Zmiana warty - 8 milionów zł na odprawy dla posłów to nic! Znacznie większą kasę zgarniają ustawione „misie” z zarządów spółek Skarbu Państwa :-)

pieniadze-466

Parlamentarne odprawy będą nas w tym roku kosztować około 8 milionów złotych. Mogą na nie liczyć posłowie i senatorowie, którzy podczas wyborów sprzed 3 tygodni nie otrzymali wystarczającego poparcia i nie dostali się do parlamentu nowej kadencji. Odprawy poselskie to jednak mały pikuś w kontekście odpraw funkcjonujących w zarządach spółek Skarbu Państwa, gdzie zasiadają najbliżsi kumple polityków. Tam wspomniane 8 mln zł przypada do podziału na kilku ustawionych „misiów”.

Posłom i senatorom, którzy stracili swoje mandaty przysługuje zgodnie z obowiązującymi przepisami odprawa parlamentarna w wysokości trzech miesięcznych uposażeń, czyli ok. 30 tys. zł brutto. Z uwagi na fakt, że w nowym parlamencie nie zobaczymy około połowy posłów i senatorów poprzedniej kadencji, to na odprawy trzeba będzie przeznaczyć aż 8 mln zł.

Kasa przeznaczona na parlamentarne odprawy to jednak małe piwo. Na znacznie większe, wręcz gigantyczne pieniądze wypłacane jako odprawy, mogą bowiem liczyć kumple wspomnianych parlamentarzystów poustawiani w setkach zarządów spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa. W kontekście powyższego warto przypomnieć historię Krzysztofa Kiliana – bliskiego znajomego Donalda Tuska.

Kilian należał do Kongresu Liberalno-Demokratycznego i Unii Wolności. W 2001 poparł powstanie Platformy Obywatelskiej. W marcu 2012 został powołany na stanowisko prezesa zarządu największej spółki energetycznej działającej na terytorium naszego kraju, czyli Polskiej Grupy Energetycznej (odnotujmy, że spółka ta jest kontrolowana przez Skarb Państwa, zatem decydującą rolę w obsadzaniu stanowisk w zarządzie ma rząd). Funkcję tą pełnił przez kilkanaście miesięcy – do listopada 2013 roku, kiedy podał się do dymisji. Na pożegnanie Kilian i jego współpracownicy otrzymali gigantyczną odprawę – 6,9 mln zł.

Ciekawe światło na historię zatrudnienia Kiliana w PGE rzuciła ujawniona w trakcie afery taśmowej rozmowa byłego rzecznika rządu Pawła Grasia z prezesem Orlenu – Jackiem Krawcem. Zgodnie z opublikowanymi przez tygodnik „Wprost” materiałami, Graś powiedział Krawcowi, że Tusk dał pracę Kilianowi, po to aby ten otrzymał odprawę:

J. Krawiec: On [Kilian], mając Donalda jako kolegę od dwudziestu paru lat, po prostu miał wszystkich w dupie.
P. Graś: Donald po to wsadził tam [do PGE] na chwilę Kiliana, żeby tam wziął odprawę.

Jak widać zarządy spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa to bardzo łakomy kąsek. Kumple polityków mogą zarobić sporo pieniędzy, a odchodząc ze stanowiska zgarnąć gigantyczną odprawę. Tak też było z przyjaciółką Ewy Kopacz, a później minister infrastruktury i rozwoju w jej rządzie – Marią Wasiak. Aby objąć stanowisko ministra musiała najpierw odejść z zarządu spółki PKP S.A. Za odejście z tej spółki, zgodnie z doniesieniami medialnymi, miała otrzymać aż 510 tys. zł.

W kontekście powyższego odprawa dla posła kończącego przygodę z Sejmem w wysokości ok. 30 tys. zł brutto, to istotnie „małe piwo”. Niemniej i tak uważam, że nie powinny one być przyznawane w ogóle. Wszak poseł czy senator to funkcja kadencyjna, na którą przysługuje urlop bezpłatny z dotychczasowej pracy. To oznacza, że po zakończeniu pełnienia obowiązków parlamentarzysty automatycznie wraca się do swojego dawnego zatrudnienia. Stąd też przyznanie odprawy wydaje się być bezcelowe.