Imieniny:

AferyPrawa.com

Redaktor Zdzisław Raczkowski ujawnia niekompetencje funkcjonariuszy władzy...
http://Jooble.org
Najczęściej czytane:
Najczęściej komentowane:





Pogoda
Money.pl - Kliknij po więcej
13 grudnia 2017
Źródło: MeteoGroup
Polskie prawo czy polskie prawie! Barwy Bezprawia

opublikowano: 20-05-2012

Bezgranicznie pazerni prawnicy decydowali o największych fuzjach w Ameryce i w Polsce, dziś mają kłopoty...

Wystarczyły dwa miesiące, aby istniejąca od ponad stu lat nowojorska kancelaria prawna Dewey & LeBoeuf znalazła się na krawędzi z powodu kłótni wspólników. Jej polscy partnerzy pracujący przy największych na GPW fuzjach i przejęciach przeszli pod skrzydła innego amerykańskiego potentata Greenberg Traurig.

Kiedy w lodowaty listopadowy wieczór zeszłego roku jeden z najbogatszych Polaków Zygmunt Solorz wchodził do hotelu Westin w Warszawie na galę z okazji pierwszej rocznicy debiutu warszawskiej giełdy, na krok nie odstępował go mecenas Jarosław Grzesiak z kancelarii prawnej Dewey & LeBoeuf Grzesiak. Nie był to przypadek, bo domykali największą w historii naszego kraju transakcję. Solorz kupował komórkowego giganta Polkomtel za 18 mld zł. Przy tej transakcji 46-letni prawnik po UJ napracował się jak mało kto.

Zapewne nie przypuszczał nawet wtedy, że za kilka miesięcy przyjdzie mu zająć się przyszłością własnej kancelarii, którą budował przez dwie dekady. Wszystko za sprawą gigantycznych kłopotów, w jakie popadł jej amerykański współwłaściciel - słynna nowojorska kancelaria Dewey & LeBoeuf mająca roczne przychody 700 mln dolarów i zatrudniająca ok. 850 prawników na całym świecie. Mecenas Grzesiak dziesięć dni walczył w Nowym Jorku, aby wziąć rozwód z Dewey & LeBoeuf i zdobyć nowego współwłaściciela z prawniczej ekstraklasy. Skończyło się na tym, że dziś miejsce Dewey & LeBoeuf zajęła inna amerykańska firma prawnicza Greenberg Traurig. To jeszcze większy gracz niż Dewey, bo jego roczne obroty sięgają 1,4 mld dolarów i zatrudnia armię prawie 2 tys. prawników.

Kulisy rozstania kancelarii Grzesiaka z Dewey & LeBoeuf, a przede wszystkim powody wpadnięcia amerykańskiego współwłaściciela w tarapaty, mogłyby posłużyć za scenariusz do filmu. W całej historii występują nazwy firm z pierwszych stron amerykańskich gazet, chodzi o kariery suto opłacanych prawników, wielkie kontrakty, a w tle kryzys finansowy.

O tym, że Dewey & LeBoeuf stoi nad przepaścią, rozpisuje się amerykańska prasa, np. dziennik "The New York Times". Firma niknie w oczach, bo masowo odchodzą jej partnerzy. Kiedy Dewey łączyła się w 2007 r. z LeBoeuf, miała ambicje zostać największą kancelarią prawną w Nowym Jorku, gdzie na Wall Street tętni serce globalnego rynku kapitałowego. Do tego potrzebni byli najlepsi prawnicy pracujący w USA. I trzeba było ich po prostu kupić. Jeśli godzili się na przejście z miejsc, gdzie i tak zarabiali już krocie, w zamian dostawali na kilka lat sute gwarancje, że niezależnie od tego, ile przychodów dla firmy dadzą, to na sztywno zarobią ogromne pieniądze.

Tomasz Prusek: Jak to możliwe, że jedna z największych amerykańskich firm prawniczych, która na całym świecie pracuje przy wielkich fuzjami i przejęciami, rozpada się jak domek z kart z miesiąca na miesiąc?

Jarosław Grzesiak, partner w kancelarii Greenberg Traurig Grzesiak, wcześniej Dewey & LeBoeuf Umowy z partnerami mającymi zagwarantowane wysokie pensje nie były upowszechniane. Gwarancje miało około stu na trzystu partnerów. Ci, którzy nie mieli takich gwarancji, uświadomili sobie skalę tych zobowiązań dopiero na początku 2012 r. Zarezerwowana była pod to ogromna część budżetu. I zbuntowali się. Amerykańska firma nie rozpada się przez długi albo inne problemy finansowe, tylko przez brak porozumienia między partnerami. W zeszłym roku miała 300 mln dolarów zysku netto, a ten rok - pomimo kryzysu - zapowiadał się jeszcze lepiej. Kłopoty zaczęły się niespodziewanie w marcu tego roku, kiedy odbyło się spotkanie wszystkich partnerów kancelarii, aby przyjąć budżet na ten rok. Duża część amerykańskich wspólników go nie zaakceptowała i zaczęła głosować nogami, wycofując się z firmy. Wątpię, czy obecnie zostało ich 50.

Obiecano komuś gwarancje sutych zarobków, gdy rynek usług prawniczych był rosnący. Przed kryzysem taki pomysł na zbudowanie potęgi firmy mógł być dobry, ale po upadku Lehman Brothers okazał się zbyt ryzykowny dla budżetu. Spowodowało to frustrację wśród tych partnerów, którzy nie byli objęci długoterminowymi gwarancjami.

Dlaczego partnerzy w kancelariach prawnych przesądzają o wartości firmy?

- Najważniejsi są ludzie. Jeśli partnerzy odchodzą, firma zaczyna się rozsypywać. Biuro można otworzyć wszędzie w dwa dni, komputery i drukarki od ręki wyleasingować, natomiast doświadczonych prawników i klientów nie da się zdobyć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kiedy odchodzą profesjonaliści, znika cała wartość firmy. Zostaje marka, siedziba, ale nie ma już ludzi, którzy chcą w niej pracować. To jest powód kłopotów Dewey & LeBoeuf. Ale niejedyny. Kancelaria działała jak wielkie przedsiębiorstwo: miała odnawialny kredyt obrotowy 100 mln dol. i obligacje. Potrzebowała finansowania, bo dużą część kosztów ponosiła na początku roku, a zyski dopiero przychodziły później. Kredyt obrotowy bierze każda kancelaria, aby przetrzymać pierwsze chude sześć-siedem miesięcy, a gdy rozpoczynają się finansowe żniwa, spłaca pożyczkę i na koniec roku dzieli nadwyżkę między partnerów. Gdy na Wall Street stało się głośno o odejściach wspólników z kancelarii w połowie marca, akurat banki miały odnowić kredyt. Widząc, co się dzieje, bankierzy postanowili być ostrożni, bo firma traciła trzon swoich pracowników. I zamiast 100 mln dały jedynie 75 mln dol. Zrobiła się dziura w budżecie.

Angażował się pan w ratowanie Dewey & LeBoeuf w USA, skoro tak dobrze się z nimi przez lata pracowało?

- Byliśmy tak długo z Dewey, jak istniała szansa, że uda się amerykańską firmę ocalić przed rozpadem. Próbowaliśmy aktywnie wziąć udział w jej ratowaniu. Śmiem twierdzić, że najważniejsza próba wyszła właśnie z Warszawy. Z Greenbergiem rozmawialiśmy od marca i zaproponowaliśmy, aby przejął Dewey & LeBouef, tworząc Dewey & Greenberg. Przez trzy tygodnie Greenberg pracował nad tym, aby przejąć to, co zostało jeszcze z Dewey. Jednak rozmowy załamały się 30 kwietnia. Wtedy zaczęliśmy realizować plan B, czyli znalezienie nowego wspólnika tylko dla biura warszawskiego. W sumie próbowaliśmy tak długo zachować się lojalnie, jak było to możliwe, aby nie pogłębiać kryzysu w Dewey. Ale kiedy nie dało się już tego dalej ciągnąć, musieliśmy znaleźć innego współwłaściciela. Nasze udziały Dewey odsprzedał Greenberg Traurig. Ale co najważniejsze, udało się nam u wszystkich banków kredytujących, posiadaczy obligacji i agencji rządowych USA zwolnić z odpowiedzialności w wypadku upadłości Dewey. Zatem ewentualne roszczenia nie będą nas dotyczyć i rozpoczynamy współpracę z Greenbergiem z czystym kontem. Nasze działania pozwoliły ocalić budowany w Polsce od 20 lat zespół ponad 50 prawników. Nikt nie odszedł, mimo że wszyscy mieli propozycje. Zmieniliśmy tylko nazwę.

Po co polskim prawnikom partnerstwo wielkich międzynarodowych kancelarii?

- Potrzebujemy zagranicznego partnera, ponieważ robimy np. wielkie oferty publiczne polskich firm na międzynarodowych rynkach kapitałowych. Oferty prywatyzowanych spółek, takich jak PZU, PGE czy JSW, mają już naprawdę skalę budzącą szacunek w Europie. Prywatni polscy klienci też chcą iść za granicę. Dlatego mamy oferty nie tylko dla polskich akcjonariuszy, ale również dla inwestorów globalnych, działających pod prawem amerykańskim i angielskim. Nie zrobilibyśmy transakcji Polkomtela, gdybyśmy byli jedynie kancelarią działającą na lokalnym rynku. Transakcje ponadnarodowe to obecnie kombinacje prawa lokalnego, amerykańskiego i angielskiego. Po drugiej stronie mamy globalne banki inwestycyjne, banki finansujące transakcje, zagranicznych klientów. Muszą mieć gwarancje, że posiadamy ogólnoświatową prawną polisę ubezpieczeniową ważną nie tylko w Polsce, ale również w Wielkiej Brytanii czy USA.

Dlaczego nowym amerykańskim wspólnikiem został właśnie Greenberg Traurig?

- Wybraliśmy Greenberga, bo jego zaledwie 30-letnia historia jest imponująca. Zaczynali od dwóch małych biur na Florydzie, a doszli do tego, że są jedną z największych kancelarii prawnych w USA. Nasz nowy partner daje nam gwarancję, że będzie traktować nas autonomicznie, że nikt z Nowego Jorku nie zadzwoni i powie: ma być tak i tak, wykonać. Że wie lepiej, jak prowadzić przejęcia i fuzje w naszym regionie Europy. Podobnie jak u nas, nikt nie płaci sobie tam więcej, niż zarobił.

za: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,11754767,Prawniczy_poker_Warszawa___Nowy_Jork__Decydowali_o.html

Tematy w dziale dla inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA

"AFERY PRAWA" - Niezależne Czasopismo Internetowe redagowane jest przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA

uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres:
afery@poczta.fm
- Polska
aferyprawa@gmail.com

Dziękujemy za przysłane teksty opinie i informacje.

WSZYSTKICH INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.  

Komentarze internautów:

Komentowanie nie jest już możliwe.

~Yukie
20-12-2014 / 12:41
Well, Scott, I have a question for you. ( One I have spent a nuebmr of years asking myself .) What IS Church? Is Church really the denomination and building on the corner where a bunch of people go on Sunday for an hour and a half to two hours, and then disperse to their ordinary lives for the rest of the week? Is it programmes and activities and entertainment? What IS Church- really? And yes, Katie- I agree! He is learning how to write!