Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
24 listopada 2020
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 01-04-2013

New Page 4

Jak aferzyści WGI Dom Maklerski SA przy cichej współpracy prokuratorów "piorą złodziejskie majątki"...

Miliony WGI wyparowują... pod nosem prokuratury rozpływa się zabezpieczony przez Skarb Państwa majątek oskarżonych

Blisko 1,2 tys. poszkodowanych klientów w aferze Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej nie ma co liczyć na odzyskanie choć części pieniędzy z zabezpieczonego przez śledczych majątku. Należał on do trzech oskarżonych szefów grupy spółek działających pod nazwą WGI – Macieja S., Łukasza K. oraz Andrzeja S.

Ze śledztwa „Rz" wynika, że w zdecydowanej części się on rozpłynął. Pewna jest tylko gotówka – 600 tys. zł m.in. poręczeń majątkowych, które dwa miesiące temu wpłynęły wraz z aktem oskarżenia na kontro depozytowe sądu. Ale to kropla w morzu roszczeń.

Kto mu na to pozwala?

Największym zabezpieczeniem prokuratury była Villa Radość, rezydencja z basenem Macieja S., warta realnie 9–10 mln zł. Okazała willa jest od lat wynajmowana do kręcenia filmów – m.in. „Przepis na życie" czy „Rezydencja". Jak ustaliła „Rz", w czasie kiedy trwało śledztwo, wielokrotnie zmieniała właściciela. Z analizy ksiąg wieczystych wynika, że w ostatnich miesiącach została obciążona również kilkoma umowami najmu i dzierżawy przez rodzinę oskarżonego lub należące do nich spółki. Po co? By nikt jej nie kupił, a willa została „w rodzinie".

– S. gra na nosie wymiarowi sprawiedliwości i organom ścigania od samego początku. A ja pytam, kto mu na to pozwala? – denerwuje się jeden z pokrzywdzonych klientów WGI.

Rezydencję (ponad 1000 mkw.) z basenem, w otoczeniu lasów położoną na terenie blisko 4 tys. mkw. w warszawskim Wawrze przy ul. Koprowej Prokuratura Okręgowa w Warszawie zabezpieczyła w 2006 r., zaraz po zatrzymaniu szefów WGI  i postawieniu im zarzutów. Wtedy jej właścicielem był 30-letni Maciej S. Wyceniła ją tylko na 3,3 mln zł, tłumacząc to dziś ówczesnymi realiami na rynku nieruchomości.

Maciej S. kilka miesięcy później aktem darowizny przekazał nieruchomość żonie Katarzynie. Z ksiąg wieczystych wynika, że następnie w 2009 r. Villa Radość znowu zmieniła właściciela – w formie darowizny otrzymała ją matka Katarzyny S., a teściowa szefa WGI, Ewa K. W październiku 2007 r. Maciej S. obciążył też majątek hipoteką na swego ojca Włodzimierza S. na kwotę 5 mln zł tytułem pożyczki.

To nie wszystko. Od stycznia do marca 2012 r., kiedy finalizowano śledztwa przeciwko szefom WGI, w księgi wieczyste tej nieruchomości wpisano kilka umów: dzierżawy, poddzierżawy i najmu na: Katarzynę S., spółki VSS Capital (jedna zarejestrowana w Wielkiej Brytanii, druga w Warszawie – są to spółki żony Macieja S.) i Liliannę B. (zasiada ona z Włodzimierzem S. w radzie nadzorczej spółki z rynku nieruchomości).

W grze też komornik

Jednocześnie, jak ustaliliśmy, w tym samym czasie S. w dwóch agencjach nieruchomości w Warszawie próbował sprzedać rezydencję za 9 mln zł. Nikt jej jednak nie kupił. Powód? – Zadłużenia ustanowione na nieruchomości przewyższają jej realną wartość, którą wyceniamy na 9–10 mln zł. To nieruchomość praktycznie nie do sprzedania – mówi nam dziś jeden z pracowników agencji.

Faktycznie, księgę wieczystą Villi Radość, którą przeanalizowaliśmy, poza zabezpieczeniem prokuratury (na 3,3 mln zł) obciążają jeszcze dodatkowo dwa kredyty w banku (w sumie na ok. 6,5 mln zł, z czego jeden w dolarach) oraz pożyczka Włodzimierza S. na 
5 mln zł, w sumie więc ok. 15 mln zł. To oznacza, że zabezpieczenie prokuratury na poczet przyszłych roszczeń i kar jest całkowicie wirtualne.

W księgach jest ponadto ostrzeżenie komornika sądowego o zajęciu nieruchomości przy Koprowej, który w styczniu wystawił ją na licytację za 2,4 mln zł. Z ogłoszenia wynika, że dłużnikiem jest Ewa K., teściowa Macieja S. i formalnie właścicielka nieruchomości.

Kto wystąpił o zajęcie komornicze? Okazuje się, że Włodzimierz S. Marcin Łochowski, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, wyjaśnia „Rz", że pod koniec lutego 2012 r. Sąd Rejonowy w Wołominie nadał klauzulę wykonalności aktowi notarialnemu przeciwko Ewie K. na rzecz Włodzimierza S. co do kwoty 900 tys. zł. Najprawdopodobniej jest to roszczenie wynikające z umów najmu i dzierżawy, jaką rodzina S. podpisała między sobą.

Pierwsza licytacja zakończyła się niczym. Pod koniec kwietnia komornik znowu wystawia Villę Radość na sprzedaż. – Wygląda to na próbę podniesienia wysokości wierzytelności, by majątek przejąć na tej podstawie – ocenia funkcjonariusz ABW, któremu pokazaliśmy dokumenty.

Pod nosem prokuratury rozpływa się zabezpieczony przez Skarb Państwa majątek oskarżonych

O tym, że komornik licytuje zabezpieczoną nieruchomość, Prokuratura Okręgowa w Warszawie dowiedziała się od „Rz". – Zabezpieczenia zostały przekazane do dyspozycji Sądu Okręgowego w Warszawie, który aktualnie jest gospodarzem postępowania – tłumaczy Dariusz Ślepokura, rzecznik prokuratury.

Czy darowizny, pożyczka, umowy najmu są zgodne z prawem? Okazuje się, że prokuratura badała wątek pięciomilionowej pożyczki, jakiej udzielił ojciec Macieja S., ale nie dopatrzyła się przestępstwa. Sprawa darowizny Villi Radość na rzecz żony toczy się w Prokuraturze Rejonowej Praga-Południe od trzech lat przeciwko Maciejowi S. Zawiadomienie złożył jeden z wierzycieli WGI. Sąd zażądał powołania biegłego, który ustali wartość nieruchomości. Już raz jednak sprawę umorzył.

– Nie podobają się nam te darowizny i umowy, ale oskarżony nie musi nas nawet o tym informować. Zabezpieczenie nasze jest wpisane w księgi – mówi jeden ze śledczych.

Niezamożni panowie

Obracający kiedyś milionami złotych klientów WGI biznesmeni dziś są formalnie niemal bez grosza przy duszy. Maciej S. pracuje w spółce żony – VSS Capital. Wykazuje, że zarabia tam miesięcznie jakieś 1,5 tys. zł brutto, a na utrzymaniu ma żonę i córkę. Nie ma żadnego majątku, bo willę wartą kilka milionów podarował, jak już wiemy, teściowej.

Poszkodowani nie mają co liczyć na odzyskanie pieniędzy i od innych oskarżonych szefów WGI. Łukasz K. pracuje obecnie w spółce SLMax jako doradca ds. wizerunku z dochodem 3 tys. zł brutto. Mieszkanie w Warszawie również jest wystawione do licytacji przez komornika.

Prokuratura na poczet pokrycia szkód zabezpieczyła udziały Macieja S. w spółkach. Dziś ich wartość stanowi 0 zł, bo spółki nie istnieją. Prokuratura nie odzyskała także ponad 6,6 mln dolarów, które Łukasz K. i Maciej S. przetransferowali do spółki poza kraj – WGI Europe, na konta w Credit Suisse. Ustaliła jedynie, że część tych pieniędzy przelano na prywatne rachunki oskarżonych m.in. w banku w Szwajcarii.

Andrzej S., trzeci z oskarżonych, podpisał rozdzielność majątkową na cztery dni przed odebraniem licencji na działalność maklerską WGI (powodem były podejrzenia o działalność niezgodną z prawem). Jest bezrobotny.

Po siedmiu latach śledztwa prokuratura oskarżyła ich tylko o niegospodarność, a nie świadome oszustwo, na które nie znalazła dowodów. Grozi im do dziesięciu lat więzienia, ale jak wynika z sądowych statystyk, nigdy nie skazano z tego paragrafu na dłużej niż dwa lata i na dodatek ponad 99 proc. wyroków zapadało w zawieszeniu.

WGI działała jako dom maklerski od 2005 r. Pieniądze inwestowała na rynku walutowym, wykazując zyski sięgające kilkudziesięciu procent. Wiarygodności przedsięwzięciu dodawali ludzie z pierwszych stron gazet zasiadający we władzach WGI.

W 2006 r. wybuchła afera. Okazało się, że klienci i nadzór finansowy wielokrotnie otrzymywali od WGI nieprawdziwe dane, a na koncie spółki jest niewielka kwota. Setki klientów zostały na lodzie.

Grupa klientów pozwała władze KPWiG, która wydała WGI licencję na działalność maklerską.

Więcej o aferze WGI:

Warszawa - zawiadomienia o rozprawach w sprawie afery WGI Dom Maklerski SA w dniu 26.03.13 oraz 27.06.13. afery w której blisko 1500 klientów straciło ponad 320 mln zł - jest to tylko suma wierzytelności w kat. III zgłoszonych do syndyka WGI DM.
Skorumpowani prokuratorzy warszawscy już 7 rok prowadzą śledztwo w sprawie Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej WGI dot. setki osób oszukanych na ponad 300 mln zł.

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

Polecam sprawy poruszane w działach:
SĄDY PROKURATURA ADWOKATURA
POLITYKA PRAWO INTERWENCJE - sprawy czytelników

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe redagowane jest przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres:
afery@poczta.fm
- Polska
aferyprawa@gmail.com

Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~poszkodowany
20-05-2013 / 18:06
W dniu 11 czerwca 2013 r., o godz. 09:30, w sali 41, w Sądzie Okręgowym w Warszawie, XII Wydział Karny odbędzie się posiedzenie w przedmiocie rozpoznania zażaleń na postanowienie prokuratury okręgowej z 31.12.2012 o umorzeniu śledztwa w sprawach dotyczacych afery WGI (w tym m.in. przeciwko zarzadowi WGI DM, przeciwko prezes WGI Financial Barbarze Łukasiak, przeciwko syndykom masy upadlosci WGI DM i WGI Consulting itd.).
~poszkodowany
27-04-2013 / 13:21
W sprawie karnej WGI DM sad popełnia kolejne uchybienia procesowe odnośnie oskarżycieli posiłkowych, oto bowiem zamiast wydać postanowienie o tym że oskarżyciel posiłkowy nie może brać udziału w postępowaniu (jak tego wymaga art. 56. § 1. kpk zdanie drugie: "Sąd orzeka, że oskarżyciel posiłkowy nie może brać udziału w postępowaniu, gdy bierze w nim już udział określona przez sąd liczba oskarżycieli.") , to sad jedynie wysyla informacje do oskarżycieli posiłkowych, którzy złożyli oświadczenie o przystąpieniu do sprawy w charakterze oskarżyciela posiłkowego po wydaniu postanowienia z dnia 28.03.13 o ograniczeniu liczby oskarżycieli posiłkowych. Informacja ta przyjmuje następującą postać: "Sąd Okręgowy w Warszawie XII Wydział Karny w odpowiedzi na pismo z dnia 30.03.2013 dot. Oświadczenia o zamiarze działania w charakterze oskarżyciela posiłkowego informuje, iz zgodnie z treścią postanowienia z dnia 28.03.2013 liczbę oskarżycieli posiłkowych w sprawie o sygn. 294/12 osk. Lukasz Kaczor i inni Sąd postanowił ograniczyć do 18 - lista obecnie jest zamknięta " Konsekwencja tego, ze sad nie wydal w/w postanowienia jest niemożność przedstawienia sądowi przez oskarżyciela posiłkowego, który złożył swoje oświadczenie po ograniczeniu przez sąd liczby oskarżycieli posiłkowych, stanowiska o którym mowa w art. 56 § 4. kpk: "Oskarżyciel posiłkowy, który nie bierze udziału w postępowaniu z przyczyn określonych w § 1, może przedstawić sądowi na piśmie swoje stanowisko w terminie 7 dni od daty doręczenia postanowienia." Złożenie jednak takiego stanowiska i tak w praktyce nie ma dla toku sprawy dużego znaczenia, gdyż jak już to oceniłem poprzednio, takie stanowisko będące jedynie okrojonym substytutem możliwości działań strony, stanowi jedynie iluzje / fikcje dostępu do sądu dla oskarżycieli posiłkowych co do których sąd orzekł, że nie mogą brać udziału w postępowaniu. Niemniej jednak sad popełnia jedno uchybienie procesowe za drugim odnośnie oskarżycieli posiłkowych, co sugeruje konieczność zmian treści przepisów, skoro są one na tyle niejasne dla sadu, że sąd nie potrafi ich właściwie zinterpretować i zastosować.
~joseph
03-04-2013 / 22:08
W 2012 r. policja, ABW, CBA, SG, ŻW i Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej skierowały do prokuratury wnioski wobec 4206 osób. Statystyczną informację prokuratora generalnego dotyczącą liczby wniosków o stosowanie m.in. podsłuchów w zeszłym roku przedstawiła senackiej komisji praw człowieka wiceprokurator generalna Marzena Kowalska. W 2012 r. wszystkie uprawnione organy (policja, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Straż Graniczna, Żandarmeria Wojskowa i Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej) skierowały wnioski o podsłuchy, przeglądanie SMS-ów i MMS-ów łącznie wobec 4206 osób (rok wcześniej było ich 5188). Prokurator nie wyraził zgody na wnioski o taką kontrolę wobec 225 osób (w 2011 r. – 286). Z danych prokuratury wynika, że większość wniosków – ok. 80 proc. – składała policja. Zgodnie z ustawą o policji kontrola operacyjna polega na niejawnym kontrolowaniu treści korespondencji i zawartości przesyłek oraz podsłuchiwaniu rozmów telefonicznych. Może być ona zarządzona wyłącznie, gdy inne środki okazały się bezskuteczne albo nieprzydatne. Kontrola operacyjna może być stosowana przez trzy miesiące, sąd może ją przedłużyć o kolejne trzy miesiące, gdy zaś pojawią się nowe okoliczności „istotne dla zapobieżenia lub wykrycia przestępstwa”, sąd może wydać postanowienie o kontroli na czas oznaczony po upływie tych okresów. Przepisy pozwalają stosować podsłuch jeszcze przed zgodą sądu, ale wymagający uzyskania potem jego „zgody następczej”. W wypadkach „niecierpiących zwłoki” kontrolę i utrwalanie rozmów telefonicznych może zarządzić prokurator, który obowiązany jest zwrócić się w terminie trzech dni do sądu z wnioskiem o zatwierdzenie postanowienia. Sąd wydaje postanowienie w terminie pięciu dni na posiedzeniu bez udziału stron. Sąd zarządza zniszczenie utrwalonych zapisów, gdy nie zatwierdził postanowienia prokuratora. Więc kogo służby podsłuchują ? Bogatych obywateli żeby potem prokuratorzy i sędziowie w majestacie prawa mogły ich ograbić .
~obserwator
01-04-2013 / 21:13
Podobnie swój majątek zabezpieczył Plichta z Amber Gold - został dożywotnikiem pałacyku... Tymczasem zwykłym pracującym obywatelom za byle potknięcie zabierany jest nieraz dorobek pokoleniowy... żenujące, jak funkcjonariusze władzy sprzedają się za srebrniki...