejrzenie padło na dwie kampanie: AMDOCS oraz Comverse Infosys, które to należały do obywateli izraelskich. AMDOCS zbiera dane do wystawiania rachunków telefonicznych dla większości firm telefonicznych w USA i jest w stanie szczegółowo ustalić kto z kim rozmawiał. Comverse Infosys produkuje telefoniczne urządzenia podsłuchowe używane przez amerykańską policję. Ponieważ połowa budżetu na badania i rozwój tej firmy pochodzi od rządu Izraela, padło podejrzenie, że wywiad izraelski może się podłączać do systemu a nawet, że informacje uzyskane przez amerykańskich agentów mogą przedostawać się do przemytników narkotyków. FBI wykryło w ten sposób największą w historii USA, sieć szpiegowską prowadzoną przez Izrael. Połowa szpiegów izraelskich została aresztowana po ataku terrorystycznym 9/11. W tym dniu aresztowano również 5 obywateli Izraela, którzy tańczyli z radości, patrząc na płonące wieże WTC. Byli pracownikami firmy transportowej Urban Moving Systems. Mieli przy sobie po kilka paszportów i mnóstwo gotówki. Dwóch z nich okazało się być agentami Mossadu. Według zeznań świadków, widziano ich w Liberty Park jak obserwowali WTC tuż przed atakiem terrorystycznym co sugerowało, że wiedzieli o tym co ma nastąpić. Jednakże, po przesłuchaniu zostali odesłani do Izraela. Właściciel wspomnianej firmy transportowej, która służyła jako przykrywka dla działalności szpiegowskiej, porzucił swój biznes i wyjechał do Izraela.

Władze USA natychmiast utajniły wszystkie informacje uzyskane w rezultacie przesłuchań agentów izraelskich oraz ich powiązania z wydarzeniami 9/11.

Część tych informacji wyciekła na zewnątrz i została podana do publicznej wiadomości, przez Carla Camerona z Fox News. Jednakże na wskutek interwencji różnych środowisk żydowskich a głównie AIPAC, Fox News zdecydowały się usunąć te informacje ze swojej strony internetowej. Na dwie godziny przed atakiem na WTC izraelska firma Odigo, której biura mieściły się dwie ulice od wież WTC, otrzymała ostrzeżenie na Internecie. Menadżer biura skontaktował się natychmiast z FBI, podając mu adres emailowy osoby, która wysłała ostrzeżenie, ale FBI zignorowała ten ślad.

2001. FBI sprawdza 5 firm należących do obywteli izraelskich, zajmujących się przeprowadzkami, podejrzanych o współpracę z wywiadem izraelskim.

2001. Zostaje aresztowany Irv Rubin z JDL, który planował zamach bombowy. Umiera z niewyjaśnionych przyczyn przed złożeniem zeznań.

2002. Według raportu DEA, z którego wynika, że grupa izraelskich szpiegów, udających studentów, próbowała dostać się do biur rządowych.

2002. Policja zatrzymała podejrzaną ciężarówkę w pobliżu lotniczej bazy wojskowej Whidbey Island w stanie Waszyngton, w której znajdowało się dwóch obywateli izraelskich (jeden z nich przebywał nielegalnie w USA). Początkowo uznano, że znaleziono w niej ślady po materiałach wybuchowych, jednakże później FBI oświadczyło, że urządzenie pomiarowe zostało wprowadzone w błąd przez dym z papierosa. Eksperci wyśmiali to wyjaśnienie. Obydwaj podejrzani zostali przekazani władzom INS, które odesłały ich do Izraela.

2003. Wykryto, że Izrael wysyła “brygady śmierci” do wykonywania wyroków na niewygodnych ludzi do różnych państw, włączając w to USA. Niestety, władze amerykańskie ignorują te fakty.

2003. Szef Policji w Coudcroft zatrzymuje podejrzaną ciężarówkę w pobliżu miejscowej szkoły. Kierowcy są obywatelami Izraela i mają nieważne paszporty. Po sprawdzeniu zawartości przewożonych paczek, kierowcy zostają oddani w ręce władz imigracyjnych ale nigdy nie ujawniono co znaleziono w paczkach.

2004. W pobliżu ośrodka nuklearnego w Tennessee policja ściga podejrzany samochód, z którego kierowca wyrzucił butelki z dziwną zawartością. Okazało się, że kierowca jest obywatelem Izraela z podrobionym prawem jazdy. FBI odmawia wszczęcia śledztwa a kierowca zostaje zwolniony.

2004. Dwóch obywateli Izraela próbuje dostać się samochodem na teren bazy marynarki wojennej w Kings Bay, gdzie znajduje się osiem łodzi podwodnych typu Trydent. W ciężarówce znaleziono materiały wybuchowe.

Powróćmy jednak do wspomnianego powyżej skandalu związanego z działalnością AIPAC. FBI wyśledziło jak analityk Pentagonu Larry Franklin, przekazywał tajne materiały dwóm członkom AIPAC, podejrzanym o szpiegostwo na rzecz Izraela. AIPAC wynajęło znanego adwokata Nathana Levina, który ma bronić organizację. Levin stał się znany po tym jak w 1978 r. wybronił izraelskiego szpiega Stephena Bryena.

Larry Franklin, pracował w biurze Pantagonu do spraw specjalnych kierowanym przez Richarda Perle. W tym czasie Perle, którego przyłapano w 1970, jak przekazywał tajne dokumenty do Izraela, zajmował się opracowaniem dowodów, że Irak posiada broń masowego rażenia, co miało być podstawą do podjęcia decyzji o zaatakowaniu Iraku przez USA. Ponieważ nie znaleziono w Iraku takiej broni, Perle zwalił całą winę na Georga Teneta za złą pracę wywiadu. Wspomniane biuro Pentagonu współpracowało na bieżąco z podobną jednostką znajdującą się w biurze Ariela Sharona.

Tak więc, w biurze, które dostarczyło fałszywych dowodów, które stały się podstawą do zaatakowania Iraku było conajmniej dwóch izraelskich szpiegów. Obywatele amerykańscy stali się ofiarą mistyfikacji, która była podstawą do rozpoczęcia wojny.

Przeciek informacji o śledztwie prowadzonym przeciwko AIPAC do mediów 28 sierpnia 2004 r. był ostrzeżeniem dla innych szpiegów współpracujących z Franklinem. I tym razem całej sprawie ukręcono łeb. John Ashcroft polecił FBI by wstrzymała wszystkie aresztowania w tej sprawie. Podobnie jak to było w przypadku Stephena Bryena i wstrzymaniu poszukiwań izraelskiego szpiega “Mega”, również w tym ostatnim skandalu szpiegowskim ślady prowadzą do najwyżej postawionych przedstawicieli władz amerykańskich, którzy muszą ochraniać swoje własne sekrety, aby nie przedostały się do publicznej wiadomości.

Organizacja, która znalazła się ostatnio w centrum śledztwa w/s (afery szpiegowskiej – AIPAC), posiada olbrzymie wpływy w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Poprzez swoich członków oraz afiliowanych PAC, AIPAC steruje przepływem olbrzymich pieniędzy przeznaczonych na kampanie wyborcze. Głównym kryterium poparcia dla kandydatów na senatorów i kongresmenów jest ich poparcie dla Izraela. Np. w 2002 r. 76% budżetu na kampanie wyborczą kandydata demokratów z Birmingham w Alabamie Artura Davisa pochodziło od żydowskiej organizacji PAC spoza jego stanu, głównie z Nowego Jorku. Zadajmy sobie teraz pytanie: o czyje interesy będzie dbał kongresmen, który dostał się do Kongresu dzięki poparciu finansowemu AIPAC? Kiedy odpowiecie sobie na to pytanie, zrozumiecie kto jest matką tych wszystkich skandali.

Od dwóch lat FBI podejrzewało, że AIPAC zajmuje się szpiegowaniem na rzecz Izraela i od wielu lat ta organizacja kształtuje Kongres USA w taki sposób, aby działał zgodnie z korzyścią dla obcego rządu.

Pomyśl o miliardach dolarów amerykańskich podatników płynących nieustannym strumieniem do Izraela w czasie kiedy nie ma pieniędzy na szkoły i drogi i ciągle obcina się środki na inne cele publiczne. Pomyśl o tym, kiedy widzisz naszych żołnierzy powracających w trumnach z Iraku. Pomyśl dlaczego twój rząd nie chce słuchać milionów swoich obywateli protestujących przeciwko wojnie, którą rozpoczął w oparciu o kłamstwa. www.israelispying.doc

-------------------------------------------------------------------------------------------------

DEGENERACJA USTROJU DEMOKRATYCZNEGO

Polityka w USA jest wypadkową głównie czterech sił polityczno-ekonomicznych. Siłami tymi są finansjera kontrolująca banki i politykę monetarną, przemysł zbrojeniowy, który działa jako kompleks wojskowo-przemysłowy - według definicji prezydenta Eisenhowera, następnie przemysł energetyczny i „lobby Izraela”. We wszystkich tych siłach ważną rolę odgrywają Żydzi, którzy tradycyjnie radykalizują i destabilizują państwa w których mieszkają, w celu kontroli ich polityki i ciągnięcia z nich korzyści materialnych i politycznych. Pisze na ten temat profesor Kewin MacDonald w książce „Fenomen Żydowski? Ze studiów nad etniczną aktywnością. (“Understanding Jewish Influence: A Study in Ethnic Activism”).

Degeneracja demokracji amerykańskiej czyni z tego ustroju demokrację fasadową, manipulowaną zakulisowo, a często wręcz otwarcie, przy jednoczesnej kontroli mediów i szerzeniu fałszywej propagandy przeciwko tak zwanym „teoriom konspiracyjnym” podczas gdy właśnie zakulisowe manipulacje kierują dzisiejszą polityką międzynarodową USA i innych państw. Już w 1854 r., polityk brytyjski żydowskiego pochodzenia, Benjamin Disraeli napisał, że sieć konspiracyjna tajnych organizacji kierujących polityką w Europie, jest bez porównania gęstsza niż sieć dróg i kolei.

Nic dziwnego że Chińczycy nie chcą imigracji chrześcijańskiej, ponieważ uważają oni Chrześcijan za „konie trojskie Żydów”. A przykładem kontroli mediów amerykańskich jest fakt ukrywania przed społecznością zjawiska, które jest największą rewelacją Azji z początkiem dwudziestego pierwszego wieku a mianowicie - zawarcie bliskiego sojuszu wojskowego i politycznego przez dwu odwiecznych rywali geopolitycznych Chiny i Rosję. Dzieje się to z powodu nieodnowienia przez neokonserwatywny rząd Busha traktatu rozbrojeniowego Start II a tym samym uruchomienia wyścigu zbrojeń broni masowego rażenia na ziemi i w przestrzeni kosmicznej.

Tarcza przeciwrakietowa USA, obejmująca peryferie Rosji i Chin wyrzutniami i stacjami radarowymi od Polski do Taiwanu ma na celu, według Putina, dokonanie szachmata arsenałowi rosyjskiemu, który dziś jest w stanie w przeciągu pół godziny zniszczyć Stany Zjednoczone, naturalnie za cenę zniszczenia Rosji salwą z amerykańskich łodzi podwodnych. Tak więc sprawdzalne i ściśle kontrolowane układy rozbrojeniowe są jedyną nadzieją uniknięcia samobójstwa nuklearnego przez ludzkość.

Stare polskie przysłowie że „pocisk ma zawsze przewagę nad pancerzem” nadal jest słuszne, zwłaszcza biorąc pod uwagę daleko posuniętą technologię broni biologicznych które dobrze się nadają do używania ich w tak zwanej strategii asymetrycznej, o której niedawno mówił Putin w Monachium, na konferencji dotyczącej bezpieczeństwa. Definicją strategii asymetrytcznej jest jej anonimowość, po prostu nie pozostawia ona „adresu zwrotnego nadawcy”.

Przykładem strategii asymetrycznej może być takie zjawisko jak masowy pomór pszczół obecnie mający miejsce na terenie USA. Nie ma sposobu dowiedzieć się z całą pewnością czy wirus zabijający pszczoły w USA jest zjawiskiem naturalnym i przypadkowym, czy też umyślnym atakiem na rolnictwo Ameryki Pół. Tego rodzaju skutki może mieć asymetryczny atak za pomocą wirusa przeciwko amerykańskiemu kolosowi. Metoda asymetryczna polega na „przecinaniu ścięgien Achillesa” zagrażającemu kolosowi przez słabszych przeciwników.

Tymczasem połączenie zachłanności przemysłu energetycznego USA z imperializmem Izraela doprowadziło do obecnej zmiany (rzekomego) reżimu w Iraku, w którym według oceny badań John Hopkins University, zginęło pod amerykańską okupacją ponad 600,000 tys. cywilów a miliony ludzi straciły dach nad głową i uciekają do sąsiednich państw, podczas gdy rząd marionetkowy w amerykańskiej twierdzy-ambasadzie w Bagdadzie podpisuje układ o prywatyzacji zasobów energetycznych Iraku na warunkach wyjątkowo niezwykle uprzywilejowanych dla korporacji USA.

Świadectwem degeneracji demokracji w USA są kandydaci na prezydenta w wyborach w 2008 r. Już prześcigują się oni w zapewnieniach, że „Izrael ma prawo bronić się”, i że „stopniowe przemieszczenia” wojsk USA w Iraku, dadzą możliwość ataku na Iran i „zmiany reżimu...” w Teheranie.

Mówi o tym również, skąd innąd sympatyczny mulat, syn białej matki (żydówki - PRP) i czarnego ojca, Barack Obama, który jako kandydat na prezydenta również twardo występuje przeciwko jakiemukolwiek kwestionowaniu Holocaustu i zapewnia że: „Kiedy Izrael jest atakowany wszyscy musimy być po stronie Izraela”. Nic nie mówi on o jakichkolwiek prawach do samoobrony Libańczyków lub Palestyńczyków, bo wie, że w ten sposób nie można wygrać wyborów na prezydenta USA i że w Ameryce nie można stawiać równania między wartością życia Żydów i Arabów.

Dodatkowym dowodem degeneracji demokracji w USA są astronomiczne koszty, setek milionów dolarów wydawanych w kampaniach wyborczych. Koszty te dają pole do popisu bogatym Żydom, którzy uważają, że Iran zagraża Izraelowi i dlatego musi być zniszczony.

Mówią o tym stanie rzeczy tacy politycy w USA jak Wesley Clark i Matt Yglesias cytowani w dziale „Behind the Headlines” (Antiwar.com) w artykule z 5 marca 2007, Justina Raimondo, pod tytułem: „A Horse of a Different Color: Obama, the Lobby, and the next war”, („Koń [Wyścigowy] Innej Maści: Obama, Lobby [Izraela] i zbliżjąca się wojna [przeciwko Iranowi]”.

Jeden z architektów napadu na Irak, adwokat, obrońca wielkich aferzystów żydowskich w USA, nazwiskiem Izrael ‘Scooter’ Libby, były szef biura wiceprezydenta Dicka Chenney’a, niedawno - został uznany przez sąd współwinnym kłamstw dotyczących broni masowego rażenia w Iraku. Był on jednym z głównych prowokatorów ataku na Irak. Grozi mu kara 25 lat więzienia i fakt ten osłabia neokonserwatywny rząd Busha, zwłaszcza jeżeli po przewodzie sądowym, Bush ułaskawi Libby’ego. Tak uczynił prezydent Bill Clinton w ostatnich dniach swojej kadencji, wobec aferzystów żydowskich, takich jak zbiegły do Szwajcarii syjonista nazwiskiem Rich.

Degenerację amerykańskiej demokracji widać przez ostatnie sto lat, kiedy polityka USA była pod kontrolą czterech sił ekonomiczno-politycznych wspomnianych na początku tego tekstu. Siły te razem zadecydowały o napadzie USA na Irak a obecnie chcą spowodować atak na bogaty w paliwo Iran z potencjalnie jeszcze bardziej katastrofalnymi skutkami dla Bliskiego Wschodu i dla świata.

Prof. Iwo Cyprian Pogonowski

-----------------------------------------------------------------------------

I PODOBNE TEMATY w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
Stowarzyszenia Ochrony Praw Obywatelskich
Zespół redakcyjny: Zdzisław Raczkowski, Witold Ligezowski, Małgorzata Madziar, Krzysztof Maciąg, Zygfryd Wilk, Bogdan Goczyński, Zygmunt Jan Prusiński oraz wielu sympatyków SOPO

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

zdzichu

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.