Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
17 grudnia 2017
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 13-12-2015

Trwa groteskowy kontredans w którym umoczeńcy żydokomuny typu A. Rzepliński z TK - zabierają się za pouczanie Polaków, czym jest „demokracja” i „praworządność”. Mariusz Cysewski


Andrzej Rzepliński w akcji

Moi czytelnicy znają pewnie mój stosunek do systemu „prawnego” (lewnego) Trzeciej Rzeszy Pospolitej. Sądzę że ostatnie wydarzenia wokół tzw. Trybunału „Konstytucyjnego” tylko potwierdzają dosadność wszystkich ocen. Trwa właśnie groteskowy kontredans w którym umoczeńcy” (© W. Łysiak) - stalinowcy Michnikta, „Sąd” „Najwyższy” i „Trybunał” „Konstytucyjny” - zabierają się za pouczanie Polaków, czym jest „demokracja” i „praworządność”. Podobnie w XVIII wieku caryca-dziwka Katarzyna II uczyła nas „tolerancji” dla innowierców. Gnojom współczesnym warto przede wszystkim przypomnieć miliony polskich ofiar „sądów”, o czym pisałem tu dość często. Ale miliony to kwestia statystyki. Może więc warto przypomnieć indywidualnie choćby Krystiana Brolla, który w „polskim” obozie koncentracyjnym spędził osiem lat?[1] – jak i bardzo podobną sprawę Feliksa Meszki (Meszka), co w „polskim” obozie koncentracyjnym lat spędził – a jeszcze nie wiadomo, czy wyjdzie! - jedenaście[2]. „Jednostkowe przypadki”?
 
A fikcyjna procedura odsuwania bydlaków?
 
A jawność procesów?
 
Zacznijmy od nagłaśnianej (niepotrzebnie) i generalnie „medialnej” jawności rozpraw. Do roku 2010 „sędziowie” powszechnie kłamali, że nie mają nic przeciw jawności rozpraw, ale prowadzą nie rozprawę przecie, a tylko „posiedzenie”. Niezorientowanym wyjaśnię, że właśnie jako „posiedzenia” określa się na oko jakieś 80-90% przypadków, gdy świnie sądowią swe zady w fotelach na salach opatrzonych ukradzionym Polakom godłem. I oczywiście: gdyby akurat była to jednak rozprawa, zmyśliliby sobie pretekst inny. Nędzny wykręt o rzekomej inności posiedzeń oparty jest na niedawno przeze mnie opisanym zabobonie komunistów, że rzeczy są nie tym czym są, a tym czym się je nazwie (świnie, co opisałem ostatnio[3], nazywają np. przesłuchania ofiar przez swych posobników-psychiatrów „badaniami” tych ofiar).
I oto w roku bodaj 2010 zasłużone i zacne Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu z Bielska-Białej chwaliło się słusznie, że sprawę jawności rozpraw/posiedzeń doprowadziło do „Sądu” Najwyższego. Ten zaś „orzekł”, że wicie-rozumicie, jednak te posiedzenia aż tak nie różnią się od rozpraw, by mogły nadal być tajne; i w „orzeczeniu” tym naplótł jeszcze trochę innych bzdetów, pragnąc dać zbrodniarzom furtkę pozwalającą nadal utajniać i rozprawy, i posiedzenia. Łajdactwo to okazało się jednak  niepotrzebne, bo świnie z „sądów” rejonowych, okręgowych itp. gremialnie twierdzą, że to „orzeczenie” „Sądu” Najwyższego ani ich obowiązuje, ani nawet obchodzi, i w ogóle na cholerę je czytać (w tym ostatnim zgodzę się w 100%). Skutek? I rozprawy, i posiedzenia dalej są tajne - po uważaniu świń, bo żadnych reguł tu nie ma. 
 
Za żądanie jawności posiedzenia siedziałem w pierdlu nie dalej jak 2 miesiące temu[4]
 
 
Sprawa druga. Oto szajka łajdaków, zdrajców - a sądząc po mordach, nałogowych alkoholików – nie widzi nic zdrożnego w orzekaniu w własnej sprawie. Ha!
 
Przypomnę, jak to robią świnie z sądów rejonowych. Widząc kurestwa takiego „sądu”, ofiara składa tam wniosek o odsunięcie od niej wszystkich jego „sędziów”. Procedura rozpatrzenia takiego wniosku jest następująca. Naturalnie, przede wszystkim wniosek można odwalić bez „ani me ani be ani kukuryku”, z hitleryzmem ostentacyjnym: bez jakiegokolwiek uzasadnienia, bez pouczenia o możliwości zaskarżenia (a niewątpliwie przysługuje) – o możliwości tej po raz kolejny przypomniała mi nie dalej jak w poniedziałek bezcenna Patrycja Reichel z „sądu rejonowego” w Tarnowskich Górach; zob. kopię tego kwitu. No ale nie mówmy o hitlerowcach ostentacyjnych a skupmy się na procedurze zwyczajowej. Najpierw „sąd” wzywa ofiarę do sprecyzowania zarzutów wobec każdego łajdaka z osobna – licząc na to, że ofiara nie odbierze listu poleconego (co SB może bez trudu i bez śladów zaaranżować w urzędzie pocztowym) lub z innego powodu nie dotrzyma terminu 7 dni. Przyjmijmy jednak, że poczta doręczy, a ofiara jest sprawna - pisma odbiera a terminów dotrzymuje. Wariant dodatkowy: ofiara może nie znać nazwisk wszystkich „sędziów” tego „sądu”, a zwłaszcza ich nie pozna w 7 dni – często informacje te są tajne/trudno dostępne (utajnienie nazwisk „sędziów” poszczególnych „sądów” było regułą w Polsce jeszcze 4-5 lat temu; a i teraz bywa różnie). Gdy ofiara pomyślnie przeskoczy te wszystkie płotki to dochodzimy do crème de la crème, czyli uchwały/orzeczenia tzw. „Sądu Najwyższego” o tym, że nie można składać wniosku o odsunięcie wszystkich „sędziów” danego sądu i że wniosek taki należy rozumieć tak, że dotyczy on co najwyżej „sędziego” lub „sędziów”, którzy do tej pory oprawiali ofiarę ze skóry. A skoro tak, to nie ma przeszkód, by wniosek o ich odsunięcie „rozpatrzyli” ich koledzy nie tylko z tego samego „sądu”, ale i wydziału – a przecież ich również dotyczy wniosek o odsunięcie! Gdyby zaś ofiara uporczywie miała obiekcje i do nich, tj. tych kolegów z tego samego „sądu” lub wydziału – możliwość tę „Sąd Najwyższy” w swej łaskawości a jakże, przewidział – aaa, to wtedy ofiara winna przybyć na posiedzenie tych właśnie kolegów, którzy „rozpatrują” pierwszy wniosek ofiary o odsunięcie „sędziów”, i ponowić wniosek w odniesieniu również do tych kolegów. Załóżmy, że wyżej opisany cyrk odbywa się w jakimś „sądzie” apelacyjnym większym, gdzie pogłowie „sędziów” liczy sobie sztuk 150. W „składzie orzekającym” zasiada ich po 3 sztuki pogłowia. Wnioski o odsunięcie ich wszystkich wymagają więc od ofiary udziału w 50 (pięćdziesięciu) posiedzeniach i ponowienia wniosku o odsunięcie 50 (pięćdziesiąt) razy.
 
Pomyślą Państwo: cóż za kretynizm? Cóż za kurestwo? Nie kretynizm i nie kurestwo, a „Sąd” Najwyższy. Dwa słowa i dwa kłamstwa.
 
Wszelako tych, których oszołomi perspektywa udziału w 50 posiedzeniach pseudosądu spieszę uspokoić i ukoić. Ten kretynizm i to kurestwo to nie koniec przecie.
 
Oto w powyższym opisie kluczowe są dwa słowa: „wymagają udziału”.
 
Otóż „sąd” nie ma obowiązku informowania ofiary o czasie i miejscu rozpatrzenia jej wniosku.
 
I wszystko jasne.
 
Nie ma takiego obowiązku ani gdy ofiara wyraźnie zażąda tej informacji właśnie w celu ponowienia wniosku, i jest na tyle asertywna, by zażądać zaprotokołowania tego żądania; i gdy żądanie to „sędziowie”-przestępcy zaprotokołują. Ani nawet wtedy, gdy ofiara w czasie posiedzenia świń jest osobiście w „sądzie”.
 

Dygresja. A jeżeli ktoś się rzuca? Jeżeli ktoś jest świadkiem takiego kurestwa? Aaa, to komuś takiemu robi się parodię karnego procesu – i taka jest istota procesu patriotów w Bytomiu (sygn. VIII K 420/15)[5] w którym kolejna parodia rozprawy zaplanowana jest na czwartek. Że świadków przestępstw się likwiduje wie każda grupa przestępcza i „sąd” rejonowy w Tarnowskich Górach i w Bytomiu nie są tu wyjątkami. Koniec dygresji.
 
Wyżej opisaną procedurę - a dokładniej: kpiny z procedury – jestem w stanie bardzo obszernie udokumentować z sygnaturami i nazwiskami bydlaków „Sądu” Okręgowego w Gliwicach i „Sądu” Apelacyjnego w Katowicach, i wielu innych. W dokładnie tych kpinach z procedury sam przecież uczestniczyłem co najmniej kilkadziesiąt razy. Znam wszystkie ich szczegóły. Do prokurwatur Rzeszy kilka lat trafiały – ze skutkiem z góry znanym - dziesiątki moich zawiadomień o wyżej opisanym przestępstwie „sędziów”-zbrodniarzy; by bowiem jeszcze dokładniej opisać tę sytuację, nie jest to tylko ani przede wszystkim „kpina z procedury”, a przekroczenie uprawnień służbowych w celu osiągnięcia korzyści osobistej (zwykle profitów z fałszowania dowodów, arbitralności orzeczeń) – art. 231 § 2 kk; do 10 lat pierdla – oraz w ramach działalności zorganizowanej grupy przestępczej (art. 258 kk). Mówi to lewo obecnie teoretycznie obowiązujące. Tak zwane „sądy” to bez wyjątku zorganizowane grupy przestępcze.
 
Trybunał w Strasburgu stosuje proste kryteria oceny, czy ofiarom rzeczywiście przysługują prawa, które rządy twierdzą, że przysługują. I tak, zwraca się do danego rządu o podanie przykładów korzystania z danego prawa przez ofiary. Skutek procedury korzystania z danego prawa jest dla Trybunału dość obojętny, chyba że skutek jest zawsze jeden i ten sam – jak w „sądach” w Polsce, gdzie skazuje się niemal 100% wszystkich oskarżonych. Wszelako ze zrozumiałych względów oczywiste jest, że przykładów korzystania z danego prawa winno być dużo. Jeśli skutek jest zawsze ten sam, albo gdy nawet – jak tu – rząd nie jest w stanie wskazać na choć jeden przykład korzystania przez ofiarę z danego prawa, Trybunał oględnie uznaje takie prawo za „teoretyczne”, „nieskuteczne”, „iluzoryczne”. „Rząd” kondominium nie będzie w stanie okazać nie tylko trzech tysięcy, i nie tylko trzech, ale ani jednego przykładu praktycznego i skutecznego skorzystania przez ofiarę z prawa do odsunięcia od niej jej oprawców – „sędziów” dowolnego „sądu”. Ofiara nie ma więc żadnej realnej, praktycznej możliwości złożenia, a tym bardziej ponowienia wniosku o odsunięcie od niej jej oprawców. Mimo że możliwość tę „Sąd Najwyższy” Kurwilandu gołosłownie, kłamliwie i de facto przestępczo dla niej „przewidział”.
 
Stalin też „przewidział”, że zamordowani w Katyniu oficerowie Wojska Polskiego uciekli do Mongolii. Albo Ameryki, przez Ocean Arktyczny. To dokładnie ten sam rodzaj „przewidywania”.
 
Odsunięcie od ofiary szajki „sędziów”-przestępców jednego „sądu rejonowego” i zastąpienie jej szajką „sędziów”-przestępców z innego „sądu rejonowego” ofierze na pozór nie daje nic. Zalecam jednak, by wnioski takie składać i je dokumentować – i sam robię tak prawie zawsze. Idzie w pierwszym rzędzie o zasadnicze względy moralne: o wykazanie okupantom ich wyobcowania, antycywilizacji i na tych czynnikach ufundowanej wrogości Polski do nich. Różnice cywilizacyjne moim zdaniem w tym wypadku są niemożliwe do usunięcia i prędzej czy później dojdzie do konfrontacji; do rozlewu krwi. By zapewnić zwycięstwo i zminimalizować straty po stronie Polski, trzeba nakręcić spiralę nienawiści – pamiętając o proporcjach, ongiś podobnie widział cele Powstania Styczniowego naczelnik Warszawy Stefan Bobrowski. Po wtóre, historia Polski jakby znów przyspiesza i perspektywa Norymbergi 2 dla zbrodniarzy - nie tyle i nie tylko komunistycznych, ale właściwie nawet bardziej zbrodniarzy obecnych - staje się o wiele bardziej realna niż jeszcze kilka lat temu. Dowody warto więc zbierać i utrwalać.

Sądy muszą być na powrót niezawisłe - a zatem konieczne są ławy przysięgłych - i działać w interesie Polski; dla zasady, tj. niezależnie od tego, kto dziś udaje, że może być sędzią. Dobrze jednak mieć wgląd w zwyczaje tych świń po to, by nabrać do nich pogardy.
 
Wyjaśniliśmy już sobie, wyżej, że „sędziowie”, lewnicy, „konstytucjonaliści” Rzeszy to nade wszystko zbrodniarze, zdrajcy, a i również, co widać na zdjęciach i co właściwie mniej nas tu obchodzi – alkoholicy i łajdacy. Wszelako ich podejście do zasady jawnego procesu i ich procedura odsunięcia od sprawy „sędziów” – orzekania w własnej sprawie – to przykłady wskazujące moim zdaniem na jeszcze jeden rys ich mentalności, o którym warto pamiętać zawsze wtedy, gdy próbują nas oni o czymkolwiek pouczać.
 
Moim zdaniem, patronujący parodii „państwa prawa” rzeplińscy, zolle czy bodnary – to zwykłe żuliki.
 
Spece od gry w trzy karty w sztetlach i na jarmarkach „Zachodniej Ukrainy”.
 
A możliwości działania stworzył im rok 1939.
 
Mariusz Cysewski
 
* * *

Andrzej Zoll był nawet rzecznikiem praw obywatelskich w kraju, który swych ofiar nawet nie liczył

Bohaterska tramwajarka, "sędzia" Igor Tuleja

Więcej:

Skazać Raczkowskiego - niskie pobudki krośnieńskich sędziów: SSO Wiesław Ruszała, SSO Janusz Szarek, SSR del. Mariusz Hanus itp. badziewie togowe...

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA"
Niezależne Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.eu
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm - Polska
aferyprawa@gmail.com
Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Maciej
02-07-2016 / 17:18
Przyjęcie do Obozu (Łagru) Przybywający, po wstępnych formalnościach, w czasie których obrzucano ich wyzwiskami, pobierano im odciski palców, kierowani byli do izby przejściowej na kwarantannę, która trwała 3 dni. Izba przejściowa była nieumeblowana, okna do połowy były zabite dyktą, a górne były otwarte, przez co w zimie panowała tam zawsze temperatura poniżej zera. Podłoga była betonowa. Przez cały dzień więźniowie musieli stać zwróceni twarzami do ściany. W nocy mogli położyć się bez przykrycia na betonowej podłodze, jednak co pół godziny policjant budził osadzonych, każąc im wstawać, stawać pod ścianą w szeregu, odliczać, biegać, padać, skakać. Po tym więźniowie mogli znowu położyć się na pół godziny. Jakiekolwiek uchybienie w postawie, które dowolnie oceniał policjant, powodowało natychmiastowe bicie pałką. Zresztą w izbie tej bito więźniów stale bez jakiegokolwiek powodu oraz masakrowano ich do krwi.
~lolo
02-07-2016 / 17:16
BEREZA Kartuska - Polski Sanacyjny Obóz Koncentracyjny Bereza - dawniej Bereza Kartuska Część Polaków zapytana o to, z czym kojarzy im się Bereza Kartuska odpowiada, że z niczym. Wstydliwym wydaje się temat pierwszego obozu koncentracyjnego stworzonego przez sancję w Polsce, mającego na celu izolowanie i niszczenie środowisk niechętnych sanacji, dlatego też temat ten nie jest zwykle poruszany na lekcjach historii w szkołach. Miejsce Odosobnienia zbywane jest jako „drażliwy symptomat niedomagań społeczno- politycznych”. Słychać narzekania, że Rosjanie tuszują Katyń a Niemcy Oświęcim, a czy my sami jako Naród ze swym sumieniem jesteśmy od nich lepsi? Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej (ang. Polish political prison camp, Place of Isolation at Bereza Kartuska) to łagier (obóz) dla więźniów politycznych sanacji działający w latach 1934-1939 w Berezie Kartuskiej, w dawnym województwie poleskim. Obóz założono w budynkach dawnego carskiego więzienia i barakach wojskowych. Inspiracją władz do stworzenia w Polsce ośrodka detencyjnego dla więźniów politycznych była wizyta w Polsce Hermanna Göringa w 1934 roku, ktory zachwalał Dachau. Na początku lat 30-tych XX wieku Polsce, tak samo jak w Europie, można zaobserwować proces zaostrzania się kursu władzy wobec opozycji, zresztą na wzór Niemiec i ZSRR. Oczywistym jest, że proces ten w II RP wiązał się z osobą wodza Józefa Piłsudskiego, który sprawował faktyczną totalitarną władzę w kraju, chociaż nie aż tak dyktatorską jak Mussolini we Włoszech. Ponieważ nie udało się grupie skupionej wokół Józefa Piłsudskiego wyciszyć opozycji zwykłymi środkami, postanowiono zastosować środek bardziej brutalny i represyjny - dążono do stworzenia obozu dla „antypaństwowców” i szukano pretekstu dla jego powstania. Decyzję podjęto po zamachu na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego w czerwcu 1934 roku. Na miejsce powstania obozu wybrano Berezę Kartuską, niewielkie miasteczko na Polesiu, chociaż było wiele innych odpowiednich i używanych miejsc. Niewątpliwie pomysłodawcą utworzenia miejsca odosobnienia był prof. Leon Kozłowski, sprawujący wówczas funkcję premiera. Nie jest tajemnicą, że Leon Kozłowski pozostawał pod wpływem wzrastającej popularności faszyzmu niemieckiego i włoskiego, a zwłaszcza jednego z odczytów J. Goebbelsa, mówiącego o wychowawczej roli obozów koncentracyjnych w Niemczech. Józef Piłsudski wyraził zgodę na utworzenie obozu formalnie na okres jednego roku, należy jednak pamiętać, że zmarł jeszcze w roku 1934, a kolejni premierzy nie zdecydowali się rozwiązać Berezy - funkcjonowała więc do 1939 roku. Według niektórych źródeł Bereza Kartuska była wzorowana na hitlerowskim obozie koncentracyjnym Dachau w Bawarii, założonym w marcu 1933 roku, także dla więźniów politycznych. Obozy jenieckie istniały od początku II RP, jako pozostałość po zaborcach, m.in. w Strzałkowie, Dąbiu, Pikulicach, Wadowicach i Tucholi. Obozy te zostały przejęte po zaborcach, którzy zbudowali je podczas I wojny światowej. W latach 1919-1922 służyły około 80-85 tysiącom znanych jeńców armii sowieckiej, z których o najmniej 15-20 tysięcy zmarło. Późniejsze ich przeznaczenie nie jest jasne, a niektóre źródła, w tym rosyjskie sugerują wykorzystywanie ich m.in. do więzienia wrogów ustroju w tym komunistów, ale brak na to wyraźnej dokumentacji. Polesie miało stosunkowo słabą sieć komunikacyjną - dostatecznie dobrą, by dowieźć na miejsce więźniów i zaopatrzenie, ale także dostatecznie słabą, by stworzyć problem ewentualnym ciekawskim, których na początku było wielu. Należy tez dodać, że teren Polesia był gęsto zalesiony, a lasy te były bardzo zaniedbane - wynikało to m. in. z naturalnej bariery, jaką stanowiły w przypadku niespodziewanego ataku ze wschodu. Co za tym idzie decyzje o budowie dróg czy wyrębie lasów podejmowali wojskowi, to oni byli faktycznymi administratorami Polesia. Ważnym czynnikiem była także lokalna ludność czyli społeczeństwo słabo wykształcone, bardzo nieuświadomione politycznie, zainteresowane wyłącznie własnymi sprawami, mieszkające w jednym z najuboższych regionów Polski. W tej sytuacji nie interesowali się oni obozem karnym, znajdującym się na obrzeżach miasta. Można było być spokojnym o to, że więźniowie rzeczywiście będą przebywali w „miejscu odosobnienia” i nikt się nimi nie zainteresuje. Kolejnym z istotnych czynników decydujących powstania łagru w Berezie były budynki, będące pozostałościami po starych rosyjskich koszarach - nie trzeba było budować wszystkiego od nowa, a miejsca wystarczyło zarówno dla więźniów jak i dla personelu obozu. Dwie części obozu rozdzielała szosa Berestje- Kobruń, a miejsce już sprawdzone z tajnych i nietypowych zastosowań. Ciekawym był sam proces wysyłania podejrzanego do miejsca odosobnienia w Berezie. Starosta występował do miejscowego wojewody z wnioskiem o skierowanie określonej osoby do miejsca odosobnienia czyli do łagru. Jeśli wojewoda wyrażał opinię pozytywną, to wtedy wniosek ten trafiał do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, do Departamentu I Politycznego, gdzie dyrektor zbierał codziennie nadesłane nazwiska i przedstawiał je ministrowi. Kiedy wniosek o umieszczenie jakiejś osoby był rozpatrywany pozytywnie, wojewoda był o tym listownie informowany, a drugi egzemplarz tego dokumentu trafiał do sędziego śledczego, któremu podlegał obóz - jego siedziba znajdowała się w Brześciu nad Bugiem. Formalnie to on musiał zaakceptować skierowanie danej osoby do miejsca odosobnienia, ale nigdy nie odrzucił takiego wniosku, akceptując decyzje MSW. To on także decydował o ewentualnym przedłużeniu pobytu więźnia w Berezie, na wniosek komendanta obozu. Często zdarzało się także, że z takim wnioskiem występował wojewoda terenu, z którego pochodził więzień. W czasach, kiedy Felicjan Sławoj- Składkowski był ministrem spraw wewnętrznych, często akty i dokumenty były podpisywane przez niego niejako automatycznie, bez czytania - zdawał się on na wiceministrów, którzy wcześniej parafowali podpisywany przez ministra dokument. I tak można było zostać już łagiernikiem w swej Ojczyźnie.
~darrendemers12
11-04-2016 / 13:07
I oto w roku bodaj 2010 zasłużone i zacne Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu z Bielska-Białej chwaliło się słusznie, że sprawę jawności rozpraw/posiedzeń doprowadziło do „Sądu” Najwyższego. Ten zaś „orzekł”, że wicie-rozumicie, jednak te posiedzenia aż tak nie różnią się od rozpraw, by mogły nadal być tajne; i w „orzeczeniu” tym naplótł jeszcze trochę innych bzdetów, pragnąc dać zbrodniarzom furtkę pozwalającą nadal utajniać i rozprawy, i posiedzenia. Łajdactwo to okazało się jednak niepotrzebne, bo świnie z „sądów” rejonowych, okręgowych itp. gremialnie twierdzą, że to „orzeczenie” „Sądu” Najwyższego ani ich obowiązuje, ani nawet obchodzi, i w ogóle na cholerę je czytać (w tym ostatnim zgodzę się w 100%). Skutek? I rozprawy, i posiedzenia dalej są tajne - po uważaniu świń, bo żadnych reguł tu nie ma. www.luxurytravelretreats.com www.luxurycustomizedtravel.com www.luxurytoursforthediscerningtraveller.com www.luxurytravelprograms.com www.luxurygetawaysforthediscerningtraveller.com www.tradanatravel.com www.oregoncycletourist.com www.guiatourgps.com www.cycletouristsloveoregon.com www.travelfreefaster.info www.travelodgephonenumber.info www.travelingvolunteer.info www.travel2give.info www.travellinkmexico.info www.beachvacationproperties.info www.brighton-holiday-guide.info www.travellinxx.com www.travelbugid.com www.travelbyparkavenue.com www.travelontheparade.com www.travelto-austin.com www.travelplaer.com www.roadtohope.info www.travelgreenest.info